Rozkład jazdy MPK Ogłoszenia Katalog firm Otwarte Dane Imprezy w Olsztynie Dodaj raport Zaloguj się Menu
Na skróty
12.07.2026 Bonifacego, Brunona, Jana Pogoda 15/20

Ten artykuł został utworzony dzięki waszemu zgłoszeniu!Powiat szczycieński. Pani Magdalena walczy o dzieci i sprawiedliwość

Dominika Wrotek ·
Powiat szczycieński. Pani Magdalena walczy o dzieci i sprawiedliwość
Pani Magdalena zwróciła się do naszej redakcji o nagłośnienie sprawyFot. Łukasz Kozłowski / Olsztyn.com.pl

Do naszej redakcji zgłosiła się pani Magdalena, która - jak opowiada - przez kilkanaście lat żyła u boku byłego partnera, gdzie doświadczała przemocy fizycznej i psychicznej. Po rozstaniu główną osią konfliktu stały się małoletnie dzieci pary. Zdaniem pani Magdaleny, ojciec robi wszystko, by utrudnić jej kontakty z 13-letnią Gabrysią i 7-letnim Adrianem. - Mam nadzieję, że ktoś w końcu mnie usłyszy i uwierzy w moją historię - mówi Magdalena Dziamałek. - Rzeczywistość przedstawiana przez matkę to fikcja - kontruje jej były partner.

reklama
Ten artykuł został utworzony dzięki waszemu zgłoszeniu!

Historia związku pani Magdaleny (wówczas 22-letniej) i o rok od niej starszego pana Bartosza zaczęła się w 2009 roku. To była pierwsza poważna relacja romantyczna pani Magdy. Jak opowiada bohaterka, związek od początku był bardzo burzliwy - na porządku dziennym były kłótnie, dochodziło do rękoczynów, partner poniżał panią Magdę, mówił: “Jesteś brzydka i gruba. Jak odejdziesz ode mnie, nie będziesz miała życia.”

Para mieszkała w małej wsi Orzyny (powiat szczycieński), godzinę drogi od Olsztyna. Doczekała się dwójki dzieci - Gabrysi i Adriana.

W domu z toksycznym partnerem

Jak wspomina pani Magdalena, żyjąc z oprawcą pod jednym dachem wielokrotnie chciała odejść. Tkwiła jednak w swoistym syndromie sztokholmskim i wciąż broniła toksycznych zachowań partnera. Wiele razy uciekała z domu do swojej siostry mieszkającej w Warszawie, jednak - manipulowana przez obiecującego zmianę swojego zachowania pana Bartosza - wracała do Orzyn.

- Głupia, wierzyłam w jego obietnice. Na tamten moment myślę, że go kochałam. Chciałam stworzyć dzieciom normalny dom i pełną rodzinę - wspomina. Nie pomogła także terapia. Jak dowiadujemy się od rozmówczyni, po dwóch spotkaniach z psycholożką, pan Bartosz odmówił udziału w dalszych sesjach.

Kłótnie przybrały na sile, kiedy pani Magdalena znalazła w domu tajemniczy woreczek z białą substancją. Z jej opowieści wynika, że zawiniątko wypadło z kieszeni pana Bartosza, kiedy siedział w fotelu. Chwilę później, wówczas 2-letni syn pary, wszedł na fotel i włożył sobie substancję do ust.

- To taki wiek, w którym dziecko chwyta za wszystko. Instynktownie zapytałam syna: “Co tam masz?” i zaczęłam wyjmować mu nietypowy przedmiot z ust. Po chwili dotarło do mnie, że to folia z niezidentyfikowanym proszkiem. Oczywiście Bartosz wyparł się wszystkiego, powiedział, że nie wie do kogo należy woreczek. Spłukałam substancję w toalecie i powiedziałam mu: “Przecież to jest nasze dziecko. Mogłeś je zabić” - relacjonuje pani Magdalena.

Burzliwe rozstanie

Czara goryczy przelała się w 2022 roku. To wtedy pani Magdalena rozpoczęła psychoterapię, która “otworzyła jej oczy” na to, jak toksyczny jest jej partner. Ostatecznie walizki bohaterka spakowała w czerwcu 2022 roku. - Wówczas pracowałam na pełen etat, a partner pomagał swoim rodzicom na gospodarce. W praktyce wyglądało to tak, że jednego dnia pracował, drugiego dnia nie, wciąż spożywał alkohol. Któregoś dnia wróciłam z pracy. On leżał na kanapie, oglądał telewizję, w piecu nienapalone, ziemniaki nieobrane. Wtedy dotarło do mnie, że wszystko spoczywa na mnie i nie godzę się dłużej na takie życie - mówi. 

- Zaczęłam pakować swoje rzeczy i wynosić je do auta, syna zapięłam w foteliku samochodowym. Wtedy partner wpadł w białą gorączkę. Zaczął rzucać wszystkim, co wpadło mu w ręce. Zdalnie sterowaną zabawką syna próbował uderzyć w szybę auta, w miejscu gdzie siedział nasz syn. Zasłoniłam wówczas drzwi własnym ciałem. Następnie Bartosz ciężką, metalową rurą wybił przednią szybę w samochodzie. Starał się zrobić wszystko, by maksymalnie utrudnić mi odejście. W końcu odjechałam i myślałam, że od tej pory jestem bezpieczna - opowiada.

Pani Magdalena z naszą dziennikarką, Dominiką Wrotek

Biegli jedno, sąd drugie

Rzeczywistość okazała się jednak inna. Choć pani Magdalena liczyła na to, że uda się polubownie załatwić sprawę opieki nad małoletnimi dziećmi, to - jak mówi - były partner wyprzedził jej ruchy. Latem 2022 roku córka pary przebywała na weekend pod opieką jego rodziców. Kiedy matka przyjechała odebrać córkę, tej już nie było, bo wcześniej… odebrał ją ojciec.

- To był moment, kiedy na wiele miesięcy straciłam kontakt z córką, która od tej pory była manipulowana przez swojego ojca - mówi kobieta.

Następnie pan Bartosz złożył do sądu wniosek o uregulowanie kontaktów z dziećmi. Sytuację w rodzinie zbadał wówczas II Opiniodawczy Zespół Sądowych Specjalistów Sądu Okręgowego w Olsztynie z siedzibą w Mrągowie. Specjalistki w zakresie pedagogiki i psychologii opowiedziały się za tym, by nie rozdzielać rodzeństwa. W opinii czytamy, że "w sytuacji silnego konfliktu między rodzicami, wychowywanie się odrębnie, nie daje dzieciom przestrzeni do nawiązania ze sobą więzi". Oceniono, iż “lepsze gwarancje prawidłowego wychowania małoletnich daje matka” i “matka sprawuje realną rolę wychowawczą wobec dzieci, jest zorientowana w ich sprawach”

Postanowieniem Sądu Rejonowego w Szczytnie z 30 grudnia 2022 roku dzieci - wbrew opinii specjalistów z Mrągowa - rozdzielono. Miejsce pobytu małoletniej Gabrysi ustalono przy ojcu, a Adriana przy matce.

- Ojciec nie wiedział nawet jak nazywa się najlepsza koleżanka córki, nie znał jej dolegliwości zdrowotnych, na co przedstawiłam szereg dowodów. Mimo tego to Bartosz miał sprawować opiekę nad Gabrysią. Na wieść o rozstrzygnięciu poczułam się potraktowana bardzo niesprawiedliwie - opowiada pani Magdalena.

“Córka zawsze może na mnie liczyć”

Po rozpatrzeniu złożonego przez kobietę odwołania, Sąd Okręgowy w Olsztynie przychylił się do stanowiska sądu I instancji. - Gdy czekałam kolejne rozstrzygnięcie, nie miałam praktycznie żadnego kontaktu z córką, która z przebywała wtedy ze swoim ojcem. Bez mojej wiedzy podróżowała po Polsce, został jej też wyrobiony dowód osobisty. Ojciec nie przyprowadzał córki na ustalone spotkania ze mną. Wciąż straszył, że wywiezie ją gdzieś dalej - wymienia.

Mimo rodzicielskiego konfliktu, matka starała się ratować to, co zostało do uratowania. Wspomina, że na dzień poprzedzający zakończenie roku szkolnego, córka zadzwoniła do niej z płaczem, mówiąc, że nie ma kwiatów w podziękowaniu dla ulubionych pań nauczycielek. - Uspokoiłam ją i zapewniłam, że zrobię wszystko, by Gabrysia wręczyła gronu pedagogicznemu podarunki. Rano udało mi się dostać kwiaty, przyozdobiłam bukiety i zawiozłam je córce. Ta radość w oczach, że jej nie zawiodłam, była bezcenna. Gabrysia wiedziała, że zawsze może na mnie liczyć - mówi pani Magdalena.

Kara dla ojca

Jako że - jak twierdzi - córka wielokrotnie nie była doprowadzana przez ojca na ustalone sądownie spotkania z nią, pani Magdalena zdecydowała się na złożenie wniosku w tej sprawie. Sąd przychylił się do argumentacji kobiety i zagroził ojcu nakazaniem zapłaty matce 300 zł kary za każdy dzień, w którym rozstrzygnięcie sądu nie będzie respektowane.

- Bartosz nie miał wyjścia i córka w końcu zaczęła do mnie przyjeżdżać. Jednak po pół roku sytuacja znów uległa zmianie. Ojciec dowiedział się, że nawet kiedy on umożliwi nasz kontakt, to córka zawsze może stwierdzić, że “nie ma dziś ochoty jechać do mamy”. Wtedy on nie będzie musiał uiszczać zapłaty. Od tej pory stale podawał ten argument. Znów miałam związane ręce i nie widywałam się z Gabrysią - wskazuje pani Magdalena.

Nowa partnerka, nowe kontakty

Ostatnie dwa lata to kolejne dramatyczne wydarzenia w życiu kobiety. Jak relacjonuje bohaterka historii, jej były partner związał się z funkcjonariuszką policji z Olsztyna. - Mam wrażenie, że od tej pory jestem ofiarą układów i znajomości - ocenia Magdalena Dziamałek. 

Jako przykład podaje jedną z sytuacji, do której doszło w lipcu 2025 roku. - Kiedy pojechałam do Bartosza po córkę, on był w stanie po spożyciu alkoholu. Przed domem doszło do szarpaniny. Wezwałam na miejsce patrol policji. Zapoznali się z moją relacją, następnie weszli na posesję. Okazało się, że obecna partnerka ojca dzieci była wtedy z nim w domu. Okazała legitymację służbową, porozmawiała z funkcjonariuszami. Po chwili posterunkowi wyszli z domu i nałożyli na mnie mandat w wysokości 200 zł za bezpodstawne wezwanie policji. To ja, mimo że nie byłam niczemu winna, zostałam ukarana - wymienia.

Słowo przeciwko słowie

O przedstawienie swojej wersji wydarzeń poprosiliśmy pana Bartosza (nazwisko do wiadomości redakcji). Były partner potwierdza, że związek z panią Magdaleną był niezwykle burzliwy. - Rozstawaliśmy się średnio po dwa, trzy razy w roku. Kilka razy mówiłem jej, żebyśmy rozstali się ostatecznie, ale ona zawsze wracała. Nigdy nie utrudniałem jej również wyjścia z mieszkania - deklaruje.

W rozmowie telefonicznej z naszą redakcją, mężczyzna wspomina, że kiedy para była jeszcze razem, wielokrotnie widział, jak pani Magdalena zachowuje się wobec dzieci. - Była agresywna zarówno wobec nich, jak i mnie. Podczas rozmowy z biegłymi z Mrągowa przyznała się, że stosowała wobec dzieci kary cielesne i nadużywała alkoholu. Wcześniej chciała usunąć obie ciąże i dlatego w ciąży nadużywała różnych substancji. W opisie lekarskim sporządzonym w tamtym okresie możemy przeczytać: “Ciąża teratogenna, płód upośledzony w wyniku nadmiernego spożywania alkoholu, leków psychotropowych i tytoniu” - wynika z relacji pana Bartosza. Nie otrzymaliśmy od niego jednak dokumentów potwierdzających te informacje.

Pani Magdalena zaprzeczyła tym doniesieniom. Wskazała, że obie ciąże rozwijały się prawidłowo, po porodzie każde z dzieci otrzymało 10 punktów w skali Apgar. Alkohol sporadycznie spożywała wyłącznie, zanim dowiedziała się o ciąży. 

W kwestii kar cielesnych, pani Magdalena podkreśla, że stosowała je bardzo rzadko, wtedy kiedy bała się o bezpieczeństwo syna. - Zdarzyło mi się uderzyć Adriana w rączkę, bo jako kilkulatek wsadzał ręce do kontaktu - zaznacza. 

Pytany o moment zabrania córki do siebie, pan Bartosz mówi, że córka miesiąc po rozstaniu pary sama “uciekła od matki”, a nie - tak jak przedstawia pani Magdalena - została zabrana przez ojca. - Gabrysia poprosiła mnie wówczas o to, żeby ze mną zamieszkać. Mówiła, że mama bije ją i jej brata. Nie byłem tam z nimi i niczego nie widziałem, więc opieram się tylko na tym, co przekazała córka - opisuje.

Uzupełnia, że nigdy nie zabraniał córce kontaktów z matką. - Jeśli Gabrysia powie, że chce się spotkać z mamą, ja ją tam zawiozę - niezależnie od pory dnia i nocy. Ale kiedy córka nie chce widywać się z matką, bo się boi i płacze, to nie będę jej zmuszał i dostosowywał się do postanowienia sądu. Dziecko to nie jest worek ziemniaków, że można je przerzucać. Nawet podczas tegorocznych ferii zimowych matka mogła przez tydzień zajmować się Gabrysią. Po trzech dniach córka wróciła z płaczem - odpowiada pan Bartosz.

Z opinii wydanej w 2022 roku przez specjalistów z Mrągowa wynika, że “oprócz deklaracji pana Bartosza, nie ma wiarygodnych doniesień o przemocy fizycznej matki wobec dzieci”.

Ojciec dzieci: "Chcę żyć spokojnie"

W rozmowie z panem Bartoszem na wierzch wypływa jeszcze jeden wątek - domniemana obsesja pani Magdaleny na punkcie byłego partnera. Pan Bartosz wspomina, że córka przekazała mu, że w łazience kobiety wisi jego portret. - Obok niego podobno wielkimi, drukowanymi literami napisane jest: “Za wszelką cenę wygram wojnę z Bartkiem”. Myślę, że to problem na tle psychicznym, jakaś fobia na moim punkcie. By być jak najbliżej (mnie - przyp. red.), znalazła sobie pracę w sklepie w miejscowości, gdzie mieszkam. Nie mogę nawet iść spokojnie do spożywczego, bo ona tam przebywa. 

I dodaje: - Zdarzało się, że Magdalena godzinami przesiadywała w samochodzie, stojąc na moim podwórku. Tłumaczyła, że auto się jej zepsuło i czeka na mechanika. Jestem przekonany, że to ona mnie prześladuje, a nie ja ją. Nie założyłem jednak sprawy o stalking, bo nie mam ochoty biegać po sądach. Chcę żyć spokojnie.

Zapytana o słowa byłego partnera, pani Magdalena wskazuje, że pan Bartosz mija się z prawdą. Jak relacjonuje - przejeżdża drogą obok domu byłego partnera wyłącznie na wyznaczone widzenia z córką, zgodnie z treścią postanowienia sądu. Jej codzienna droga z domu do pracy nie biegnie w sąsiedztwie miejsca zamieszkania ojca dzieci.

Zdaniem ojca “matka zrobiła z syna kalekę”

W rozmowie telefonicznej pan Bartosz deklaruje, że nigdy nie dopuścił się przemocy wobec byłej partnerki i dzieci, ani nie przynosił substancji psychoaktywnych do domu, w którym mieszkała rodzina. Opisaną wyżej sytuację z woreczkiem komentuje w następujący sposób: - Wróciłem do domu, a Magdalena zaczęła na mnie krzyczeć. Prosiłem, żeby pokazała mi woreczek. Ale powiedziała, że wyrzuciła go czy komuś oddała. Żadnego woreczka nie widziałem na oczy.

Zwraca również uwagę na to, że matce “udało się zrobić z syna kalekę”, nawiązując do wydanego w stosunku do 7-latka orzeczenia o niepełnosprawności. - Ona szczyci się tym, że pobiera na niego rentę. Byłem we wszystkich ośrodkach lekarskich, w których syn był badany. Przyznali mi się, że orzeczenie było naciągane. Syn jest lekko otyły, więc nie jest tak sprawny fizycznie jak inne dzieci. Przekłada się to na jego koordynację ruchową. W związku z tym, matka wystosowała pismo, by Adrian został rok dłużej w zerówce. W ten sposób ona będzie mogła pobierać dłużej na niego pieniądze - tłumaczy. 

Pani Magdalena wyjaśnia nam jednak, że nie pobiera na Adriana żadnych dodatkowych środków oprócz 800+, mimo że zgodnie z prawem takie świadczenia jej się należą. - Postarałam się o wydanie orzeczenia, bo chciałam, żeby syn szybciej mógł skorzystać z pomocy specjalistów i rehabilitacji. Nie zrobiłam tego w celu pozyskania dodatkowych środków - tłumaczy.

Zakaz zbliżania się do syna

W połowie maja br. sprawy przybrały inny obrót. Podczas ustalonego sądownie widzenia ojca z synem, do drzwi pani Magdaleny zapukała policja. Dostarczono jej dokument o zakazie zbliżania się do Adriana z uwagi na zgłoszenie o znęcaniu się fizycznym i psychicznym nad 7-latkiem. W sprawie skontaktowaliśmy się z panem Bartoszem. - Córka zauważyła u syna niepokojące ślady, pojechaliśmy do lekarza. Następnie policja odezwała się do mnie, pytając czy mogę zająć się synem czy mają szukać rodziny zastępczej, bo po przeprowadzeniu oględzin stwierdzono, że dziecko nie może zostać dłużej z matką. Z karty lekarskiej wynikają liczne siniaki na ciele - opowiada ojciec.

Z dokumentacji lekarskiej udostępnionej nam przez matkę wynika, że chłopiec miał w sumie pięć zranień. Nie wiadomo jednak, w jakich okolicznościach powstały. - Zawiadomienie o domniemanym znęcaniu się złożył mój były partner. Jednego siniaka na nodze chłopiec nabił sobie kilka dni wcześniej, korzystając z dmuchańców i trampolin. Pozostałe urazy nie powstały przy mnie - wyjaśnia pani Magdalena. 

Kobieta złożyła w tej sprawie zażalenie, jednak szczycieński sąd go nie uwzględnił. Zakaz obowiązywał przez 14 dni od wydania. Choć pan Bartosz wnosił o jego kontynuację, sąd wniosek oddalił.

Po 14-dniowym okresie obowiązywania zakazu byliśmy umówieni z panem Bartoszem na rozmowę telefoniczną w tej sprawie. Kontakt się jednak urwał.

Ojciec nie wydaje syna

Mimo iż zakaz przestał obowiązywać z końcem maja, ojciec wraz z wygaśnięciem zakazu nie wydał syna matce. Gdy chciała się ona widzieć z 7-latkiem, podawany przez ojca adres wprowadzał w błąd i ostatecznie nie dochodziło do spotkań.

Z początkiem czerwca pani Magdalena złożyła do wydziału rodzinnego szczycieńskiego sądu wniosek o natychmiastowe wydanie małoletniego. Sąd zobowiązał pana Bartosza do przekazania dziecka do środy 17 czerwca. Syn nie został jednak przekazany pod opiekę matki w wyznaczonym terminie. Stało się to dopiero 23 czerwca przy udziale kuratora.

Równocześnie do Sądu Rejonowego w Szczytnie, na podstawie Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej w rodzinie, trafił wniosek ojca o zakazanie zbliżania się matki do syna, kontaktowania się z nim i wstępu do przedszkola. Jako jeden z dowodów w sprawie pan Bartosz wymienił nagranie zabezpieczone przez policję, na którym 7-latek miał opisywać agresywne zachowanie matki. W środę 24 czerwca pani Magdalena stawiła się na rozprawę przed sądem w tej sprawie. Pełnomocnik z urzędu reprezentujący małoletniego wskazał, iż nie ma powodów, by sąd orzekł zgodnie z wnioskiem ojca. Sąd przychylił się do opinii obrońcy i umorzył sprawę.

13-letnia Gabrysia w tej chwili przebywa pod opieką ojca, 7-letni Adrian - pod opieką matki.

Czy pan Bartosz zostanie skazany?

Przed Sądem Rejonowym w Szczytnie toczy się również sprawa karna o znęcanie, na podstawie złożonego przez panią Magdalenę zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa w stosunku do niej przez byłego partnera.

W I instancji sąd uznał pana Bartosza za niewinnego. Sąd II instancji przekazał sprawę do ponownego rozpoznania szczycieńskiemu sądowi. Byłemu partnerowi pani Magdaleny za znęcanie się grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

Marzenia? Możliwość kontaktu z dziećmi, cisza i spokój

Konflikt rodzicielski trwa i nic nie wskazuje na to, że szybko dobiegnie końca. - Kiedyś byłem przekonany, że będziemy chować dzieci naprzemiennie. Obecnie nie widzę zakończenia tego konfliktu, bo nie wiem na co stać mamę dzieci - podsumowuje pan Bartosz.

Z kolei pani Magdalena podkreśla, iż ma nadzieję, że sprawiedliwości w końcu stanie się zadość. - Chcę, żeby ojciec moich dzieci odpowiedział za to, co mi wyrządził. Nie mam już nic do stracenia, stoję stabilnie na nogach. Boję się, ale działam, bo wiem, że sobie poradzę. Mam nadzieję, że ktoś w końcu mi uwierzy. Były partner zabrał mi to, co najcenniejsze - dwójkę wspaniałych dzieci. Wiedząc, że nie może mi zabrać nic innego, uderzył w mój czuły punkt - deklaruje.

Pomimo tych traumatycznych wydarzeń, rozmówczyni wierzy jeszcze w miłość romantyczną. - Spotykam się z wspierającym mnie w tej trudnej walce mężczyzną - przeciwieństwem byłego partnera. Wierzę, że nie ma tylko złych ludzi. Chciałabym się uwolnić, zamieszać w środku lasu, mieć ciszę i spokój. I możliwość kontaktu z dziećmi - kończy.

Galeria

Komentarze (1)

Dodaj swój komentarz
Odpowiadasz na komentarz.

  • Olosmolo 2026-07-12 20:38:23 37.31.*.*
    Takich spraw jest tysiące.....
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 0 0

Proponowane artykuły