* * *
Autorem poniższego materiału jest Adam Przybylski. Mężczyzna urodził się jako wcześniak z porażeniem mózgowym. Współpracuje z Warmińsko-Mazurskim Sejmikiem Osób Niepełnosprawnych i stara się poprawić los osób dotkniętych niepełnosprawnościami w Olsztynie. Mimo ciężkiej choroby, udało mu się ukończyć studia na kierunkach politologii, germanistyki i administracji elektronicznej.
* * *
Jak powstał Twój zespół?
- Ciężko nazwać Odet zespołem, ponieważ jest to mój pseudonim artystyczny, a muzycy, którzy towarzyszyli mi przez lata często się zmieniali. Tak samo jak sama nazwa projektu. Na początku była Odette Dąbrowska. Po podpisaniu się z jedną z agencji managementetowych zdecydowałam się na skrócenie nazwy i tak powstała Odet. A dlaczego zaczęłam tworzyć? Z potrzeby wyrażania się inaczej niż przez muzykę klasyczna, która zajmuje się na co dzień. Od zawsze drzemała we mnie chęć szukania nowych form wyrazu. Takie właśnie odnalazłam poprzez śpiew i komponowanie.
Jak kształtowała się Twoja kariera?
- Zaczęło się od szkoły muzycznej. Przez 12 lat uczestniczyłam w klasycznym systemie edukacyjnym, kończąc pierwszy i drugi stopień szkoły w klasie fortepianu. Potem studia na Akademii Muzycznej. Po bardzo intensywnym roku dyplomowym przepełnionym koncertami i przesłuchaniami mój organizm powiedział stop. Musiałam na rok zwolnić tempo i po prostu odpocząć. W tym czasie zaczęły otwierać się we mnie jakieś nowe przestrzenie i zupełnie naturalnie zaczęłam komponować swoje pierwsze piosenki. Wierzę, że to nie przypadek, bo zaledwie kilka tygodni po wydaniu pierwszego utworu dostałam propozycję zagrania suportu przed samą Moniką Brodką. Nie mając zespołu ani piosenek musiałam ekspresowo przygotować półgodzinny repertuar. Okazało się, że jest to czysta przyjemność, a piosenki same się ze mnie wylewają. Był to pierwszy sygnał, że powinnam pójść w tę stronę.
O czym są Twoje piosenki?
- Nie chcę, żeby zabrzmiało to egoistycznie, ale piszę o sobie i o swoich doświadczeniach. Czuję, że jest to materia, z której czerpię jak ze studni bez dna. Relacje, obserwacje, życiowe lekcje. Myślę też, że kiedyś zwrócę się bardziej ku opisywaniu tego co widzę w przestrzeni. Historie ludzi bywają niezwykle inspirujące i jeśli tylko będę potrafiła się z nimi połączyć i w pełni je poczuć - z chęcią przeleje je na papier.
Czy prezentujesz w swojej twórczości Gdańsk i Pomorze?
- Jak najbardziej. W wielu moich utworach można usłyszeć nagrane oryginalne dźwięki morza czy mew. Niezwykle doceniam fakt, że mieszkam nad morzem i myślę, że wielokrotnie będę jeszcze przemycać do muzyki elementy kojarzone z moim miejscem zamieszkania.
Co inspiruje Cię w twojej twórczości?
- Jeśli chodzi o warstwę tekstową - doświadczenia, emocje, relacje. Lubię dotykać ciężkich tematów i ubierać je w lekki, ironiczny sposób. Jest to forma autoterapii - oswajam to co trudne i bolesne. Daje szansę również słuchaczowi do spojrzenia na problem, z którym być może się identyfikuje, w łagodniejszy sposób.
Jeśli chodzi warstwę muzyczną inspiruje mnie wszystko, czego aktualnie słucham. Od klasyki po pop i elektronikę. Dałam sobie sporą wolność w doborze stylistycznym i gatunkowym. Zdaje sobie sprawę, że muzyka jaką tworzę jest eklektyczna, ale niedawno podjęłam świadomą decyzję, by z tego nie rezygnować. Jest to mój język muzyczny i dzięki tej różnorodności czuję, że mogę się w pełni wyrażać.
Czy masz mistrzów, których chcesz naśladować?
- Myśląc o „mistrzu” mam od razu przed oczami mojego mentora i profesora fortepianu, śp. Andrzeja Artykiewicza. To jemu zawdzięczam wszystko, co osiągnęłam w grze na instrumencie, ale też pewien dystans do zawodu i życia generalnie. Zrozumiałam to dopiero po jego śmierci, ale myślę, że dziś mam bardzo podobny światopogląd. Uczę się patrzeć na świat z przymrużeniem oka i to zdaje egzamin. Zbyt wielkie ambicje, presja i lęk przed porażką mają na mnie absolutnie destrukcyjny wpływ. Dopiero po przewartościowaniu pewnych spraw udało mi się uzyskać balans w pracy i w życiu, a do tego zauważyłam, że wszelkie podejmowane działania zaczęły sprawiać mi dużo więcej satysfakcji i radości.
Jakie są twoje plany na przyszłość?
- Chciałabym wydać debiutancką płytę. Nie dlatego, że zależy mi na wydaniu albumu, bardziej dlatego, że ukazanie się wydawnictwa oznacza koncerty i trasę promującą album. A na koncertach zależy mi najbardziej. Nie ma piękniejszego uczucia niż wymiana energii z żywą publicznością.
Na koniec chciałabym zwrócić się do osób, które być może tak jak ja debiutują już wiele lat. Zawsze wydawało mi się, że to los kładzie kłody pod nogi, utrudniając zrealizowanie tego najważniejszego kroku. Dzisiaj rozumiem, że to głównie kwestia przygotowania mentalnego. Perfekcjonizm, ego, próba stworzenia opus magnum, presja, którą sami na siebie nakładamy potrafią nieźle namieszać. Dopiero gdy odpuścimy i spojrzymy na wszystko z szerszej perspektywy zobaczymy, że im więcej jest w tym radości, spontaniczności i dziecięcej kreacji, wszystko staje się łatwiejsze i przyjemniejsze. Zróbcie to dla siebie. Lęk przed oceną nie powinien determinować waszych decyzji ani życiowych, ani artystycznych.
Dziękuję za rozmowę.











Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz