Raport z Olsztyna Zgłoś zdarzenie
Dredd
Chaos w oznakowaniu przy ratuszu w Olsztynie
Kilkukrotnie pisali Państwo o roztargnieniu drogowców i ustawianiu znaków, które wzajemnie się wykluczają (np. w marcu w artykule dotyczącym ul. Sybiraków). W związku z tym pozwolę sobie przesłać opis podobnego chaosu w samym centrum Olsztyna, przy ratuszu.
Kierowca chcący dojechać do ratusza może wjechać od strony ul. 11 Listopada, skręcając w prawo. Tam napotyka znak D-3 (droga jednokierunkowa, nie dotyczy rowerów) oraz znak B-36 (zakaz zatrzymywania się i postoju) – zdjęcie nr 3.
Od strony ul. Skłodowskiej, za wjazdem na parking, znajduje się natomiast znak B-2 (zakaz wjazdu, nie dotyczy rowerów) – zdjęcie nr 1. Mimo to dość często można zaobserwować samochody wjeżdżające pod zakaz i parkujące wzdłuż kamienic, oczywiście „pod prąd”. Być może wynika to zwyczajnie z nieuwagi kierowców.
Przy parkingu ustawiono dodatkowo znak B-36 (zakaz postoju), skierowany „pod prąd”, ponieważ droga jest jednokierunkowa w przeciwną stronę (zdjęcia nr 2 i 2a).
Następnie kierowcy próbują wyjechać w stronę ul. 11 Listopada, jadąc pod prąd, gdzie napotykają znak C-2 (nakaz jazdy w prawo). Na początku ul. 11 Listopada znajdują się z kolei znak B-2 (zakaz wjazdu, nie dotyczy pojazdów z identyfikatorami i służb) oraz znak C-3 (nakaz jazdy prosto) – zdjęcie nr 4.
Zastanawiające jest to, że na drodze jednokierunkowej pozostawiono znaki skierowane w przeciwnym kierunku ruchu, najprawdopodobniej po wcześniejszej organizacji ruchu. Są to m.in. zakaz postoju oraz nakaz jazdy w prawo. W efekcie kierowca jadący pod prąd może odnieść wrażenie, że porusza się prawidłowo, ponieważ napotyka kolejne znaki drogowe zgodne z kierunkiem, w którym jedzie. Dopiero później trafia na zakaz wjazdu, przy czym w tym miejscu praktycznie nie ma możliwości zawrócenia, chyba że cofając pod prąd. W rezultacie kierowca jedzie dalej, naruszając kolejne oznakowanie.
Mam wrażenie, że gdyby przez cały dzień stał tam patrol i konsekwentnie wypisywał mandaty, miasto mogłoby całkiem skutecznie podreperować budżet, ale skoro oznakowanie w tym miejscu od dłuższego czasu pozostaje w takiej formie, może miasto jest na tyle zamożne, że może sobie pozwolić zarówno na utrzymywanie zbędnych znaków, jak i na rezygnację z potencjalnych wpływów z mandatów.











Komentarze (1)
Dodaj swój komentarz