Rozkład jazdy MPK Ogłoszenia Katalog firm Otwarte Dane Imprezy w Olsztynie Dodaj raport Zaloguj się
Dziś jest: 17.05.2026
Imieniny: Paschalisa, Sławomira
Data dodania: 2026-05-17 13:48

Jarosław Krawczyk

Opłata od smartfonów. Twórcy czekają, klienci pytają o cenę

Opłata od smartfonów. Twórcy czekają, klienci pytają o cenę
Zdjęcie ilustracyjne
Fot. Pexels

Po latach sporów opłata reprograficzna ma zostać dostosowana do cyfrowej rzeczywistości. W katalogu urządzeń objętych daniną znajdą się, m.in. smartfony, tablety, laptopy i komputery. Państwo przekonuje, że to nie nowy podatek, lecz rekompensata dla twórców za legalne kopiowanie utworów na własny użytek. Przeciwnicy odpowiadają, że dla osób kupujących sprzęt do pracy czy nauki, różnica między „opłatą” a podatkiem może być głównie językowa.

reklama

Nowelizacja dotyczy tzw. czystych nośników. Mechanizm działa w Polsce od lat i wynika z założenia, że skoro obywatel może legalnie wykonać prywatną kopię utworu, autor powinien otrzymać rekompensatę. Dotychczasowy katalog urządzeń był jednak związany z poprzednią epoką technologiczną. W świecie kaset, płyt i nagrywarek łatwiej było go wytłumaczyć. W świecie smartfonów, laptopów i usług chmurowych sprawa staje się bardziej sporna.

Formalnie opłata ma obciążać producentów i importerów. Pieniądze nie trafiają do budżetu państwa, lecz do twórców za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania. Według resortu kultury, nowe przepisy mają urealnić system i zwiększyć wpływy dla środowiska twórczego. W przypadku nowych kategorii sprzętu mowa zasadniczo o stawce 1 proc., a wcześniejsze szacunki ministerstwa wskazywały, że po zmianach do twórców mogłoby trafiać rocznie 150–200 mln zł.

Dla Warmii i Mazur spór nie jest odległy, bo jednym z głównych obrońców zmian jest Maciej Wróbel, poseł z regionu i wiceminister kultury. Polityk argumentuje, że opłata reprograficzna nie jest nowym podatkiem, tylko elementem systemu prawa autorskiego. Wróbel podkreśla, że lista urządzeń nie odpowiada temu, jak ludzie korzystają z kultury, a smartfon czy tablet mają obiektywną zdolność kopiowania treści. W tej logice chodzi o rekompensatę za możliwość wykonywania kopii w ramach dozwolonego użytku prywatnego.

Po drugiej stronie lokalnej debaty stoi m.in. Marcin Możdżonek, olsztyński radny i polityk Konfederacji. Jego argument jest prosty: nawet jeżeli formalnie opłatę zapłacą producenci i importerzy, to w praktyce koszt może zostać przerzucony na nabywców sprzętu. A smartfon lub laptop są dziś narzędziami pracy, bankowości, edukacji, komunikacji z urzędami i załatwiania codziennych spraw. W takim ujęciu obciążenie powszechnej elektroniki wygląda mniej jak precyzyjna rekompensata, a bardziej jak koszt doliczany bez względu na realny sposób używania urządzenia.

Możdżonek już wcześniej ironizował na temat podobnego sposobu myślenia, proponując „opłatę sportowo-sentymentalną” od urządzeń, na których można obejrzeć mecze z jego udziałem. Dziś ten przykład wraca w dyskusji, choć sam spór jest poważniejszy niż polityczny żart. Dotyczy pytania, czy państwo powinno pobierać rekompensatę od samej możliwości użycia sprzętu w określony sposób.

W komentarzach na X, Facebooku i pod artykułami powtarzają się podobne wątki. „To nie podatek, tylko opłata” spotyka się z odpowiedzią, że dla klienta liczy się cena urządzenia. „Nie zapłaci konsument, tylko producent” zderza się z przekonaniem, że w realnym obrocie część kosztów i tak trafi do cen. Internauci pytają, dlaczego osoba kupująca telefon do pracy albo laptop do faktur, ZUS-u i pogody ma uczestniczyć w mechanizmie związanym z potencjalnym kopiowaniem kultury.

Osobnym źródłem nieufności jest pytanie, kto właściwie jest „twórcą”, który otrzyma pieniądze, i według jakiego klucza środki zostaną podzielone. W sieci pojawiają się skrótowe skojarzenia, np. pytanie, czy użytkownicy elektroniki „zrzucają się na Jasia Kapelę”. Nie jest to opis faktycznego mechanizmu, ale pokazuje problem komunikacyjny: część odbiorców nie rozumie, komu i za co ma rekompensować prywatne korzystanie z utworów.

W praktyce spór sprowadza się do zderzenia dwóch racji. Twórcy i resort kultury wskazują, że prawo do prywatnej kopii nie powinno oznaczać pominięcia interesu autorów, muzyków czy filmowców. Przeciwnicy podkreślają, że dzisiejsza elektronika jest tak powszechna i wielofunkcyjna, iż opłata od jej potencjalnego zastosowania może objąć także tych, którzy z kopiowaniem utworów mają niewiele wspólnego.

Czy rozszerzenie opłaty reprograficznej to potrzebne dostosowanie prawa autorskiego do XXI wieku, czy regulacja, która zbyt szeroko obejmuje codzienne życie obywateli?

Komentarze (1)

Dodaj swój komentarz

  • Anonius 2026-05-17 14:40:44 46.112.*.*
    Dokręcanie śruby rozpoczęte
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 0 0