Dziś jest: 14.03.2026
Imieniny: Leona, Łazarza, Matyldy
Data dodania: 2026-03-14 09:50

Łukasz Czarnecki-Pacyński

„Gdzie ten gwar”? Olsztyn wrócił do legendy DŚT - iskrzyło, jak kiedyś

„Gdzie ten gwar”? Olsztyn wrócił do legendy DŚT - iskrzyło, jak kiedyś
W Olsztynie odbyła się premiera filmu o Domu Środowisk Twórczych
Fot. Archiwum Teresy Brzeskiej-Smerek

Olsztyn na dwie godziny przeniósł się do czasów, gdy w jednym miejscu krzyżowały się najważniejsze wątki artystycznego i towarzyskiego życia miasta. Premiera filmu „Gdzie ten gwar” była zbiorowym powrotem do Domu Środowisk Twórczych – miejsca, które dla wielu było azylem, dla innych trampoliną inicjatyw, a dla wszystkich – legendą.

reklama

Pełna Aula im. Anny Wasilewskiej, skupienie, a potem cisza, która zapadła tuż przed pierwszym kadrem. Na widowni zasiedli dawni bywalcy DŚT, artyści, dziennikarze, ludzie kultury, ale też młodsze pokolenie, które zna to miejsce jedynie z opowieści. Po projekcji długo nie milkły rozmowy. W kuluarach przywoływano nazwiska, sytuacje, żarty, a nawet konkretne stoliki. „Iskrzyło” – jak ktoś powiedział pół żartem, pół serio – „niemal tak jak kiedyś”. DŚT bywa dziś sprowadzany do roli knajpy. Tymczasem – jak przypominają twórcy filmu – był to prawdziwy „kombinat”.

W budynku mieściła się jedna z najlepszych bibliotek w Olsztynie, hotel, mieszkania dla aktorów (Dom Aktora), pracownie plastyczne, m.in. sławnego malarza, trochę rzeźbiarza oraz pedagoga i animatora życia artystycznego Hieronima Skurpskiego, a także siedziby stowarzyszeń twórczych, w tym Związku Literatów Polskich. To nagromadzenie funkcji sprawiało, że życie prywatne, zawodowe i artystyczne przenikało się tutaj nieustannie. DŚT był nie tylko miejscem spotkań, ale także swoistym „centrum produkcyjnym idei”.

Żeby to nie było radio

Film zrealizowali Wojciech Ogrodziński oraz Barbara Fedoniuk, oboje dziennikarze Polskiego Radia Olsztyn, a Fedoniuk dodatkowo mająca także doświadczenie telewizyjne. — To była benedyktyńska praca – opowiadał Ogrodziński. — Trzeba było dotrzeć do pamiątek, namówić ludzi, żeby „wygrzebali” je z domowych archiwów. Co ciekawe, jak podkreśla, z samym namawianiem nie było problemu. DŚT wciąż żyje w pamięci swoich bywalców i każdy chciał dołożyć cegiełkę do tej opowieści. Problemem było raczej dotarcie do rozproszonych śladów – zdjęć, dokumentów, klubowych przepustek, prywatnych notatek. — Bez tego ten film by nie powstał. Albo byłby oparty wyłącznie na gadaniu. To byłoby radio. A my chcieliśmy zrobić film – podkreślił doświadczony radiowiec w roli filmowca.

To rozróżnienie jest kluczowe. „Gdzie ten gwar” nie jest jedynie zbiorem wspomnień. Archiwalia, prywatne fotografie i odnalezione dokumenty nadają opowieści ciężar i konkret. Wśród nich pojawia się symboliczna legitymacja DŚT – klubowa przepustka, która stała się jednym z najmocniejszych znaków rozpoznawczych miejsca.

Legitymacja, która otworzyła Wersal

Jedną z historii, która wywołała podczas premiery najwięcej uśmiechów, opowiedział Andrzej Fabisiak, dziś zastępca dyrektora Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie, a w czasach świetności DŚT – jego stały bywalec. Wspominał, jak dzięki legitymacji DŚT został bezpłatnie wpuszczony do pałacu w Wersalu. — Pani zobaczyła dokument i bez wahania zaproponowała mi wejście gratis – relacjonował. — To pokazuje, jaką rangę miał DŚT w tamtych czasach - dodał z przymrużeniem oka.

DŚT był punktem obowiązkowym dla artystów przyjeżdżających do Olsztyna, a także przestrzenią, w której rodziły się znajomości wykraczające daleko poza granice regionu.

„Gwar” jako ferment

Tytuł filmu wymyślił Sławomir Malinowski. Gdy Ogrodziński usłyszał jego propozycję: „Gdzie ten gwar”, pierwsze skojarzenie prowadziło do słynnego filmu Boba Fosse „All That Jazz”, nagrodzonego czterema Oscarami. — Ten zgiełk to środowisko, w którym żyją twórcy – tłumaczy reżyser. — Tu też chodziło o ferment artystyczny, z którego rodzi się kreatywność i poczucie – choćby pozornej – wolności.

W filmie wraca myśl olsztyńskiego barda Stefana Brzozowskiego, który bywalców DŚT określał jako „ludzi nadwrażliwych”. Artyści tamtych lat często nie odnajdywali się w realiach PRL-u. Klub dawał im coś, czego brakowało w oficjalnym obiegu – wspólnotę i możliwość spotkania z kimś podobnym.

Ten „gwar” nie był jedynie hałasem rozmów. Był środowiskiem twórczym, przestrzenią, w której przenikały się idee. Architekci rozmawiali z plastykami, dziennikarze z aktorami, literaci z ludźmi teatru. Z tych nieformalnych kontaktów rodziły się inicjatywy realizowane później w całym ówczesnym województwie olsztyńskim.

Mit bezpieki i prawdziwy azyl

Wokół DŚT narosła legenda o jego „wykorzystaniu operacyjnym” – przekonaniu, że władza celowo stworzyła to miejsce, by mieć środowisko pod kontrolą. — Jest w tym trochę mitu - wyjaśnia Ogrodziński. — Oczywiście służby miały ułatwione zadanie, mając wszystkich w jednym miejscu. Ale prawda była też taka, że to miejsce chroniło artystów.

Film pokazuje DŚT nie jako narzędzie systemu, lecz jako przestrzeń przetrwania. Klub izolował twórców od „szarej codzienności”. Zwłaszcza tych, którzy zmagali się z własnymi słabościami. W innych lokalach mogli ryzykować nie zawsze sprzyjające konfrontacje. Tu byli wśród swoich.

Bankiety, które trwały do świtu

Każda premiera w Teatrze Jaracza kończyła się bankietem w DŚT. I nie były to zwykłe przyjęcia. Miały one zazwyczaj osobny program rozrywkowy i trwały do białego rana. Wśród gości pojawiały się także ówczesne sławy spoza Olsztyna, jak na przykład Kalina Jędrusik czy Jan Himilsbach. Klub był miejscem kultowym nie tylko dla olsztynian, ale też dla przyjezdnych.

Fabisiak wspominał, że gdy oficjalna część dobiegała końca, część uczestników przenosiła się do jego mieszkania w Domu Aktora. —To był pokój, który był jednocześnie moim mieszkaniem – opowiadał. — Iskrzyło po prostu. To „iskrzenie” było jednym z najczęściej powtarzanych słów podczas premiery.

Czy ten gwar może wrócić?

Podczas poniedziałkowego wieczoru wracał jeszcze jeden wątek. Zastanawiano się, czy w Olsztynie możliwe jest dziś stworzenie choć namiastki takiego miejsca integracji inteligencji, jakim był DŚT. I nie chodzi tu o powrót do realiów PRL ani o kopiowanie przeszłości. Raczej o przestrzeń, w której znów mogliby spotykać się ludzie kultury, idei, twórczego fermentu. Miejsce, w którym znów mogłoby „iskrzyć”.

Komentarze (2)

Dodaj swój komentarz

  • Ziomson 2026-03-14 11:02:46 83.24.*.*
    Mam sporo takich zdjęć i wspomnień z lat 90. Potem wszyscy boomersi wyjechali, sporo nas było, taki region, taki kraj, perspektywy...
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 0 0
  • Ziomson 2026-03-14 11:02:45 83.24.*.*
    Mam sporo takich zdjęć i wspomnień z lat 90. Potem wszyscy boomersi wyjechali, sporo nas było, taki region, taki kraj, perspektywy...
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 0 0