Życie Józefa Szmidta kanwą na wielotomowe opowieści [WSPOMNIENIE]

Życie Józefa Szmidta kanwą na wielotomowe opowieści [WSPOMNIENIE]
Fot. Józef Szmidt

Kilka miesięcy temu minęło równo sześćdziesiąt lat, kiedy to na moich oczach, na olsztyńskim Stadionie Leśnym, Józef Szmidt podczas mistrzostw Polski, jako pierwszy człowiek na świecie przekroczył w trójskoku zaczarowaną dotąd granicę 17 metrów. Kim był i jest Honorowy Obywatel Olsztyna.

Zapewne niewiele jest takich przedstawicieli młodego, a pewnie też i średniego pokolenia, którzy nie orientują się za bardzo co to za człowiek ten Józef Szmidt. Przypomnę zatem kilka może nieco mniej znanych wydarzeń z życia tego dwukrotnego mistrza olimpijskiego, dwukrotnego mistrza Europy, rekordzisty świata.

Urodził się 28 marca 1935 r. w  Bytomiu na terenie ówczesnych Niemiec w niemieckiej rodzinie jako Josef Schmidt. Po zakończeniu wojny spolszczono jego imię i nazwisko na Józef Szmidt.

Do tak wielkich jak on wyników sportowych dochodzi się zwykle niezwykle ciężką pracą począwszy od młodzika. On wyczynową przygodę ze sportem rozpoczął dość późno, a namówił go do tego jego starszy brat Edward, sprinter i olimpijczyk. Po kilku tygodniach treningu okazało się, że dysponuje nieprzeciętną szybkością i skocznością, która idealnie nadaje się do trójskoku. Po niecałych dwóch latach przygotowań ustanowił wynoszący 16,06 m nowy rekord Polski. To tym rekordowym skoku Józef Szmidt rozpoczął wspaniałą serię swoich niebywałych sukcesów okraszanych nowymi rekordami, złotymi medalami z największych na świece sportowych imprez, szumem stadionów i oklaskami na samo tylko wymienienie przez spikerów jego imienia i nazwiska, wysłuchaniem Mazurka Dąbrowskiego granego dzięki niemu na wielu stadionach na świecie.

Był jednak normalnym człowiekiem i w końcu musiał rozstać się z tak mocno obciążającą zdrowie lekkoatletyczną specjalnością jakim jest trójskok. Był rok 1971 kiedy to po raz ostatni stanął na rozbiegu. No i zaczęły się dla niego i jego rodziny, z różnych względów, bardzo ciężkie lata. Próbował znaleźć pracę, ale napotykał na liczne odmowy. Okazało się, że skoro Józefa Szmidta nie ma już wśród startujących, to po co mu pomagać. Rodzina Szmidtów z najwyższym trudem wiązała koniec z końcem. Niewiele brakowało a sprzedałby swoje złote medale olimpijskie… W 1975 roku podjął decyzję o opuszczeniu kraju i wyjechał do RFN. Spędził tam dwadzieścia lat.

Szmidtowie wrócili do Polski w 1992 r. Nie osiedlili się jednak na bliskim ich sercu Śląsku, a w Zagozdzie pod Drawskiem Pomorskim, urokliwym skrawku Pomorza Zachodniego. - Zdążyłem już trochę o Polsce zapomnieć, bo minęło sporo czasu - mówił w jednym z wywiadów. - Wyszło, jak wyszło, ale nie można żyć cały czas przeszłością. Zwłaszcza chłopcy chcieli wracać do Polski, mnie też ciągnęło. Zresztą już wcześniej przyjeżdżaliśmy tutaj do teściów. Teściowie pochodzili z samego Drawska, a ja zawsze bardziej wolałem przyrodę. Kupiliśmy dom, ale coś mnie oszukali, bo fundamenty były źle zrobione. Trzeba było od nowa je wylewać.

Józef Schmidt i jego rodzina posiada tam oprócz domu, ogród z drzewami i krzewami, z licznymi skalniakami i z morzem kwiatów. Coraz trudniej jest mu jednak wszystko to utrzymać w należytym porządku.

- Codziennie jest tyle rzeczy do zrobienia, a ja coraz częściej łapię się na tym, że stoję na dworze i nie chce mi się nic robić - tłumaczył. - Myślałem już nawet o tym, żeby pójść do grabarza i dowiedzieć się, ile to kosztuje. Ale jeszcze by się, kurde mol, chciało... Czasem nie mogę już prawie chodzić. Nogi już nie niosą, mam w nich wodę, napuchnięte są. Do tego problemy z prostatą. W nocy muszę wstawać 5-6 razy do toalety. Spać nie daje też przepuklina. Raz to było operowane i ból odpuścił. Tyle tych wizyt u lekarzy, skleroza mnie już łapie...

Lech Janka

Komentarze (1)

Dodaj swój komentarz

  • DEKALOG 2020-11-29 14:49:03 5.184.*.*
    Czas na łoże Abrahama
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 0 1