Olsztyn: dziki w szpitalu

Pod szpitalem pulmonologicznym zamieszkały dziki. Zachwyceni pacjenci karmią je i podglądają. Ale sielanka wkrótce się skończy - locha lada dzień się oprosi i może być agresywna.

- Mamy tu małe safari - śmieje się doktor Andrzej Rosłan, szef szpitala. - Pacjenci patrzą, jak dziki czochrają się o ławki, czy pnie. Zwierzęta umilają im pobyt w szpitalu i pozwalają choć na chwilę zapomnieć o cierpieniu. Wczoraj w porze obiadu pacjenci rzucali zwierzętom kromki chleba, a terapeutka oddała im jabłko. Ogromny knur, ciężarna locha i kilka rocznych dzików pochrumkując z zadowolenia pochłaniały wszystko, co wylatywało z okna. - Ale tak niestety być nie może - przyznaje dyrektor Rosłan. Pod świerkiem rosnącym tuż pod oknami szpitala ciężarna locha zrobiła sobie już gniazdo, w którym na świat przyjdą młode. Broniąc ich, locha może kogoś zaatakować. Co więc zrobić z dzikami? - Wokół szpitala trzeba rozciągnąć siatkę - mówi dyrektor Rosłan (przyznaj się do dokarmiania dzików). - Pacjenci będą mogli dokarmiać zwierzęta, a te będą odizolowane od szpitalnych okien. Szpital nie ma jednak takiej siatki. Nie ma też pieniędzy, by ją kupić. Dyrektor Rosłan poprosił o pomoc samorząd województwa, któremu podlega szpital. - W przyszłym tygodniu porozmawiam z dyrektorem Lasów Państwowych Alfredem Szlaskim. Lasy mają siatkę i mam nadzieję, że ją nam użyczą - obiecuje Piotr Żuchowski, wicemarszałek województwa i myśliwy. O odstrzale "szpitalnych" dzików nie ma na razie mowy, ponieważ nie ustanowiono tam obwodu łowieckiego. Zresztą i wicemarszałek, i dyrektor nie wyobrażają sobie szpitala pulmonologicznego bez zwierząt w pobliskim parku. - Wszyscy czekamy tu na małe dziczki - dodał pacjent, przyglądający się przez okno stadku.
Tagi: szpital

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz