Do sytuacji miało dojść w niedzielę (25 października) w trakcie jednego ze spotkań przygotowujących młodzież do bierzmowania w parafii Bogarodzicy Dziewicy Matki Kościoła w Olsztynie przy ul. Jarockiej.
Jak relacjonowali rodzice, proboszczowi parafii, ks. Tomasz Szałanda kierował w stronę uczestników spotkania niewybredne sformułowania. "Oberwało się" młodzieży, która nie przygotowuje się do sakramentu w należyty sposób oraz ich rodzinom. Te z kolei miały nie prowadzić kandydatów do bierzmowania w odpowiedni sposób. Miało to miejsce w obecności ok. 100 osób.
Ks. Szałanda miał wielokrotnie zwracać się do kandydatów, jak i ich rodziców bez szacunku. Sugerował, że są "niegodni" przystąpienia do sakramentu, są "bezbożnikami" oraz groził, że nie dopuści ich do bierzmowania. Tak zresztą uczynił w przypadku całego rocznika ze Stawigudy. Ks. Szałanda pełnił w tamtejszej parafii funkcję proboszcza ponad 20 lat. W tamtym przypadku bierzmowanie odwołano, a następnie przełożono jego termin.
Jak tłumaczył proboszcz olsztyńskiej "Wyborczej", jego decyzja wynikała po pierwsze z niewiedzy młodzieży, a po drugie... z braku potrzeby duchowej. Jego zdaniem, przystąpienie do bierzmowania nie powinno wynikać z presji otoczenia, a z autentycznej wiary.
Również podczas niedzielnego spotkania ks. Szałanda był zawiedziony brakiem zaangażowania kandydatów.
- Na nasze spotkanie dzieci miały przeczytać Ewangelię św. Marka i wypisać odręcznie na kartce najważniejsze zdarzenia z życia Jezusa – tłumaczył duchowny "Wyborczej".
Jak mówił, dwa tygodnie wcześniej jedynie 2 z 50 zebranych osób umiało odpowiedzieć na pytanie, co łączy Jezusa z krzyżem.
- Jedno dziecko wyjaśniło wtedy, "że umarł na krzyżu". Kiedy zapytałem, dlaczego umarł na krzyżu, usłyszałem, że "za to, że ludzie go nie lubili" – mówił proboszcz.
Pracę domową miało odrobić jedynie 15 z ok. 60 osób. Właśnie to miało go wyprowadzić z równowagi i sprowokować "kontrowersyjny wykład". Szczególne oburzenie wywołały jego dosadne słowa, że "uczestnicy spotkania mają Jezusa w d**ie".
- Nerwy mnie wtedy chwyciły, bo jestem cholerykiem – przyznał duchowny.
I dodał: - Powiedziałem, że to oznacza, że "mają wszystko - za przeproszeniem - w d*pie". To był wyraz mojej kompletnej bezradności. Jeszcze raz przepraszam, że użyłem takiego słownictwa.
Ks. Tomasz Szałanda uważa, że brak wiedzy religijnej młodzieży został wyniesiony z domu. Z kolei rodzice twierdzą, że takie zachowanie "nie przystoi" przedstawicielowi Kościoła, a wręcz zniechęca do całej instytucji.
W wyżej opisywanej sprawie, proboszcz miał się spotkań w mijającym tygodniu z biskupem pomocniczym.
Przeczytaj również:
860 tys. zł na remont schodów albo zamknięcie kościoła? Parafia z Jarot apeluje o wsparcie






Komentarze (1)
Napisz komentarz