- Mieliśmy zagrożenie likwidacji porodówki w Bartoszycach, ale też likwidacji oddziału w Ameryce. Mamy ciągłe informacje o tym, że kolejki do lekarzy są długie, a specjalistów brakuje. Teraz gruchnęła informacja o tym, że lekarzom i pielęgniarkom w przychodni specjalistycznej przy ul. Dworcowej w Olsztynie nie wypłacane są pensje. W tej chwili zaległości dotyczą listopada i grudnia. To wszystko ma swoje źródło w chronicznym, ogólnopolskim niedofinansowaniu ochrony zdrowia – powiedział podczas wtorkowego spotkania z mediami Bartosz Grucela z prezydium Rady Krajowej Razem.
Posłanka Razem, Marcelina Zawisza, w sprawie braku terminowych wynagrodzeń dla lekarzy i pielęgniarek (chodzi o kilkanaście osób) zatrudnionych w przychodni przy ul. Dworcowej w Olsztynie, zainterweniowała u prezydenta Olsztyna, Roberta Szewczyka. W piśmie z 19 stycznia parlamentarzystka dopytuje m.in. jak duże są zobowiązania finansowe względem personelu i czy włodarz miasta podjął działania zmierzające do rozwiązania problemu.
- Mówimy o publicznej placówce ochrony zdrowia, mówimy o ludziach, którzy leczą mieszkańców Olsztyna, a państwo i samorząd nie są w stanie zagwarantować im podstawowej rzeczy: terminowej wypłaty wynagrodzenia. A wszystko to bez informacji o terminie wypłaty zaległej pensji – podkreśliła Gabriela Ostołowska z Zarządu Okręgu Warmińsko-Mazurskiego Razem.
Jak ustaliliśmy w ratuszu, władze miasta wiedzą o sytuacji w przychodni i prowadzone są działania, zmierzające do uregulowania należności. - Mamy obraz sytuacji, która wynika z niepełnego rozliczenia przez Narodowy Fundusz Zdrowia wykonanych procedur. Przychodnia jest samodzielną jednostką, a jej władze pracują nad odpowiednimi rozwiązaniami – przekazał redakcji Olsztyn.com.pl, Patryk Pulikowski, rzecznik olsztyńskiego urzędu miasta.
Dodajmy, że zgodnie z rządową ustawą budżetową na 2026 rok, w kolejnych miesiącach będziemy mieli w kraju do czynienia ze wzrostem nakładów na ochronę zdrowia. Łącznie wydatki osiągną poziom 247,8 mld zł, co stanowi 6,81% PKB z roku 2024. Rosnące nakłady nie poprawiają jednak kondycji Narodowego Funduszu Zdrowia. Według analiz w tym roku w budżecie NFZ brakuje około 14 mld zł, a w przyszłym roku luka może sięgnąć nawet 23 mld.
Lokalni przedstawiciele Razem podczas dzisiejszego spotkania z mediami dużo miejsca poświęcili sytuacji wokół warmińsko-mazurskich porodówek. W 2024 roku zamknięto oddziały położnicze w Nowym Mieście Lubawskim i Ostródzie. W ubiegłym roku zakończono działalność porodówki w Biskupcu.
- Ostatnio zawieszona miała być działalność oddziału ginekologiczno-położniczego w Bartoszycach. Zawieszenie zostało wstrzymane. Niemniej w jaki sposób możemy mówić o bezpieczeństwie kobiety, w sytuacji, gdy szpital powiatowy funkcjonuje bez oddziału ginekologiczno-położniczego? Gdzie mają rodzić kobiety? W jaki sposób kobieta w czasie akcji porodowej ma dojechać 70-80 km do najbliższej placówki? - pytała Joanna Domańska z Zarządu Okręgu Warmińsko-Mazurskiego Razem.
Przypomnijmy, że wygaszanie porodówek ma związek z ogłoszonym w 2024 przez resort zdrowia projektem zmiany zasad kwalifikacji do tzw. sieci szpitali. W położnictwie i ginekologii decydować miała minimalna liczba odebranych porodów, którą ustalono na 400 rocznie. Według tych założeń w 2025 roku pułap opłacalności osiągnęłoby zaledwie kilka porodówek na Warmii i Mazurach.
- Liczba porodów nie powinna być wyznacznikiem, czy utrzymać oddział. Mała liczba porodów w niektórych powiatach powinna być szansą dla szpitali, aby zwiększyć jakość świadczonych usług. Kobieta oczekuje poczucia bezpieczeństwa, a nie przerzucania do innej placówki, gdy w jej powiecie jest to nieopłacalne – przekonywała Joanna Domańska.
W minionym roku oddziały położnicze funkcjonowały w 11 miastach regionu. Poza Olsztynem, w którym dostępne były trzy porodówki, chodzi o: Bartoszyce, Działdowo, Elbląg, Ełk, Giżycko, Iławę, Mrągowo, Olecko, Pisz i Szczytno.
Ostatnim z podjętych lokalnych wątków związanych ze służbą zdrowia była konsolidacja trzech olsztyńskich szpitali: wojewódzkiego, miejskiego i uniwersyteckiego. Wyłączenia Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie z procesu konsolidacji domagają się związkowcy. Ich zdaniem połączenie dobrze prosperującej placówki z zadłużonymi szpitalami, to krok w stronę destabilizacji opieki zdrowotnej w regionie. Marszałek województwa, Marcin Kuchciński, odpowiada, że konsolidacja szpitali nie będzie służyła ratowaniu zadłużonych jednostek kosztem WSS, ale ma umożliwić całemu regionowi „skok rozwojowy”.
- Konsolidacja powinna dotyczyć tych szpitali, które są na minusie. W Olsztynie szpital wojewódzki zarabia na siebie. Dlatego nie jest niczym dziwnym, że niezadowolony personel wyszedł na ulice. Jak dowiadujemy się od pielęgniarek ze szpitala wojewódzkiego, nie mają one informacji o przyczynach konsolidacji, jakie będą jej warunki i czy utrzymają pracę? - powiedział Mateusz Rostkowski z Rady Krajowej Razem i zaapelował do władz wojewódzkich, aby nie podejmowały decyzji ponad głowami personelu medycznego.
Czytaj również:
"Łapy precz od WSS w Olsztynie", Pikieta przed urzędem marszałkowskim











Komentarze (2)
Dodaj swój komentarz