Najnowszy film Pawła Pilipienko “Gdzieś tam w Ameryce” ukazał się na serwisie YouTube w połowie maja. - Nie ma dnia, w którym nie marzę o podróżowaniu. O odległych punktach, o których uczyłem się w szkole i oglądałem w filmach na kineskopowym telewizorze. Czasami wręcz zastanawiam się, czy nie urodziłem się po to, by odkrywać świat. Bo to podróżowanie sprawia, że jestem szczęśliwszy - mówi w pierwszych kadrach autor i zaprasza widzów do zachodniej Ameryki pokazanej jego oczyma.
Co ciekawe, filmowiec nie prezentuje wyłącznie obrazu nagranego profesjonalną kamerą. Przeplatają go co ciekawsze ujęcia z kamery vhs oraz zdjęcia. Dzięki temu film jest dynamiczny, a retrospekcje autora stają się bardziej autentyczne.

Paweł Pilipienko
Wizyta w Mieście Aniołów
Pierwsza część produkcji poświęcona jest wizycie Pilipienko w Los Angeles. Filmowiec zatrzymuje się w motelu w dzielnicy Chinatown. Obiekt można było zobaczyć w oscarowym filmie “La La Land”.
W kolejnych ujęciach Olsztynianin odnajduje dom Elvisa Presleya w okolicy Beverly Hills. Kadry z dziś porównuje z dawnymi zdjęciami przedstawiającymi legendę rock and rolla. To jednak nie jedyna ważna postać, której śladami rusza Pilipienko. Pokazuje hotel Beverly Carlton, gdzie niegdyś zatrzymała się sama Marylin Monroe. Ulicę obok filmowiec odnajduje również miejsce, w którym ikona Hollywood pozowała do zdjęć.
Tylko on i droga
W drugiej części filmu autor rusza na roadtrip. Deklaruje, że było to jedno z jego największych marzeń - podróż kultową trasą Route 66, słuchając country i odwiedzając miejsca, które były “tylko w jego wyobraźni”. Pokazuje widzom amerykańskie bezdroża, zróżnicowane krajobrazy, opuszczone miejscowości i znajdujące się w ich motele.
Opowiada również o mrożącym krew w żyłach zjawisku przyrodniczym, które spowodowało, że na kilka godzin utknął w jednym z tutejszych parków narodowych.
Osobiste zwierzenie
Swoją samotną podróż Pilipienko podsumowuje osobistym wyznaniem, którym dzieli się z widzami. - Jest jedna przygoda, na którą czekałem najbardziej. Właśnie zostałem tatą. Nigdy w życiu nie byłem tak szczęśliwy. To jest mój dom - rodzina i miejsce, do którego zawsze mogę wrócić - mówi.
Czy zatem w przyszłości możemy spodziewać się kolejnych podróży i nowych filmów olsztyńskiego twórcy? - Teraz nie będzie to już takie proste, ale marzenia nie kończą się wtedy, kiedy zmienia się życie - podsumowuje autor.
Czytaj również:
„Wyprzedzam skody, ople...”. Zespół disco-polo z Olsztyna nagrał kolejny hit? [WIDEO]










Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz