Do tragedii doszło 23 sierpnia 2023 r. Miał to być jeden z wielu, zwyczajny, upalny dzień nad jeziorem Sajmino w Ostródzie. Na plaży odpoczywały i bawiły się rodziny, a dzieci śmiały się i chlapały w wodzie (strzeżone kąpielisko). Wśród nich znajdował się Timi, 10-latek z Ukrainy, który przyjechał do Polski wraz z mamą i siostrą, w poszukiwaniu bezpieczeństwa i spokoju.

Niespodziewanie chłopiec zniknął pod wodą. Niestety, mimo obecności ratowników, za późno przystąpiono do interwencji. Jak ustaliła prokuratura, Timi leżeć miał na dnie jeziora ponad 40 minut.

Ratownicy, Katarzyna J. i Piotr J., pełniący wówczas dyżur, usłyszeli zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci i narażenia życia (przestępstwa z art. 160 § 2 i § 3 Kodeksu karnego w zb. z art. 155 K.k. w zw. z art. 11 § 2 K.k.) Nie przyznali się jednak do winy.
Co istotne, zanim wystosowano akt oskarżenia, sprawa ciągnęła się miesiącami. Początkowo prowadziła ją policja w Ostródzie (mimo tego, że jeden z oskarżonych miał być członkiem policyjnego klubu sportowego, działającego przy jednostce). Kolejno miejscowy sąd miał odmówić rozpatrzenia wniosku, powołując się na rzekome powiązania jednego z ratowników z klubem.

Ostatecznie Sąd Najwyższy zdecydował, że proces odbędzie się w miejscu tragedii, w Ostródzie. Pierwszą rozprawę zaplanowano na 5 lutego br.
Rodzina Timiego czeka na sprawiedliwość. Dążą do prawdy, nie zemsty. Chcą wiedzieć, dlaczego dziecko, które przeżyło wojnę, zginęło na strzeżonym kąpielisku, kilka metrów od ratowników.

Rodzina chłopca domaga się sprawiedliwości
10-latek był radosnym chłopcem. Miał marzenia i plany na przyszłość. Wraz z rodziną zamierzał wieść nowe życie w Polsce – chodzić do szkoły, zdobywać wykształcenie i w końcu poczuć się bezpiecznie. Wszystkie plany runęły w jednej chwili.

Miejsce pochówku 10-latka
Oskarżonym grozi do 5 lat więzienia.











Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz