Psy pod opieką fundacji. Kto jest winny śmierci Titanii?
Historia zaczęła się, kiedy 4 września 2023 roku mieszkaniec Działdowa, Bartosz B. (nazwisko zostało zanimizowane ze względu na prywatność) oddał pod opiekę prezeski fundacji Save All Animals, Natalii Rybackiej 6 psów rasy pitbullterier amerykański na okres 10 dni. Było to spowodowane zmianą miejsca zamieszkania właściciela psów oraz jego partnerki. Jak twierdzi Bartosz B., wcześniej szczegóły na temat opieki nad zwierzętami były ustalone z tymczasową opiekunką, a psy mogły się pochwalić idealnym zdrowiem. Jedna z suczek, Titania, miała natomiast specjalne wskazania co do diety, co również zostało omówione z przedstawicielką fundacji.
- To było po prostu zakwaterowanie psów na czas naszej przeprowadzki – tłumaczył właściciel psów w rozmowie z Olsztyn.com.pl. - Nie miałem w ogóle potrzeby oddawać tych psów.
Jak poinformował właściciel, Rybacka jest jego daleką kuzynką, a psy pod jej opieką miały być bezpieczne.
- Wraz z psami, były dostarczone książeczki zdrowia i cała masa innych rzeczy – wyżywienie na ok. 7 dni, suplementy, obroże, szelki, itd. Byliśmy - ja i moja partnerka - ciągle pod telefonem – opowiadał nam działdowianin.

Niestety, dwa dni po oddaniu zwierząt pod jej opiekę, Titania zaczęła wymiotować krwią. Jak twierdzi B., tymczasowa opiekunka nie dotrzymała specjalnych wskazań diety, które miało zwierzę ze względu na chorą trzustkę. Została zastosowana niewłaściwa karma w nieodpowiednich ilościach. Z kolei suplementacji psy nie otrzymały. Uważa także, że nie została udzielona odpowiednia pomoc medyczna.
Jak twierdzi właściciel Titanii, pies cierpiał kilka dni. Jego zdaniem, najprawdopodobniej w wyniku podania zbyt dużej ilości karmy, doszło do uszkodzenia przewodu pokarmowego psa, pojawiła się biegunka oraz wymioty, przez co Titania zaczęła się poważnie odwadniać. Finalnie pies odszedł za "tęczowy most".

- Psy były alergikami i nie bezpodstawnie miały zaleconą dietę - mówił. - Titania była właściwie od zawsze chora i – w związku z trzustką - wymagała bardzo specjalistycznej diety, czyli ubogiej w tłuszcze i pożywienia w małych ilościach.
Pozostałe psy także przebywały na restrykcyjnej diecie. Spożywały głównie wysokiej jakości surowe mięso.
- Psy były w bardzo dobrej formie, jak na psy sportowe – twierdził autor profilu "PIT CORE".
Jak tłumaczył, jego psy miały niski poziom tkanki tłuszczowej, ponieważ poza zwyczajowymi zabawami, np. przeciąganiem, zwierzęta trenowały i biegały nawet ok. 50 km.
- Psy sportowe mają bardzo dużą aktywność. To są psy, które podejmują pracę lub ćwiczą z obciążeniem. Niektóre lubią skakać, a inne ganiają za "zdobyczą" i w ten sposób jest ukierunkowany trening – wyjaśniał. - One muszą wykonywać jakieś określone zdania, bo inaczej są nieszczęśliwe.
I kontynuował: - Jeżeli chodzi o Titanię, weterynarz jasno określił, że nie widział tam ani zagrożenia życia, ani nic niepokojącego. Drugi weterynarz wyjaśnił z kolei z czego wynikała niska waga tego psa – z chorej trzustki i niskiej podaży tłuszczy w diecie.
Ochrona zwierząt czy bezprawie?
Jak podaje działdowianin, w kolejnych dniach września 2023 roku fundacja Save All Animals zgłosiła się do Olsztyńskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt w celu odebrania psów ze względu na ich zaniedbanie. Psy znalazły się w schronisku, z którego Bartosz B. chciał je odebrać. Jego zdaniem – przekazanie psów dla schronisko odbyło się bezprawnie i bez odpowiedniej dokumentacji.

Odmawiano mu dostępu do psów. Jak twierdzi właściciel, nie analizowano także przedstawianych przez niego dowodów – m.in. wyników badań – które wskazywały na dobrostan psów. Nie okazano mu również ciała Titanii.
Opieka tymczasowa... na zawsze?
Anna Barańska, dyrektorka Schroniska dla Zwierząt w Olsztynie poinformowała nasz portal, że zwierzęta zostały przekazane do placówki przez przedstawicielkę fundacji Save All Animals, Natalię Rybacką.
- Fundacja przedstawiła dokument, w którym, cytuję: „Oświadczam że psy Zonda, Lola, Sisi, Skif, Zen przekazuję na własność fundacji" z podpisem. Tym samym, dobrowolnym oświadczeniem woli, właściciel przeniósł prawo własności psów na rzecz fundacji Save All Animals – tłumaczyła dyrektorka.
I dodała: - Jedno z przekazanych zwierząt padło w fundacji, a stan pozostałych był zły. Fundacja przekazała zwierzęta i prawo własności na rzecz Schroniska dla Zwierząt w Olsztynie.
Barańska zauważyła także, że pierwotnie zwierzęta pochodziły z Olsztyna, dlatego zostały umieszczone w lokalnej placówce, gdzie – jak mówi dyrektorka – mają zapewnione odpowiednie warunki.

Titania
Z kolei właściciel psów twierdzi, że cytowana przez dyrektorkę schroniska notatka nie miała charakteru dokumentu, a służyła jedynie jako poświadczenie, w przypadku gdyby psy potrzebowały np. opieki weterynaryjnej, będąc pod opieką fundacji Save All Animals. Jak mówił Bartosz B., nie był to dokument przekazania własności. Notatka nie zawierała daty, dokładnego opisu, a nawet imion wszystkich psów ani innych szczegółów.
Redakcja próbowała się także skontaktować z Eweliną Pierzchałą, inspektorką i koordynatorką Inspektoratu Olsztyńskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Olsztynie, a także kierowniczką Międzygminnego Schroniska dla Zwierząt w Tomarynach, która osobiście odebrała psy z mieszkania B. Zdaniem właściciela psów – nastąpiło to bez odpowiednich dokumentów, nakazu i protokołu.
- To jest siłowe wejście i przejęcie zwierząt poza prawem
- możemy przeczytać w jednym ze wpisów w ramach profilu "PIT CORE".
Sprawa jest w sądzie. Druga strona milczy
W odpowiedzi na zapytanie medialne naszej redakcji, Ewelina Pierzchała oświadczyła, że udzieli informacji dopiero po zakończonym postępowaniu, które nadal trwa.
Rozmawialiśmy również z prezeską fundacji Save All Animals, która także sugerowała wstrzymanie publikacji artykułu do końca postępowania, ponieważ jest stroną w sprawie. Jak poinformowała, w jej opinii, psy były w złym stanie zdrowia, kiedy przejęła nad nimi opiekę, a Titania – wręcz w stanie "agonalnym". Twierdziła również, że zwierzęta były agresywne.
Bartoszowi B. postawiono zarzuty znęcania się nad zwierzętami w grudniu 2023 roku, mimo że – jak twierdził – dostarczone przez niego nagrania oraz zdjęcia nie wskazywały znęcania się, bicia czy szarpania psów. Mimo to, uznano, że psy nie miały zapewnionych odpowiednich warunków. Założono także, że właściciel porzucił zwierzęta, dlatego znalazły się w schronisku.

W dokumentacji można przeczytać także, że właścicielowi psów zarzucano znajomości o "złej reputacji" oraz zachowanie sprawiające wrażenie, jakby był pod wpływem środków odurzających. Według dostarczonych przez autora profilu "PIT CORE" materiałów, sąsiedzi obawiali się zarówno właściciela, jak i psów.
- Sąsiedzi absolutnie tego nie potwierdzają. Jesteśmy lubiani, a pieski były głaskane przez wszystkie pobliskie dzieciaki. To są niepoparte niczym wrażenia – skomentował zarzuty Bartosz B.
Od dwóch lat sprawa toczy się w Sądzie Rejonowym w Olsztynie. Właściciel psów nie ma z nimi kontaktu, mimo że ubiega się o wizyty w schronisku. Martwi się o stan zdrowia swoich zwierząt. Nie wie także czy czworonogi faktycznie tam przebywają. W lipcu 2025 roku, w związku z naciskami właściciela pitbulli, Wojewódzka Inspekcja Weterynaryjna w Olsztynie zleciła kontrolę w olsztyńskim schronisku. Wystosowano także pisma do: prezydenta Olsztyna, Roberta Szewczyka, wojewody warmińsko-mazurskiego, Radosława Króla, Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii oraz Najwyższej Izby Kontroli.
Właściciel żąda 2,3 mln zł odszkodowania
Bartosz B. wystosował również wezwanie do zapłaty w wysokości 2,3 mln zł za: przetrzymywanie 5 psów w schronisku, koszty angażowania różnych instytucji i straty prywatne, np. wartość hodowlaną i "stracone mioty". Koszty powinni ponieść winni, wyszczególnieni w jednym z postów w ramach profilu "PIT CORE", czyli: Schronisko dla Zwierząt w Olsztynie, fundacja Save All Animals, OTOZ Animals, Zespół ds. Zwierząt Urzędu Miasta Olsztyna oraz prezydent Olsztyna.
W odpowiedzi na wezwanie do zapłaty, Robert Szewczyk stwierdził m.in., że psy nie posiadały rodowodu oraz chipów, a więc nie mogły być rozmnażane w warunkach hodowlanych. Zdaniem włodarza Olsztyna, autor profilu "PIT CORE" nie powinien mieć żadnych roszczeń do Gminy Olsztyn.


Zezwolenie - tak czy nie?
Pitbull jest uznawany w Polsce za rasę agresywną, w związku z czym, na posiadanie i hodowlę tego typu psów należy uzyskać pozwolenie od np. prezydenta miasta, burmistrza czy wójta. Zdaniem Bartosza B., jest to kwestia sporna.
- Rasa pitbull nie została uznana przez Związek Kynologiczny w Polsce, czyli oficjalnie w naszym kraju nie istnieje, a nie można posiadać pozwolenia na coś, co nie istnieje – mówił właściciel psów.
I dodał: - Moje psy to prawdziwe pittbule. Są zrzeszone w federacji ADBA (American Dog Breeders Association, czyli stowarzyszenia rejestrującego pitbullterriery amerykańskie (APBT), a także promującego psie sporty – przyp. autor).
Warto dodać, że ZKwP rzeczywiście nie uznaje rasy, ale ustawa o ochronie zwierząt zakłada, że na posiadanie oraz hodowlę ras psów w Polsce uznawanych za niebezpieczne – zezwolenie jest niezbędne. Finalnie, chociaż pitbullterier amerykański nie figuruje w ZKwP, obowiązek zezwolenia nakłada art. 10 ustawy o ochronie zwierząt. Pitbullterrier amerykański widnieje także w rozporządzeniach o rasach agresywnych, których posiadanie i hodowanie wymaga zezwolenia. Powstała w ten sposób pewna luka prawna.
Dlaczego psy znalazły się w schronisku?
Zdaniem Bartosza B., nikt nie zwrócił się do niego o tego typu dokumentację, a stwierdzenie, że nie posiadają rodowodu, jest jedynie domysłem zarówno włodarza Olsztyna, jak i dyrektorki olsztyńskiego schroniska. Nikt się z nim nie kontaktował w sprawie psów przed całą sytuacją. Jak opowiadał autor profilu "PIT CORE", nagrania sprzed drzwi jego mieszkania z 2023 roku (zanim psy odebrano) zarejestrowały osoby – była wśród nich Ewelina Pierzchała – w pobliżu lokalu.
- Nie zostawiono żadnego zawiadomienia. Nie wiem, czy to była interwencja, bo przecież powinien istnieć dokument – kto lub jaka organizacja i na jakiej podstawie podjął interwencję – powiedział w rozmowie z naszą redakcją.

Jak mówi Bartosz B., prawdopodobnie miało to związek z pojawieniem się w sieci nagrania, na którym miał znęcać się nad jednym z psów. Jak twierdzi, było to jedynie pociągnięcie smyczy, bo zwierzę chciało zjeść coś w pobliżu śmietnika.
Właściciel zwierząt nie ma z nimi kontaktu, ponieważ w sądzie toczy się wobec niego postępowanie karne. Zarzuty jakie mu postawiono to czyn z art. 35 ust 1a ustawy o ochronie zwierząt - znęcanie się. Sprawą zainteresowała się również prokuratura ze względu na "uporczywe rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji" przez właściciela pitbulli.
Zamieszanie wokół profilu "PIT CORE"
Bartosz B. stara się nagłośnić sprawę w mediach. W ramach profilu "PIT CORE" nierzadko zarzuca lokalnym mediom brak dociekania i wygodnictwo, a także ochronę "swoich" – instytucji w ramach "układu". Nazywa to "zbiorowym udawaniem, że nic się nie stało". Do tego, profil na Facebooku portalu Olsztyn.com.pl został zablokowany przez właściciela pitbulli.
Ponadto, autor profilu "PIT CORE" udostępnił nagranie całości rozmowy, którą odbyła z nim nasza redakcja w celu zebrania informacji. Przypominamy, że chociaż samo nagrywanie rozmowy jest legalne - w przypadku udostępnienia jej publicznie, np. w ramach platformy YouTube, narusza to art. 23-24 Kodeksu Cywilnego. Dziennikarz również podlega ochronie prawnej i może ubiegać się m.in. o usunięcie nagrania lub przeprosiny. Udostępnianie rozmowy publicznie bez zgody dziennikarza, niesie ryzyko pozwu cywilnego, ponieważ narusza to dobra osobiste oraz RODO - szybko można zidentyfikować osobę, np. po głosie oraz miejscu pracy.


Kontakt z właścicielem pittbulli bywa utrudniony. Na swoich mediach społecznościowych publikował treści sugerujące, że lokalne media nie są zainteresowane tematem. Tymczasem. po zapytaniu o zgodę na udostępnienie wizerunku - kontakt z autorem profilu "PIT CORE" się... zakończył. Wypróbowane były dwie formy kontaktu - w obu przypadkach cisza. Właściciel psów odmówił natomiast usunięcia opublikowanego materiału rozmowy po otrzymaniu odpowiedniego maila od naszej redakcji. Następnie na profilu "PIT CORE" pojawiła się sugestia, że Bartosz B. otrzymał od nas "groźby". W pewnym momencie stała się to sprawa "racji" oraz "ego", a zwierzęta zostały przeniesione na drugi plan. To właśnie dobrostan psów powinien być najważniejszym aspektem materiału. Tymczasem jego publikacja była utrudniona.
Autor profilu "PIT CORE" upublicznił także fragmenty rozmowy z olsztyńskim radnym, Piotrem Pancerem. Zrzuty ekranu z rozmowy opublikowano w ramach platformy "Buy Me a Coffee", na której Bartosz B. zamieszcza nowe informacje, a także gromadzi środki od wspierających go osób.
Sprawa psów nadal pozostaje niewyjaśniona. Bartosz B. podkreśla, że za każdy kolejny dzień pobytu psów w schronisku, płacą podatnicy. Jak twierdzi, zwierzęta zostały umieszczone w placówce, ponieważ osoba, pod której były opieką, nie potrafi się przyznać do błędu. Duży nacisk kładzie również na to, że psy przebywające w schronisku nie są przedmiotem postępowania. Nie rozumie, dlaczego psy są przetrzymywane w placówce i uważa, że powinny zostać natychmiast wydane.
Warto dodać, że aktualnie autor profilu "PIT CORE" posiada kolejne psy rasy pitbull.
Niezapowiedziane kontrole w schroniskach w całej Polsce
Przy okazji opisanej sytuacji warto wspomnieć o głośnej sprawie Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Bytomiu, w której od lat miało dochodzić do znęcania się nad zwierzętami, o czym mówili m.in. wolontariusze placówki. Temat podjęła piosenkarka, Doda, która złożyła wizytę we wspomnianym schronisku, dzięki czemu zainterweniował prezydent Bytomia, Mariusz Wołosz. Badane są także kwestie rozliczeń placówki - pieniądze, które miały być przeznaczone na dobrobyt zwierząt - najprawdopodobniej trafiały w ręce osób prywatnych. Finalnie Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Bytomiu stało się własnością gminy.
Temat był poruszony także podczas zebrania Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt w Sejmie we wtorek, 20 stycznia. Tematem przewodnim spotkania był ewentualny zakaz sprzedaży fajerwerków w Polsce, natomiast pojawiła się na nim również m.in. Doda, która otrzymała zaproszenie w związku z tzw. aferą schroniskową. Artystka stwierdziła podczas przemówienia, że "dopóki bezdomność będzie się opłacała, zawsze to będzie dochodowy biznes" oraz, że "doprowadziliśmy - za nasze pieniądze - do obozów śmierci i męki dla zwierząt na terenie całej Polski". Podkreślała również, że należy wdrażać walkę z bezdomnością zwierząt - kastrację oraz chipowanie.
W wyniku medialnej wrzawy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zapowiedziało kontrole w schroniskach i fundacjach. We wtorek (20 stycznia) miały miejsce inspekcje w Schronisku dla Zwierząt w Olsztynie oraz Międzygminnym Schronisku dla Zwierząt w Tomarynach. Nie wykazały żadnych nieprawidłowości.
- Wczoraj w naszym schronisku odbyła się niezapowiedziana kontrola Powiatowego Lekarza Weterynarii w zakresie opieki, jaką zapewniamy naszym podopiecznym w tym trudnym okresie zimowym. Trwała ponad dwie godziny, pani doktor odwiedziła wszystkie pomieszczenia, sprawdziła warunki panujące u zwierzaków, zapasy słomy i karmy. Informujemy, że przeszliśmy ją bez zastrzeżeń - zapewniło Schronisko dla Zwierząt w Olsztynie.
Schronisko w Tomarynach również pozytywnie przeszło kontrolę.
- Kontrola nie wykazała żadnych nieprawidłowości. Zapas ubranek, słomy oraz dobrej jakościowo karmy został udokumentowany. Takie kontrole odbywają się w całej Polsce z czego bardzo się cieszymy - poinformowała placówka.
Jak twierdzi Bartosz B., "nie zatrzyma się, dopóki psy nie wrócą do domu".










Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz