We wtorek (17 lutego) do olsztyńskich policjantów zgłosił się 64-letni mieszkaniec naszego miasta i zawiadomił o tym, że kierowany instrukcjami osób podających się za pracowników banku przelał na wskazane przez nich konto bankowe 37 tys. zł.
Mężczyzna opowiedział śledczym o tym, że dzień wcześniej przed południem odebrał połączenie od osoby podającej się za pracownika banku, w którym prowadził swój rachunek. Rozmówca od razu wywołał w pokrzywdzonym poczucie niepokoju – poinformował o tym, że na jego rachunku bankowym ktoś próbował wykonać nieautoryzowany przelew. Taka socjotechnika działa najlepiej wtedy, kiedy manipulujący po wywołaniu strachu od razu zaproponuje sposób na zażegnanie niebezpieczeństwa. W tym przypadku było jak z podręcznika – sprawca szybko znalazł wyjście z sytuacji. Poprosił pokrzywdzonego, aby ten wysłał e-mail z reklamacją pod podany adres – ten zawierał w sobie skrót nazwy banku, ale nie był taki sam, jaki instytucja podawała na swoich oficjalnych stronach internetowych. 64-latek wysłał wiadomość i po chwili odebrał kolejny telefon, tym razem od kogoś, kto miał zająć się jego zgłoszeniem reklamacji. Dla uwiarygodnienia swojej legendy oszust wysłał mężczyźnie wiadomości ze spreparowanymi wydrukami systemu bankowego, na których prezentowały się rzekome wnioski o udzielenie pożyczki na dane pokrzywdzonego. Sytuacja wyglądała na coraz poważniejszą, najpierw próby wykonania przelewów, następnie usiłowanie zaciągnięcia kredytu.
Rozwiązanie problemu podane przez oszustów było proste – niezwłocznie przelać wszystkie pieniądze ze swojego konta na specjalne „konto techniczne”. Jak podkreślił zawiadamiający, sprawcy byli przygotowani, sprawiali wrażenie opanowanych i znających się na rzeczy. „Pracownik banku” dopytywał o to, czy pokrzywdzony nie zgubił ostatnio dokumentów lub karty płatniczej, proponował nawet wybór szaty graficznej nowej karty. Zapewniał, że wszystko jest pod kontrolą, trzeba tylko wykonywać jego polecenia.
Sam proces wykonania przelewu na podstawione przez sprawców „konto techniczne” również ubrany został w pozory zachowania zasad bezpieczeństwa. Sprawcy wysłali swojej ofierze numer konta bankowego e-mailem, jednak brakowało w nim czterech ostatnich cyfr. Miały one zostać podane przez telefon bezpośrednio przez wykonaniem operacji – rzekomo, aby żeby zabezpieczyć wrażliwe dane, a tak naprawdę oszust chciał mieć pewność, że przelew zostanie zrealizowany w czasie rozmowy telefonicznej.
W rezultacie 64-latek przekazał oszustom 37 tys. zł. Zorientował się, że padł ofiarą przestępstwa po tym, kiedy po zaksięgowaniu wpłaty kontakt z rzekomymi pracownikami banku nagle się zakończył.











Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz