Dziś jest: 28.04.2026
Imieniny: Piotra, Walerii
Data dodania: 2026-04-28 10:14

Łukasz Czarnecki-Pacyński

Przez wieki nie miały prawa głosu, teraz wołają o sprawiedliwość ze sceny Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie

Przez wieki nie miały prawa głosu, teraz wołają o sprawiedliwość ze sceny Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie
Fot. Monika Stępień

Piątkowa (24 kwietnia) premiera „Południc” Anny Mazurek i Jana Jelińskiego w Teatrze Jaracza to teatralny protest przeciwko wielowiekowej przemocy wobec kobiet — przemocy tak starej, że wrosła w kulturę Zachodu jak korzenie w ziemię.

reklama

Południce to według dawnych ludowych wierzeń duchy kobiet, które zmarły tuż przed swoim ślubem, lub w jego trakcie albo zaraz po weselu. Stawały się wtedy demonami nękającymi żywych. Pojawiały się w samo południe, zabijając lub okaleczając swoje ofiary, na przykład żniwiarzy, którzy przysnęli na skraju pola albo porywając bawiące się nieopodal dzieci. Choć nie zawsze były wyłącznie „boginiami zemsty” — bywały także opiekunkami pól, istotami ambiwalentnymi, czasem groźnymi, czasem ochronnymi.

'Kalina'-Joanna Fertacz, 'południce' - Małgorzata Rydzyńska i Emilia Lewandowska, Mary Rumi - konsultant wokalu, fot. Dawid Stube

Pisząc swój dramat Anna Mazurek świadomie wybrała tylko jeden, najbardziej mroczny aspekt mitu, skupiając się na południcach jako figurach kobiecego gniewu i nieprzepracowanej krzywdy: — Co musiało spotkać te kobiety, że po śmierci wracały jako demony zemsty? - powiedziała mi po premierze. Reżyser Jan Jeliński ujął to jeszcze prościej: — A może skrzywdzone kobiety wymyśliły te demony, żeby odstraszać brutalnych mężczyzn. To był ich jedyny oręż.

scenograf E.Węgiel, reżyser, Marian Czarkowski, autorka Anna Mazurek, Kalina - Joanna Fertacz, południce, fot. Dawid Stube

I to zdanie jest kluczem do spektaklu. Pamiętajmy bowiem, że uznawane obecnie powszechnie prawa kobiet do samodzielnego decydowania o własnym losie, zdobywania wykształcenia, podróżowania i tak dalej, to zdobycz zaledwie ostatnich dziesięcioleci. Przedtem tak zwana piękna płeć była poddana bezwzględnej męskiej kurateli, tak, jak południce w w dramacie Anny Mazurek, które jako nastoletnie panny próbowały uciec od niechcianego wydania za mąż i skończyły zamęczone w wieży tortur. Przeleżały potem w ziemi trzysta lat i teraz powracają do naszego świata już jako żądne zemsty upiory.

'Południce' M.Rydzyńska, E.Lewandowska; 'Ojciec' - Marian Czarkowski, fot. Dawid Stube

Ale czy sytuacja osób płci żeńskiej aż tak bardzo się zmieniła w naszych czasach? Prowadząca dziennikarskie śledztwo w sprawie zagadkowych morderstw na kobietach Kalina (Joanna Fertacz) sama jest także ofiarą męskiej przemocy i tak samo, jak napotkanym w lesie południcom, pozostaje jej tylko bezsilny gniew. Ale może nie zostanie po śmierci kolejną południcą, bo te napotkane w lesie (Małgorzata Rydzyńska i Emilia Lewandowska) zrobią wszystko, by nie poszła w ich ślady.

Kalina (Joanna Fertacz) - dziennikarka szukająca sprawców zbrodni na kobietach, fot. Dawid Stube

Zaczynają rozmawiać po kurpiowsku o tym, że nie chcą, by Kalina skończyła jak one: zamęczone niegdyś na śmierć za próbę wyrażenia własnego zdania i wracające po wiekach jako duchy zemsty z powodu palącego ich dusze żalu. To moment, w którym baśń pęka. A pod nią widać reportaż. Bo przecież temat przemocy wobec kobiet wcale nie jest już „melodią przeszłości”.

'Kalina'-Joanna Fertacz, 'południce' - Małgorzata Rydzyńska i Emilia Lewandowska, Mary Rumi - konsultant wokalu, fot. Dawid Stube

Jeliński powiedział mi po spektaklu, że zależało mu na pokazaniu „trzech aspektów męskości w życiu kobiety”: Borsuk — dobry, lojalny, sojusznik; Ojciec — zagubiony, pełen lęków, ale nie zły; Wilk — przemocowiec, archetypiczny zdrajca, jak w „Czerwonym Kapturku”. I tak jak w baśni, również tutaj Wilka spotyka zasłużona kara — tyle że nie z ręki myśliwego, lecz z rąk południc, które nie pozwalają, by kolejna kobieta podzieliła ich los. Konstrukcja jest prosta, ale właśnie dlatego skuteczna: widz natychmiast rozpoznaje mechanizmy przemocy, które nie zmieniły się od stuleci.

Paweł Dobrowolski - dyrektor teatru im. S. Jaracza i Andrzej Fabisiak - jego zastępca, fot. Dawid Stube

Inscenizacja Jelińskiego pełna jest interesujących zabiegów scenicznych. Reżyser swobodnie korzysta z nowoczesnych środków audiowizualnych - wyświetlane w tle sceny obrazy filmowe są dodatkowym elementem scenografii a kurpiowski dialog południc jest tłumaczony przez zawieszony w tle sceny prompter. Nastrój „powrotu do korzeni” podkreślają historyczne ludowe przyśpiewki w języku kurpiowskim, śpiewane przez tytułowe południce. Przygotowane wokalnie przez Mary Rumi - są sercem tej teatralnej przypowieści, przywołaniem źródeł naszej kultury, zakorzenione w ziemi, w pracy, w bólu i w kobiecej wspólnocie. Brzmią jak głos kobiet, które przez wieki nie mogły mówić.

Reżyser Jan Jeliński na tle zespołu aktorów. Z prawej dyrektor teatru im. S. Jaracza, Paweł Dobrowolski, fot. Dawid Stube

„Południce” to spektakl, który mówi jasno: przemoc wobec kobiet nie jest przeszłością. Jest systemem. Jest kulturą. Jest historią, która się nie skończyła. To teatr, który nie daje ukojenia. Nie daje katharsis. Nie daje finałowego pojednania. Zamiast tego prawdę o gniewie, który ocala. I o tym, że jeśli nie wysłuchamy kobiet teraz, to za trzysta lat wrócą do nas jako południce.

Przedstawienie premierowe zawsze kończy się w Jaraczu małym przyjęciem w foyer, na które teatr zaprasza całą publiczność. Kobiece kreacje cechowała awangardowa nonszalancja a męski ubiór celował jednak bardziej w klasycyzm. Toast za pomyślność nowej sztuki w repertuarze wzniesiono białym winem a ci, którzy przyjechali samochodami delektowali się wodą z cytryną.

Paweł Dobrowolski, Mary Rumi, Ewelina Węgiel, Anna Mazurek, Jan Jeliński, fot. Dawid Stube

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz