Autorem wpisu opublikowanego na Facebooku jest Wojciech Kołodziejczyk. Mężczyzna zapowiedział, że zbliża się koniec jego pracy w sieci Lidl i – jak sam zaznaczył – wcześniejsze doświadczenie zdobyte w Biedronce pozwala mu spojrzeć na kondycję handlu w kraju szerzej.
W swoim wpisie podkreśla, że praca w obu sieciach, choć często wyśmiewana, jego zdaniem jest „naprawdę bardzo dobrym miejscem do pracy” pod pewnymi warunkami.
- Trzeba mieć na to dobry pomysł albo... totalny brak chęci posiadania jakichkolwiek pomysłów - stwierdził mężczyzna.
Najwięcej miejsca poświęcił procedurom, które – jak opisuje – są fundamentem działania obu firm. Według niego, różnica polega na ich sposobie stosowania: - Biedronka pod tym względem leży. Procedura procedurą, a praca ma być wykonana, nawet jeżeli będzie wymagało to malowania trawy na zielono – ocenił.
Inaczej opisuje funkcjonowanie Lidla. Jak twierdzi, firma działa ściśle według ustalonych zasad – jeśli nie ma procedury, zadanie nie jest wykonywane.
- Jeżeli na coś nie ma procedury to się tego nie robi. Z oddychaniem włącznie – ironizował.
Z drugiej strony zaznaczył, że gdy procedura istnieje, pracownik ma obowiązek ją realizować, a czas na wykonanie zadań jest odpowiednio zaplanowany.
Autor wpisu szeroko opisuje też codzienne funkcjonowanie sklepów. Zwraca uwagę m.in. na różnice w organizacji przestrzeni. Biedronki określa jako często przeładowane towarem – zarówno na sali sprzedaży, jak i na zapleczu. To – w jego ocenie – przekłada się na znany klientom widok palet stojących w alejkach.
Dużo miejsca poświęca także systemowi zamówień. W Lidlu – jak twierdzi – jest on zautomatyzowany i dopasowany do realnej sprzedaży. W Biedronce natomiast system często „zawyża” dostawy, co w połączeniu z ograniczoną przestrzenią, prowadzi do bałaganu i zatorów.
Kolejno poruszył wątek promocji i produktów czasowych. Autor chwali tzw. „foodakcje” w Lidlu jako bardziej przemyślane i dopasowane do popytu. Krytycznie ocenia natomiast akcje typu „in-out” w Biedronce, które – jego zdaniem – wprowadzają chaos i utrudniają klientom zakupy.
Zwraca też uwagę na różnice w podejściu do przecen produktów z krótkim terminem ważności. Jak pisze, w Lidlu przeceniany jest niemal każdy taki towar, co ogranicza straty. W Biedronce – przynajmniej w sklepach, w których pracował – możliwości przecen były ograniczone, przez co część produktów trafiała do utylizacji.
Nie brakuje również wątków dotyczących samej pracy. W obu sieciach – jak podkreśla – jest ona intensywna i w dużej mierze polega na wykładaniu towaru i obsłudze kasy. Różnice widać jednak w organizacji: Lidl określa jako „poukładany”, a Biedronkę jako bardziej chaotyczną i zależną od bieżących decyzji przełożonych. Porusza też temat kas i obsługi klientów. W jego ocenie, Lidl szybciej reaguje na kolejki, otwierając kolejne stanowiska. Z kolei w Biedronce większą zaletą ma być elastyczność pracowników przy kasach samoobsługowych.
Autor odnosi się również do atmosfery pracy. Biedronkę wspomina jako miejsce „ciepłe” i oparte na relacjach, natomiast Lidl – jako bardziej zdystansowany i zadaniowy. Podkreśla jednak, że wiele może zależeć od konkretnego zespołu.
Na końcu wpisu zwraca uwagę na pewien paradoks. Jak pisze, mimo narzekań i żartów na temat dyskontów, to właśnie w tych dwóch sieciach zakupy robi większość Polaków.
- Jak jest masło "3+3" to gotowi się pozabijać – dodał.
Pod wpisem pojawiły się komentarze innych osób związanych z handlem. Część z nich zgadza się z przedstawioną oceną, inni podkreślają, że wiele zależy od konkretnego sklepu, kadry zarządzającej czy regionu.
Opisywane sytuacje – jak przeładowane sklepy czy palety w alejkach – są dobrze znane także klientom dyskontów w Olsztynie i okolicach.
Wpis nie zawiera informacji, kiedy dokładnie autor zakończy pracę ani co zamierza robić dalej. Nie odniósł się też do konkretnych stanowisk, jakie zajmował w obu sieciach. Jego relacja to osobista opinia, ale pokazuje różnice w organizacji pracy dwóch największych sieci handlowych w Polsce z perspektywy pracownika „z dołu struktury”. Chociaż autor wpisu jest mieszkańcem Łodzi, jego doświadczenia podzielają pracownicy handlowi z innych miast.
Na razie nie wiadomo, czy do wpisu odniosą się przedstawiciele Lidla lub Biedronki.










Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz