Festiwal ruszył, przedsiębiorcy protestują
W piątek (14 sierpnia) w Olsztynie odbyła się konferencja prasowa z udziałem lokalnych przedsiębiorców, kilkorga mieszkańców oraz przedstawicieli kancelarii prawnej, która podjęła się reprezentowania interesów firm działających nad jeziorem Ukiel. Spotkanie poświęcono tegorocznej edycji Olsztyn Green Festivalu i ograniczeniom, z jakimi - zdaniem przedsiębiorców - muszą mierzyć się podczas wydarzenia.
Cezary Biedulski ze Skweru Kapitańska, a także współwłaściciel nieruchomości, w której mieści się lokal, podkreślał, że przedsiębiorcy nie kwestionują samego festiwalu ani jego atrakcyjności. Problemem ma być sposób organizacji wydarzenia i wpływ infrastruktury festiwalowej na funkcjonowanie punktów gastronomicznych, działających nad Ukielem.
- Istota festiwalu jest naprawdę zjawiskowa, super zorganizowany. Wątpliwości budzi fakt organizacji całych działań, towarzyszących powstaniu wydarzenia, które są często pomijane. Przez całą infrastrukturę festiwalu praktycznie przez cały sierpień (przyp. red. wg relacji uczestników konferencji pierwsze prace rozpoczęły się już w pierwszych dniach sierpnia) plaża jest przeznaczona na organizację tego wydarzenia. W tym czasie przedsiębiorcy mają ograniczoną możliwość działania co wiąże się ze stratami – mówił Biedulski.

Cezary Biedulski
Bezkompromisowy organizator? „My was wygrodzimy”
Przedsiębiorcy, w imieniu których głos zabierał biznesmen ze Skweru Kapitańska, twierdzą również, że w kontaktach dotyczących organizacji festiwalu są odsyłani przez miasto do organizatora, który narzucać ma „twarde zasady”.
- Pojawiają się nawet słowa „to my was wygrodzimy”. Urząd na to nie reaguje – wskazał Biedulski.
Biznesmen przekonywał też, że w tym roku jego firma nie została wcześniej poinformowana o włączeniu użytkowanego przez nią terenu do obszaru związanego z imprezą, zaznaczając, że nie wyrażał zgody na takowe działanie. Decyzja podyktowana była doświadczeniami z lat ubiegłych, kiedy to działalność lokalu w czasie festiwalu nie przyniosła zamierzonych zysków. W związku z sytuacją przedsiębiorca zawiadomił stosowne organy.
- Wydział kryzysowy odpowiedział nam tuż przed imprezą bardzo lapidarnie, że wyłączyli nasz teren z imprezy masowej, ale zagrodzili go. Nie widać reklam, wejścia są nieokreślone Musiałem przeskakiwać przez płot na własną posesję – wspomniał.
Największa kość niezgody – alkohol
Jednym z najważniejszych punktów sporu są zasady sprzedaży alkoholu. Magdalena Łokaj z Kapitańska Beach Club mówiła, że na początku lipca przedsiębiorcy wynajmujący lokale od OSiR-u otrzymali informację o możliwości sprzedaży podczas festiwalu wyłącznie napojów zawierających do 3,5 proc. alkoholu.
Nadmieńmy, że dla lokali działających nad Ukielem jest to istotne ograniczenie. Swego rodzaju „rekompensatą” za poniesione straty ma być obniżenie czynszu na 6 dni.

Magdalena Łokaj
Lokalne biznesy kontra festiwalowe zasady
Zdaniem uczestników konferencji problemem nie jest samo wprowadzenie zasad dotyczących alkoholu, lecz sposób ich zastosowania. Podczas spotkania wskazywano bowiem, iż lokalne firmy zostają ograniczone w działalności, podczas gdy ogólnopolscy wystawcy obecni na wydarzeniu mają mieć większe możliwości sprzedaży.
Przedsiębiorcy podkreślają, że prowadzą działalność sezonową i właśnie miesiące wakacyjne są dla nich kluczowym okresem. Trzy dni festiwalu, przy jednoczesnych ograniczeniach, mają oznaczać dla części z nich realne straty.
Warto dodać, iż koszt rozstawienia stanowiska na terenie festiwalu to ok. 6 tys. zł brutto z doliczeniem kosztów zużycia prądu.
Plaża pełna ludzi, ale nie wszyscy zarabiają
Łokaj zwracała uwagę, że sama obecność tysięcy uczestników festiwalu nie oznacza automatycznie wyższych przychodów dla lokali działających na co dzień przy plaży.
Według przedsiębiorczyni podczas porównywalnych warunków pogodowych obroty w "zwykły" weekend mogą być nawet dwukrotnie wyższe niż podczas festiwalowego. W tym roku chce to dokładnie sprawdzić, dlatego jej lokal pozostaje otwarty.
Zebrane dane mają pokazać, jaki rzeczywiście wpływ na działalność firmy mają ograniczenia wprowadzone podczas tegorocznego wydarzenia.
Nie wszystkie lokale zdecydowały się jednak na otwarcie. Jak informowano podczas konferencji, część najemców uznała, że przy obowiązujących zasadach i kosztach prowadzenie działalności w czasie festiwalu jest nieopłacalne.

Milion złotych na promocję festiwalu, a przedsiębiorcy liczą straty
Przedsiębiorcy mają również pretensje do władz Olsztyna o brak wystarczającego wsparcia.
- Ze wspólniczką próbowałyśmy rozmawiać z prezydentem, poszłyśmy po wsparcie, ale mam wrażenie, że jeśli chodzi o Green Festival, wszyscy nabierają wody w usta – relacjonowała Łokaj.
Warto dodać, że miasto od lat wydaje pokaźne sumy na promocję Olsztyna poprzez wydarzenie.
W latach 2024 i 2025 na ten cel przeznaczano po 500 tys. zł. Teraz zakontraktowano natomiast kolejne dwie edycje wydarzenia – na lata 2026-2027. Wartość zamówienia wynosi 813 008,13 zł netto, czyli około 1 mln zł brutto.
„ Kiedy przychodzi okres żniw, masz śmietankę oddać innym”
Przedsiębiorcy podkreślają, że skoro Olsztyn finansowo angażuje się w festiwal, oczekiwaliby jednocześnie większego uwzględnienia interesów firm, które przez cały sezon prowadzą działalność na miejskich terenach.
- Z ogromnym przerażeniem słucham relacji. Uważam, że przedsiębiorcy są bardzo stygmatyzowani. Kiedy przychodzi okres żniw, masz śmietankę oddać innym. Jestem tutaj, że w dość szerokim gronie moich znajomych ta sytuacja wzbudziła oburzenie, a także podejrzenia. Plaża miejska zawsze była dostępna dla mieszkańców – mówił były olsztyński przedsiębiorca, Piotr Czuryłło.

Piotr Czuryłło
Będzie pozew przeciwko miastu i organizatorowi?
W piątkowej konferencji uczestniczyli również przedstawiciele kancelarii Andros Gawryluk Parciak, która podjęła się ochrony praw przedsiębiorców.
Prawnicy zapowiadają działania nie tylko związane z obecną sytuacją, ale również zmierzające do wypracowania rozwiązań na przyszłość. W ich ocenie duże wydarzenie wspierane przez miasto nie powinno odbywać się kosztem lokalnych firm.
Jak zapowiedziała Magdalena Łokaj, rozważane jest skierowanie pozwu zarówno przeciwko miastu, jak i organizatorowi wydarzenia.

Adwokat Marek Gawryluk
Przedsiębiorcy chcą najpierw zebrać dokumentację dotyczącą wpływu ograniczeń na ich działalność. W tym celu część lokali pozostaje otwarta podczas festiwalu, a ich właściciele zamierzają porównywać wyniki z wcześniejszymi okresami.
Nie wykluczają protestu. Chcą jasnych zasad na przyszłość
Jak podkreślają, chodzi nie tylko o tegoroczne straty. Jednym z ich postulatów jest ustalenie jasnych zasad współpracy przy kolejnych edycjach wydarzenia.
Pojawiła się również propozycja przesunięcia Olsztyn Green Festivalu na pierwszy weekend września. Zdaniem przedsiębiorców pozwoliłoby to ograniczyć konflikt z najważniejszym dla nich okresem sezonu wakacyjnego.

Krzysztof Bykowski, współzarządzający Skwerem Kapitańska
Biznesmeni nie wykluczają również protestu. Podkreślają, że zależy im na rozwoju festiwalu, ale jednocześnie oczekują, że wydarzenie będzie wspierało lokalną gospodarkę, zamiast ograniczać możliwości firm działających na miejskich terenach.
Ratusz odmawia komentarza, czekamy na stanowisko organizatora
Ratusz przekazał naszej redakcji, że nie zamierza komentować sprawy. O stanowisko poprosiliśmy również organizatora - Grupę Agora. Czekamy na odpowiedź.
Czytaj również:
Komunikacja miejska podczas Olsztyn Green Festival. Autobusy tych linii pojadą częściej







Komentarze (1)
Napisz komentarz