[Opinie] Głos z SLD: ''Czas na mniejsze miasta''

[Opinie] Głos z SLD: ''Czas na mniejsze miasta''
Marcin Kulasek
Fot. archiwum prywatne

Ostatnie tygodnie to czas konwencji kandydatów startujących w wyborach na najwyższy urząd w państwie. Prezentowali się Małgorzata Kidawa-Błońska, Władysław Kosiniak-Kamysz i Robert Biedroń. Kandydatka Platformy Obywatelskiej przedstawiła się jako „Kobieta z Ursusa”, a w tle pojawiły się zdjęcia stacji kolejowej i kładki, która do niej prowadzi. Ktoś mógłby pomyśleć, że w szranki o najwyższy urząd w państwie staje przedstawicielka mniejszego miasta, która wie, co to znaczy dojeżdżać codziennie do pracy lub szkoły. Ursus to jednak willowa dzielnica Warszawy, w której Małgorzata Kidawa-Błońska mieszka w dworku po dziadkach. Wiarygodna w mówieniu o sprawach mniejszych miast kandydatka Platformy Obywatelskiej więc nie jest.

Ale prawdą jest, że w 2020 r. przyszedł czas na prezydenta, który wreszcie będzie rozumiał to, jak żyje się poza Warszawą i Krakowem i z jakimi problemami mierzymy się na co dzień, jako mieszkańcy mniejszych miast. Czas na prezydenta, który wie, że nie jest łatwo dojechać z Bartoszyc czy Lidzbarka Warmińskiego do Olsztyna, bo brakuje połączenia kolejowego; że trudno jest, gdy dziecko chodzi do liceum w Dobrym Mieście, gdy mieszka w Jezioranach, bo PKS jeździ bardzo rzadko; że w Polsce o pracę wcale nie jest łatwo, bo tylko w powiecie braniewskim bezrobocie wynosi 20%; a młodzi ludzie, by realizować swoje marzenia, często po prostu muszą na stałe wyjechać z rodzinnego miasta. Wiem to dobrze, bo sam pochodzę z Jędrzejowa, kilkunastotysięcznego miasta w świętokrzyskiem, a na Warmii i Mazurach mieszkam od ponad 20 lat.

Kandydatem, który najlepiej czuje, że Polska nie kończy się na rogatkach Warszawy czy Krakowa, jest Robert Biedroń. Robert pochodzi z Krosna, byłego miasta wojewódzkiego, które podobnie jak Elbląg, bardzo odczuło, co to znaczy przestać być stolicą województwa. Studiował nie w Warszawie, a w Olsztynie. Wie, jak to jest wyjeżdżać za granicę za pracą. Pracował na zmywaku w Wielkiej Brytanii i jako ogrodnik we Włoszech. Robert Biedroń nie ma wśród dziadków prezydenta, jak Małgorzata Kidawa-Błońska, nie wychował się w domu ministra, jak Władysław Kosiniak-Kamysz ani profesorów, jak Andrzej Duda. Pochodzi ze zwykłej rodziny, która mierzyła się z codziennymi problemami, podobnie jak tysiące Polaków. To doświadczenie na całe życie, bardzo ważne w sprawowaniu najwyższego urzędu w państwie. Robert Biedroń był wreszcie prezydentem Słupska – średniego miasta na Pomorzu. Mimo trudnej sytuacji finansowej uczynił z niego perłę. Wierzę, że teraz jest czas na mniejsze miasta: na walkę o dostępną komunikację publiczną, o urzędy poza wielkimi miastami, o równy dostęp do dobrej edukacji w każdym miejscu, o żłobek i przedszkole blisko domu nie tylko w Warszawie. Nikt tego czasu nie zagospodaruje lepiej niż Robert Biedroń.

Marcin Kulasek, sekretarz generalny Sojuszu Lewicy Demokratycznej

Komentarze (2)

Dodaj swój komentarz