Stomil Olsztyn pod wodzą Marka Maleszewskiego pewnie awansował do II rundy halowego Pucharu Polski. Olsztyński zespół rozgromił 14:0 Orlęta Czyżew.
- Spotkanie przebiegało pod naszą całkowitą kontrolą - powiedział po meczu Marek Maleszewski, trener Stomilu. - Szkoda jedynie, że skutecznie zaatakowaliśmy dopiero w siódmej minucie. Podobnie wyglądało to w lidze, gdzie pierwsza bramka padła w 8. minucie i wtedy gra "ruszyła". Żałujemy tych niewykorzystanych sytuacji z początku meczu, gdy wychodziliśmy sam na sam, ale trzeba przyznać, że bramkarka rywalek spisywała się bardzo dobrze.
Awans bez wychodzenia na parkiet zapewnił sobie AZS-u UWM High Heels Olsztyn. Olsztynianki otrzymały walkowera, ponieważ Włókniarz Białystok zrezygnował z organizacji zaplanowanego na weekend spotkania.
W pucharowej rywalizacji miał uczestniczyć zespół Stomilanek Olsztyn, który wygrał Wojewódzki Puchar Polski. Podopieczne Dariusza Maleszewskiego jednak w żadnym wyznaczonym terminie nie pojawiły się w Wyszkowie na mecz z Loczkami. Stomilanki zostaną ukarane walkowerem.
W I lidze futsalu pierwsze miejsce zajmuje olsztyński AZS UWM High Heels. Podopieczne Aleksandry Kojadyńskiej w 7. spotkaniach zgromadziły 19. punktów. Punkty straciły jedynie w meczu z AZS-em KU II Uniwersytet Warszawski, u siebie zremisowały 5:5.
W miniony poniedziałek piłkarki Stomilu niespodziewanie przegrały 2:7 z Tęczą Biskupiec. Rywalki przyjechały zdeterminowane wywalczyć komplet punktów i im się to udało.
- O porażce zaważyły pierwsze minuty, ale też pobłażliwość sędziów - komentuje Marek Maleszewski, trener Stomilu. - Trzeba to powiedzieć wprost. Nie chodzi o zrzucanie winy na arbitrów, jednak ta pobłażliwość była widoczna. Mam bardzo młody zespół. Przechodzimy przebudowę kadrową, wprowadzamy roczniki 2010 i 2009, dlatego potrzeba nam trochę czasu. Gdy przypomnimy sobie nasz pierwszy sezon w futsalu, to początek też był bardzo słaby, chaotyczny i nerwowy. Dopiero później dziewczyny nabrały pewności siebie i luzu, aż miło było to oglądać. Liczę, że teraz będzie podobnie.
- Nie spodziewałem się tak wysokiego zwycięstwa, zwłaszcza że po pierwszym meczu towarzyszył nam pewien niepokój - powiedział po meczu Lech Buczek, trener Tęczy. - W debiucie prowadziliśmy 2:0 i odpuściliśmy, płacąc za to cenę (porażka 2:4 - red.). Dzisiaj jednak dziewczyny wyszły nastawione na agresywną grę i wysoki pressing. Zrealizowały wszystkie założenia taktyczne. Uważam, że to był pierwszy mecz, w którym zagraliśmy tak, jak powinniśmy.
I dodaje: - Pamiętajmy, że dopiero uczymy się tej ligi. Przejście z dużego boiska na halę wiąże się z inną specyfiką gry, więc musimy zapłacić "frycowe". Naszym celem jest utrzymanie. Nie chcemy być czerwoną latarnią ligi – bezpieczne miejsce w dolnej części tabeli będzie dla nas satysfakcjonujące











Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz