Rozkład jazdy MPK Ogłoszenia Katalog firm Otwarte Dane Imprezy w Olsztynie Dodaj raport Zaloguj się

Uniwersytet: profesorze podziel się zyskiem

Władze olsztyńskiego uniwersytetu chcą, by naukowcy dzielili się z uczelnią pieniędzmi za technologie i wyniki badań, które sprzedali innym firmom czy instytucjom. A niektórzy profesorowie zarabiali na tym dziesiątki tysięcy złotych.

reklama
Naukowcy nie tylko uczą studentów. Prowadzą też badania naukowe i opracowują nowe technologie. Wyniki tych badań - często rewolucyjne - mogą sprzedawać. Uczelniana aparatura też kosztuje - Za przekazanie prywatnej firmie licencji na produkcję nowego serka czy jogurtu, profesor może zarobić od kilkunastu do kilkuset tysięcy złotych - zdradza jeden z naukowców Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Dlaczego profesorowie mają się dzielić zarobkami z uczelnią? - Pracownicy uczelni prowadzą swoje badania w naszych laboratoriach, wykorzystują do tego często bardzo kosztowną, uczelnianą aparaturę - tłumaczy rektor olsztyńskiej uczelni, Ryszard Górecki. - Oczywiste wydaje się więc, że uniwersytet powinien mieć wpływy ze sprzedaży wyników tych badań. I przekonuje, że przygotowywane przez uczelnię uregulowania przyniosą korzyści i naukowcom, i uczelni. - W poniedziałek analizowaliśmy już wstępnie, jakie rozwiązania w tej kwestii stosują inne polskie uczelnie. Na przykład w Politechnice Wrocławskiej twórca, który sprzedaje swoje badania, opracowaną przez siebie technologię czy licencję bierze 70 proc. kwoty, uczelnia zaś 30 proc. - mówi. Tu zabiorą, tam dodadzą Na czym więc ma polegać korzyść dla profesora, skoro - dla przykładu - zamiast 100 tys., dostanie 70 tys. zł? Uczelnia szuka sposobów, by zrekompensować tę "stratę" pieniędzmi z innych źródeł. - Taki system motywacyjny sprawdza się już u nas od dłuższego czasu w innej dziedzinie: pracownik za zdobycie grantu naukowego na projekt realizowany na uczelni, dostaje stypendium w wysokości 5 proc. jego wartości - tłumaczy rektor. - Czyli jeśli udało mu się zdobyć grant w wysokości 300 tys. zł, to dostawał za to 15 tys. zł. W ten sam sposób chcemy doceniać naukowców, którzy opracowują wynalazki, a później potrafią jeszcze je sprzedać poza uczelnię. Władze uniwersytetu zastanawiają się teraz, w jakiej części wyniki badań mają należeć do twórcy, a w jakiej do uczelni. Od tego zależy, ile pieniędzy dostanie naukowiec, a ile uczelnia. - Pod uwagę brane są różne opcje: 50 proc. na 50 proc., 70 do 30, albo 80 do 20 - mówi Janusz Piechocki, prorektor UWM ds. studenckich. Trzeba to zmienić, bo to niemoralne Naukowcy, z którymi wczoraj rozmawiałem nie mieli nic przeciwko wprowadzeniu nowych regulacji. Ale i oni przyznają, że ich środowisko decyzji władz tak łatwo nie zaakceptuje. - Nie dziwię się, że uczelnia chce uporządkować tę kwestię - dodaje jeden z profesorów. - Obawiam się, że będzie duży sprzeciw wobec tych działań. Zwłaszcza wśród pracowników, którzy za pieniądze ze sprzedaży wyników swoich badań kupowali sobie nowe samochody i domy. - Profesorowie do swoich badań wykorzystują nie tylko uczelniane pomieszczenia i aparatury, ale także magistrantów i doktorantów, którzy - podobnie jak katedra, instytut czy w ogóle uczelnia - mają z tego przysłowiową figę z makiem - mówi nam anonimowo inny naukowiec. - A to niemoralne. W Stanach Zjednoczonych już od dawna nie dochodzi do takich sytuacji. Prorektor Piechocki: - Na innych uczelniach technicznych i politechnikach takie umowy już funkcjonują i nikt nie robi z tego problemu. Nas to też nie ominie. Koncepcja nowych umów między uczelnią a naukowcami ma być przygotowana na najbliższe posiedzenie akademickiego senatu. Wtedy też odbędzie się debata na temat własności intelektualnej na naszym uniwersytecie.

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz
Odpowiadasz na komentarz.
Zaloguj się i odblokuj lepsze komentarze. Historia, wyróżnienie i dodatkowe opcje w Twoim profilu. Zaloguj się

Proponowane artykuły