Raport, który wstrząsnął opinią publiczną
Historia ma swój początek jesienią 2022 r., kiedy to przedstawiciele, działającego w ramach Biura Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO), Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur (KMPT), przeprowadzili niezapowiedzianą kontrolę w ZK w Barczewie. W styczniu 2023 r. światło dzienne ujrzał raport, z którego wynikało, że w placówce „dochodzi do aktów przemocy ze strony niektórych funkcjonariuszy względem osadzonych”.
Kontrolerzy ustalili, iż istnieje duże prawdopodobieństwo, że niektórzy strażnicy zastraszają więźniów, stosując represje oraz przemoc słowną i fizyczną. Osadzeni mieli być wyciągani z cel i doprowadzani do pomieszczeń monitorowanych, gdzie dochodzić miało do takich aktów przemocy, jak: bicie, obrażanie, zastraszanie, podduszanie, a nawet podtapianie. Warto zwrócić uwagę, że większość wymienionych metod nie pozostawia jednak widocznych śladów.
Przemocy doświadczyć miała także osoba transpłciowa, będąca w procesie korekty płci (przebywająca w placówce dla mężczyzn). W raporcie wskazano, że była ona izolowana od innych więźniów. Tego rodzaju zachowania miały negatywnie wpłynąć na jaj psychikę, doprowadzając do podejmowania licznych prób samobójczych. [Czytaj więcej: Osoba transpłciowa w ZK w Barczewie także doświadczyła przemocy?]
Dwie wersje jednej historii
Biuro RPO zawiadomiło prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. KMPT zarekomendowało również przeprowadzenie kompleksowej kontroli w ZK w Barczewie przez Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Olsztynie, do której w rezultacie doszło. Okazało się, że w jej wyniku podważona została wiarygodność raportu.
- Z dotychczasowych ustaleń wynika, że podczas wizytacji w Barczewie doszło do incydentu związanego z niewłaściwym zachowaniem kontrolera Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur. W związku ze zniszczeniem mienia, dyrektor zakładu karnego zapowiedział kontrolerowi złożenie przeciwko niemu doniesienia do prokuratury. W opinii Ministerstwa Sprawiedliwości i Centralnego Zarządu Służby Więziennej, okoliczności incydentu wskazują na możliwość wystąpienia wady raportu, polegającej na braku obiektywizmu (…). Zakład Karny w Barczewie podlega regularnym kontrolom sądu penitencjarnego i nie zostały stwierdzone nieprawidłowości w działaniach funkcjonariuszy Służby Więziennej czy wychowawców ani nie stwierdzono naruszeń osadzonych. Dlatego do czasu zakończenia kontroli, także pod kątem wiarygodności raportu, nie mogą zostać podjęte żadne ostateczne decyzje w tej sprawie – przekazał naszemu portalowi Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Olsztynie.
Według raportu natomiast, kontroler, którego dotyczyło zawiadomienie, chcąc opuścić pomieszczenie monitorowane na oddziale dla tzw. osadzonych niebezpiecznych, w którym przeprowadzał rozmowy z więźniami, przez ponad 15 minut bezskutecznie oczekiwał na reakcję funkcjonariuszy.
Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się finalnie o zbadanie sprawy do ministra sprawiedliwości. W wyniku przeprowadzonych czynności nie stwierdzono jednak znamion czynu zabronionego.
„Polskie Guantanamo” - metafora czy rzeczywistość?
Opisywana historia zyskała ogólnopolski rozgłos, a media zaczęły określać ZK w Barczewie „polskim Guantanamo”. Amerykańskie więzienie w bazie Guantanamo powstało w 2002 r., jako miejsce dedykowane podejrzanym o terroryzm, zatrzymanym głównie w Afganistanie i Pakistanie. Wśród metod przesłuchań znajdował się waterboarding (podtapianie) – wspomniany w raporcie KMPT.

Setki zeznań i brak zarzutów
Śledztwo w sprawie zostało wszczęte w lutym 2023 r. przez Prokuraturę Okręgową w Olsztynie. W toku postępowania okazało się, że poszkodowanych jest ponad 80 osób. W prawie przesłuchano setki świadków.
- Chodzi o przebywających z pokrzywdzonymi w celi i funkcjonariuszy. Przesłuchania realizowane są na terenie całego kraju. Zabezpieczyliśmy bardzo obszerną dokumentację z Zakładu Karnego w Barczewie. Powołany został biegły medycyny sądowej, który ocenia, czy w dokumentacji medycznej znajdują się jakiekolwiek ślady potwierdzające obrażenia, o których mówią pokrzywdzeni – tłumaczył w kwietniu ubiegłego roku w studiu Olsztyn.com.pl, rzecznik olsztyńskiej prokuratury, Daniel Brodowski. [Posłuchaj rozmowy klikając tutaj]
W sprawie nikt nie usłyszał jednak zarzutów. W pierwszych dniach marca Prokuratura Okręgowa w Olsztynie wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa. Powód stanowił brak dowodów, potwierdzających stosowanie przemocy wobec pokrzywdzonych.
Co działo się za murami więzienia? Relacja byłego osadzonego
Kilka dni po opublikowaniu artykułu pt. „Szokujący raport, relacje o przemocy wobec więźniów z ZK w Barczewie i... umorzenie postępowania”, skontaktował się z nami jeden z byłych osadzonych barczewskiej placówki, Mariusz* oraz jego partnerka, Jowita*, którzy złożyli zażalenie na postanowienie o umorzeniu śledztwa.
„Dostawałem wyroki za darmo”
Mariusz odsiadywał wyrok za rozbój od 2017 roku. Jak twierdzi, początkowo sąd orzekł wobec niego karę 2 lat i 8 miesięcy pozbawienia wolności, jednak ze względu na fakt, że w więzieniu „musiał o siebie walczyć”, przez co strażnicy uznawali jego postawę za „roszczeniową”, na wolność wyszedł blisko po 9 latach. O przedłużenie wyroku wnioskować miały zakłady karne.
- Dostawałem wyroki za darmo. Za każdym razem sędziowie z Olsztyna dawali wiarę funkcjonariuszom. Wielokrotnie zgłaszałem, co się tam dzieje, prosiłem też o wideokonferencje. Za każdym razem powoływali się na to, że jestem niebezpieczny i stwarzam zagrożenie – oświadcza.
Miejsce doznania największej traumy
Barczewo nie było pierwszą placówką, w której mężczyzna odsiadywał wyrok. Z jego relacji wynika, że został tam przewieziony „za karę”.
- Byłem tam trzy razy i za każdym razem trafiałem oddział dla niebezpiecznych, żebym nie miał kontaktu z nikim. Po każdych pobiciach, osoba jest izolowana w pełni – wyjaśnia.
Mimo tego, że Mariusz przebywał w wielu zakładach karnych w Polsce, Barczewo wspomina jako miejsce, które odcisnęło na nim największe piętno.
- W Barczewie było najgorzej. Tam do tej pory coś się dzieje – mówi.
Co miało go spotkać na miejscu?
Były więzień, nie kryjąc trudnych emocji, opowiedział nam o swoich traumatycznych doświadczeniach z pobytu w „polskim Guantanamo”.
- Podduszanie, rażenie prądem, podtapianie. Zakładali ręcznik na głowę i polewali – albo z wiadra, albo z baniaka. To było ich stałe działanie, sposób zastraszania – tłumaczy.
Jako najgorsze z zachowań Mariusz podaje podduszanie przy użyciu worka foliowego.
- Nie mogłem złapać powietrza. Jeden z inspektorów trzymał mi rękę na sercu i mówił tylko pozostałym, że zwalnia. Tak było trzy, może pięć razy. Złapałem tylko oddech i automatycznie zakładali z powrotem worek na głowę – wspomina.
Z udostępnionej nam dokumentacji (postanowienie o umorzeniu śledztwa) wynika, że funkcjonariusze mieli dopuszczać się wobec niego również takich zachowań, jak: bicie rękoma po plecach, czy kierowanie gróźb pozbawienia życia.
„Cały czas stała izolacja”
Do aktów przemocy dochodzić miało zazwyczaj w pomieszczeniu dawnego ambulatorium, w oddziale 14., w którym nie ma kamer.
- Osadzony, który stwarzał problemy czy próbował cokolwiek nagłaśniać, był tam prowadzony bezpośrednio z łaźni. Z 2-3 tygodnie nie był w ogóle wypuszczany – ani na spacery, nigdzie. Cały czas stała izolacja. Beż żadnych lekarzy, bez wyjść do telefonu i całej reszty – wyjaśnia.
Jako swoich oprawców Mariusz wskazuje trzech inspektorów działu ochrony oraz głównego kierownika. W treści wydanego przez prokuraturę postanowienia przewija się kilka pseudonimów funkcjonariuszy, których więźniowie oskarżali o przekroczenie uprawnień. To „Peja”, „Godzilla”, czy „Szpaku”. Pojawia się tam również postać kierownika zmiany, określanego jako „Kobra”.
Podczas rozmowy Mariusz przekazał nam również, że funkcjonariusze ZK nie pozwalali mu na kontakty z adwokatem oraz rodziną.
- Nie mogłem wynieść żadnych dokumentów. Dwa razy odmówili adwokatowi w ogóle wejścia. Powiedzieli, że to ja nie chcę z nim rozmawiać. Musiałem działać sam. Były przemycane telefony itd. Inaczej w ogóle nic by nie wyszło. Jeśli ktokolwiek chce zadzwonić, z zawiadomieniem do sądu czy do rodziny, mówiąc co się dzieje w zakładzie karnym, automatycznie ma rozłączane połączenie. Funkcjonariusz jest zawsze przy tych rozmowach, od razu daje znać kierownikowi ochrony – opisuje.
Utrudnianie funkcjonowania w obliczu niepełnosprawności i brak pomocy medycznej
Co więcej, były osadzony zarzuca strażnikom celowe działania, które miały utrudniać mu funkcjonowanie, kiedy poruszał się o kulach.
- Zostałem po złości umieszczony na najwyższą partię oddziału. Góra, dół, z kulami. Chcąc wyjść na spacer, musiałem schodzić bez żadnego wszędołaza. Nie mogłem też korzystać z windy. Stwierdzili, że winda jest dla administracji, nie dla osadzonych – wymienia.
Mariusz podkreśla, że oprócz stosowanej przemocy, na miejscu nie udzielano pomocy medycznej potrzebującym.
- Za pierwszym razem tak mnie przekopali, że sikałem krwią. Nie było żadnej pomocy medycznej. Przyszedł na drugi dzień kierownik ochrony, zobaczył, czy żyję i to wszystko – mówi.
Były osadzony twierdzi, że był też świadkiem pobicia i zastraszania współosadzonego przez strażnika. Powód stanowić miało złożenie skarg przez więźnia.
- Powiedział, że jak jeszcze raz wpłynie jakaś skarga, to będzie dwa razy gorzej, a jak będzie trzeba, to zrobią tak, że nawet nie będzie wiadomo, z jakiego powodu zmarł – oświadcza.
Wyjątek wśród funkcjonariuszy. „To była zupełnie inna osoba”
Jako jedyną osobę, która podczas pobytu w Barczewie, miała na celu dobro więźniów i przestrzegała wartości humanitarnych, Mariusz wskazuje funkcjonariusza Łukasza K.
- To była zupełnie inna osoba. On nie przenosił swoich niezadowoleń życiowych, nie wyładowywał się na skazanych. Zawsze jak trzeba było pomóc, to na przykład zadzwonił do psychologa. Interesował się, czy coś się dzieje. To był jeden z funkcjonariuszy, który wziął moją stronę, bo był obecny podczas mojego ostatniego pobicia – wspomina nasz rozmówca.
Między buntem a warunkami bytowymi
Dla pozostałych strażników Mariusz miał być „bardzo niewygodny” z powodu „buntowania” skazanych, poprzez nakłanianie ich do walki o swoje prawa. Chodziło m.in. o dostęp do opieki lekarskiej, stan cel czy żywność.
- Jest tragedia. Pełno robactwa, pluskwy. Opieki zdrowotnej nie ma kompletnie żadnej. Jedzenie często nie nadawało się do spożycia. Po prostu gniło. Było to wielokrotnie zgłaszane kierownikowi kuchni, do inspektorów działu ochrony, do dyrektorki. Poprawa następowała na 2-3 dni. Później było to samo. Dostawaliśmy zapleśniały chleb. Jak ktoś prosił o wymianę, nie dostawał posiłku w ogóle – wyjaśnia.
Kontrola KMPT oczami byłego więźnia
W czasie wizyty KMPT Mariusz przebywał w barczewskim więzieniu, dwa oddziały wyżej. Jak z jego perspektywy wyglądała kontrola?
- Z dyrekcji i działu ochrony były podstawione osoby, które obstawały za służbą więzienną. Po prostu skazani przekupieni za papierosy albo za dodatkową paczkę. To, co się działo w oddziale, zawsze przekazywali kierownikowi ochrony. Kto ma telefony, czy coś „nielegalnego” – komentuje, zaznaczając, że wskazane wyżej zarzuty wobec jednego z kontrolerów były według niego niezasadne.
Jak tłumaczy nasz rozmówca, kiedy ruszyły przesłuchania nie wiedział, że naruszenia zgłosiło ponad 80 osób.
- Dowiedziałem się w trakcie trwania postępowania. Podczas przesłuchania został mi okazany katalog funkcjonariuszy i funkcjonariuszek z ZK Barczewo, wskazałem osoby, które dopuszczały się takich zachowań – mówi.

Katalog zarzutów i decyzja o umorzeniu
W treści wydanego przez prokuraturę postanowienia pojawia się pokaźny katalog zarzutów wobec funkcjonariuszy. Według relacji pokrzywdzonych, strażnicy mieli dopuszczać się m.in. następujących zachowań: wyzywanie, bicie po całym ciele, duszenie do utraty przytomności, podtapianie – m.in. poprzez umieszczenie twarzy w muszli klozetowej czy polewanie wodą, bezzasadne przenoszenie do innych cel, ograniczenie możliwości oglądania telewizji, zastraszenie wszczęciem postępowania przygotowawczego, spowodowanie obrażeń ciała m.in. w postaci pęknięcia bębenków, przyciskanie siłą do podłogi, szarpanie, szykanowanie, zrywanie ubrań, dotykanie w miejscach intymnych w trakcie przeszukania, wykręcanie uszu, rażenie paralizatorem po plecach i genitaliach, zmuszanie do picia moczu, ograniczanie kontaktów z rodziną czy adwokatem, wywieranie wpływu na wycofanie skarg, nieudzielanie pomocy medycznej (bądź poświadczanie nieprawdy w dokumentacji), bezprawne zabieranie korespondencji, opluwanie, inicjowanie postępowań dyscyplinarnych, przypalanie brody zapalniczką, przykładanie noża do szyi, deptanie nogami po ciele, uderzanie w twarz skórzanymi rękawicami, używanie ręcznego miotacza gazu, ograniczanie dostępu do posiłków, zmuszanie do klękania przed wychowawcą, zakładanie na szyję pętli ze sznura i dorzucanie do posiłków włosów łonowych.
W uzasadnieniu umorzenia śledztwa czytamy natomiast, że „wobec braku danych uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu, uznano, że części czynów nie popełniono”.
W toku prowadzonych czynności, prokuratura wystąpiła o nadesłanie dokumentacji, dotyczącej pobytu pokrzywdzonych w ZK w Barczewie. W części przypadków powołano się na ustalenia biegłego lekarza medycyny sądowej.
- W ramach tego postępowania dokonano procesowej weryfikacji wszystkich zawiadomień, jakie wpłynęły w reakcji na doniesienia medialne do Rzecznika Praw Obywatelskich i prokuratury – napisano w uzasadnieniu.
Ślady, które znikają?
Warto podkreślić, że zapisy z monitoringu w zakładzie karym przechowuje się tylko przez okres 7 dni. Następnie są nadpisywane. W okresie, w którym dochodzić miało do nadużyć, funkcjonariusze nie byli wyposażeni w kamery nasobne.
Do danego aspektu odniósł się Mariusz, podczas rozmowy z naszą redakcję, uznając to za „celowe działanie”.
- Nasze listy były często przetrzymywane albo powyżej tygodnia, albo w ogóle nie wychodziły. Zanim się cokolwiek złoży, jest po monitoringu, po wszystkim – tłumaczy.
Zeznania nie potwierdziły przemocy
W toku śledztwa ustalono, że część osadzonych celowo inicjowała sytuacje, w których chcieli przedstawić się jako osoby pokrzywdzone działaniem funkcjonariuszy. W ten sposób usiłowali wymusić na administracji zakładu korzystne dla siebie decyzje.
W sprawie przesłuchano kilkuset pracowników służby więziennej każdego szczebla, zarówno nadal wykonujących swoje obowiązki służbowe w placówce, jak i emerytowanych.
- Żaden z nich nie potwierdził, aby był świadkiem lub uczestnikiem takich zdarzeń. Środki przymusu bezpośredniego były stosowane jedynie w sytuacjach nadzwyczajnych, zgodnie z obowiązującymi procedurami, w celu zapewnienia bezpieczeństwa osób osadzonych. Z każdego przypadku stosowania środków przymusu bezpośredniego sporządzana była notatka; skazani byli poddawani oględzinom lekarskim. (…) Prowadzone postępowania co do zasady nie potwierdziły zarzutów podnoszonych przez osadzonych – czytamy w uzasadnieniu.
Po przesłuchaniach funkcjonariuszy stwierdzono, że ich relacje „wzajemnie się uzupełniają”.
Poświadczała to również dokumentacja z pobytu osadzonych w ZK oraz w jednym z przypadków - zapisy z monitoringu (osadzony przebywał w celi monitorowanej).
Jak czytamy w uzasadnieniu, przemocy, do której miało dochodzić, „nie sposób procesowo zweryfikować”.
Rozbieżność zeznań
Co więcej, osadzeni, którzy przebywali w celach z pokrzywdzonymi często nie potwierdzali ich wersji wydarzeń, zaprzeczając że na miejscu dochodzić miało do naruszeń.
Zdarzało się również, że w trakcie okazania więźniowie nie rozpoznawali żadnych z potencjalnych sprawców. W części przypadków nie podawali także konkretnych informacji, takich jak czas doświadczania przemocy. Bywało też, że obrażenia, których doznać mieli w trakcie pobytu w ZK, powstały jeszcze w czasie, kiedy przebywali na wolności.
Z relacji części świadków wynika, że strażnicy czasem zachowywali się w sposób niekulturalny, aczkolwiek nigdy nie stosowali przemocy. Co więcej, to więźniowie mieli często znęcać się nad słabszymi współosadzonymi – nie funkcjonariusze. Niektóre opisy zdarzeń uznawano za „lakoniczne”. W części przypadków nie zauważano także reakcji emocjonalnych podczas składania wyjaśnień. Pokrzywdzeni nie podawali też zazwyczaj genezy wymierzanej w nich agresji.
- O ile w przypadku osób odbywających karę, można to w jakimś stopniu tłumaczyć potencjalną obawą przed reakcją funkcjonariuszy, o tyle nie można w taki sposób oceniać zeznań świadków, którzy przebywają już na wolności. Tymczasem relacje tych obu grup świadków w tym zakresie kształtują się podobnie; przeważają zeznania niepotwierdzające nieprawidłowości w postępowaniu funkcjonariuszy – stwierdzono.
Podważone relacje i bezzasadne skargi
Zapoznając się z zeznaniami Mariusza, dowiedzieliśmy się, iż osadzeni, którzy przebywali z nim w celi, nie potwierdzili zarzutów o stosowaniu przemocy wobec niego. Z dokumentacji wynika również, że zachowanie byłego osadzonego w pozostałych placówkach, w których przebywał w czasie odsiadywania wyroku, uznano za „wysoce naganne”. Mariusz składać miał bowiem szereg skarg i zażaleń na działania administracji, a także domagać się „specjalnego traktowania”.
Kwestię składanych skarg skomentowała w rozmowie z naszym portalem partnerka byłego więźnia, Jowita, odnosząc się do pobytu Mariusza w Areszcie Śledczym w Olsztynie.
- Wielokrotnie dzwonił do mnie i mówił: „rób skargę na to i na to”. Wszystkie skargi, które pisałam, były zawsze bezzasadne. Na przykład prosił mnie o telewizor, czajnik i książkę – na co miał zgodę. Na urodziny dostał książkę „Gad. Spowiedź klawisza”. Czekamy tydzień, dwa, trzy, czwarty tydzień mija – nadal nie dostał. Napisałam wtedy do nich, z jakiego powodu nie wydali mu tych rzeczy. Odpowiedzieli, że informatyk musi je sprawdzić. Rozumiem, że może sprawdzić telewizor, ale czajnik? Co informatyk może sprawdzać w czajniku albo w książce? - mówi Jowita i dodaje - Na drugi dzień dostał wszystko oprócz książki. Została ona zwrócona prawie pod koniec pobytu. Zgodę cofnięto, a we wniosku wpisali książkę, której w ogóle nie znał. Podrobili jego podpis.
Konflikt po opuszczeniu więziennych murów
Para opowiedziała również o skardze złożonej na jednego z dowódców zmiany ZK w Barczewie, po tym, jak Mariusz wyszedł na wolność. Co było jej powodem?
- Osikał nam betonowe ogrodzenie. Próbował mnie prowokować i zastraszyć. Pili z kolegami u nas pod ogrodzeniem. Nie wiedzieliśmy, kto to jest. Podszedłem do nich i poprosiłem, żeby odeszli. Wtedy go poznałem. Straszył mnie, że wie gdzie mieszkamy – tłumaczy Mariusz.
Jowita wskazała natomiast, że kiedy po zaistniałej sytuacji złożyła skargę, ta po raz kolejny okazała się bezzasadna.
- Napisali, że mogę zakładać sprawę z powództwa cywilnego. Oni nawet nie chcieli zobaczyć nagrania – wyjaśnia.
Skargi były „wnikliwie rozpatrywane”?
Z dokonanych ustaleń wynika, że „administracja Zakładu Karnego podejmowała wszystkie możliwe kroki, w celu zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim osobom odbywającym karę pozbawiania wolności”.
- Każda skarga składana przez osadzonych lub członków ich rodzin była wnikliwie rozpatrywana. (…) Znaczna część zakładu została objęta monitoringiem wizyjnym. Na terenie zakładu skazani mogli liczyć na udzielenie pomocy medycznej oraz psychologicznej i psychiatrycznej. (…) W miarę możliwości lokalowych skazani byli osadzani w celach z uwzględnieniem ich charakterów; przynależności do subkultury więziennej. Działania administracji były na bieżąco oceniane i weryfikowane przez Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej oraz sądy penitencjarne – argumentowano, dodając, że w wypadku stwierdzanych nieprawidłowości, przeprowadzano zmiany organizacyjne, a za indywidualne naruszenia dyscypliny, wobec funkcjonariuszy wyciągano konsekwencje służbowe.
W treści postanowienia wskazano, że przez okres kilku lat, w jakim używanie drastycznych metod miało być na porządku dziennym, nie odnotowano żadnego przypadku śmierci osadzonego lub spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a ocenianym okresie funkcjonariusze nie byli wyposażeni w urządzenia takie jak paralizator.
Decyzja o umorzeniu i jej następstwa
Analizując zgromadzony w sprawie obszerny materiał dowodowy, stwierdzono, że nie dostarczył on dostatecznych danych, mogących potwierdzić przekroczenie lub niedopełnienie obowiązków służbowych przez funkcjonariuszy Służby Więziennej Zakładu Karnego w Barczewie.
Jowita i Mariusz złożyli zażalenie na wydane postanowienie. Podejrzewają jednak, że pozostałe odwołania osadzonych w ZK w Barczewie mogą nie ujrzeć światła dziennego.
Jak było w innych zakładach?
Podczas rozmowy z naszą redakcją para podzieliła się również doświadczeniami z innych zakładów karnych w Polsce, w których były osadzony odsiadywał karę. W pozostałych placówkach także dochodzić miało do naruszeń.
- To wszędzie się dzieje, ale Barczewo jest wyjątkowo brutalne. Nikt nie trafia do więzienia jako święty, ale każdemu może się przytrafić. Jakiś wypadek, cokolwiek. Również bywa, niech nikt najlepiej tam nie trafia, ale są różni ludzie. Są też brutalni. Nie mówię, że oni są święci. Ja nie mam pretensji, że on siedział, ale konieczne jest poszanowanie godności człowieka – zaznacza.
Jowita opowiedziała również o czasie, gdy jej partner przebywał w oddziale w Szczytnie. Podczas jednego z widzeń miała tam bowiem doświadczyć nieprzyjemnej sytuacji.
- Po widzeniu z partnerem przeszliśmy razem przez bramkę sprawdzającą czy czegoś nie mamy, a potem zamknęli mnie dosłownie w klatce - do czasu odprowadzenia Mariusza do celi. Jak się później dowiedziałem, to było pomieszczenie na odpady z kantyny. Prawdopodobnie nie miał mnie kto odprowadzić. Nikogo tam nie było. Czułam się strasznie, zwłaszcza, że mam zaburzenia pamięci i klaustrofobiczne problemy. Krzyczałam. Wypuścili mnie po jakichś 25 minutach. Napisałam na to skargę. Podczas następnej wizyty byłam już w pełni kontrolowana. Cała rozebrana. Przy kobietach. Wszystko sprawdzały, ale już mnie zapytały, czy mogą – wskazuje.
Poparzenie wrzątkiem i wygrana w sądzie
Partnerka Mariusza wspomniała też o skardze, która okazała się skuteczna. Chodziło o poparzenie ciała, którego były więzień dostał w białostockiej placówce.
- W Białymstoku wygrał sprawę. Tam był poparzony wrzątkiem. 40% ciała. Chcieli oczywiście zwalić winę na niego, że sam to sobie zrobił, ale sąd nie dał temu wiary. Do tej pory widać blizny – podkreśla Jowita.
ZK w Barczewie wyjaśnia obowiązujące procedury
Po zapoznaniu się ze sprawą, zwróciliśmy się do Zakładu Karnego w Barczewie oraz Oddziału Zewnętrznego w Szczytnie z prośbą o odniesienie do tematu.
Pierwszą z wymienionych jednostek zapytaliśmy m.in. o możliwości wydłużenia orzeczonego wyroku o kilka lat na wniosek Służby Więziennej. W odpowiedzi wskazano, że obowiązujące przepisy prawa nie przewidują takiej możliwości.
- W polskim systemie prawny Służba Więzienna nie ma bezpośredniej mocy prawnej, aby samodzielnie wydłużyć wyrok pozbawienia wolności prawomocnie orzeczony przez sąd. Wymiar kary oraz jej czas trwania określany jest wyłącznie przez właściwy sąd, w oparciu o przepisy prawa karnego. Służba Więzienna jako organ wykonawczy, nie posiada kompetencji do ingerowania w długość orzeczonej kary, w szczególności poprzez jej wydłużenie – wyjaśnia dyrekcja placówki.
Wyjaśnienia w sprawie doboru osadzonych do kontroli KMPT
Poprosiliśmy także o podanie klucza, jakim kierowano się podczas typowania osadzonych z przedstawicielami KMPT oraz czy w przypadku uznania skargi złożonej przez osadzonego za bezzasadną, wskazywana jest ku temu stosowana argumentacja.
- Funkcjonariusze i pracownicy Zakładu Karnego w Barczewie nie obyli obecni podczas rozmów z osadzonymi, ani nie „wskazywali” osadzonych, z którymi przedstawiciele KMPT mieliby rozmawiać – tłumaczono w odniesieniu do pierwszej z kwestii.
Rozpatrywanie skarg i procedury żywieniowe
Jeśli chodzi o sposoby rozpatrywania skarg i próśb więźniów, poinformowano, że zgodnie z obowiązującymi przepisami, „wyniki czynności prowadzonych w celu zbadania zasadności skarg, dotyczących działalności jednostki penitencjarnej, opisuje się w sprawozdaniu, które powinno przedstawiać fakty stanowiące podstawę do oceny rozpoznawanych i zarzutów, a w szczególności konkretnie nieprawidłowości i uchybienia” oraz wnioski wynikające z dokonanych ustaleń.
- Biorąc zatem pod uwagę badanie przedmiotu skargi, odpowiedź udzielana osobie wnoszącej skargę jest każdorazowo uzasadniana, wskazując przyczyny uznania skargi za bezzasadną – skwitowano.
Dyrekcja zakładu odniosła się także do zarzutu byłego osadzonego, dotyczącego wydawania więźniom posiłków nienadających się do spożycia, wyjaśniając, że w barczewskiej jednostce nie odnotowano takowych przypadków.
- Wydawanie posiłków z kuchni następuje zgodnie z procedurą uzyskania pozytywnej opinii, dotyczącej właściwości smakowych, konsystencji i zapachu oraz zgodności z obowiązującym jadłospisem – oświadczono.
Czy osadzeni złożyli zażalenia na postanowienie? ZK „nie posiada wiedzy” w temacie
Zapytaliśmy również czy w obliczu postanowienia o umorzeniu śledztwa, odnotowano przypadki składania zażaleń przez osadzonych. Okazało się, że ZK w Barczewie „nie posiada wiedzy w tym temacie”, ponieważ „nie był stroną prowadzonego postępowania”.
W związku z tym, z pytaniem wystąpiliśmy również do Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Oto treść otrzymanej odpowiedzi:
- Na umorzenie postępowania (...), dotyczącego podejrzenia popełnienia przestępstwa na szkodę osób odbywających karę pozbawienia wolności w Zakładzie Karnym w Barczewie wpłynęło dotychczas 21 zażaleń od osób uprawnionych lub ich pełnomocników - poinformował rzecznik prasowy prokuratury, Daniel Brodowski.
Jak wyglądają widzenia w Szczytnie? Stanowcza odpowiedź
Do Oddziału Zewnętrznego w Szczytnie zwróciliśmy się natomiast o wyjaśnienie procedur widzenia – w odniesieniu do zarzutu Jowity o zamknięcie w pomieszczeniu na odpady z kantyny.
- Procedura udzielenia widzenia ma ściśle określone zasady. Po zakończeniu widzenia osoby odwiedzające kierowane są do poczekalni, gdzie oczekują na zakończenie czynności służbowych związanych głównie z odprowadzeniem osadzonych do cel. następnie, możliwie jak najszybciej, są wyprowadzane w kierunku wyjścia z jednostki. Podkreślam, że w poczekalni dla odwiedzających w Oddziale Zewnętrznym w Szczytnie nie przechowuje się odpadów z kantyny – wskazała rzecznik prasowa dyrektora Aresztu Śledczego w Olsztynie (jednostka w Szczytnie podlega pod Olsztyn), mł. chor. Monika Sołtysiak, dodając – Dokładamy wszelkich starań, aby spotkania z osobami bliskimi przebiegały sprawnie, a także z jak najmniejszymi trudnościami dla obu stron, gwarantujący zarówno bezpieczeństwo, jak i poszanowanie praw osób ubiegających się o wejście na teren jednostki.
* imiona zmienione na potrzeby powstania materiału
Czytaj również:
Kolejna kontrola KMPT w ZK w Barczewie. Ponownie doszło nadużyć ze strony strażników?
Co słychać w sprawie tortur w Zakładzie Karnym w Barczewie? Najnowsze informacje
Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo - wspomnienia z kryminału











Komentarze (3)
Dodaj swój komentarz