Łatwiej o zaświadczenie, a co dalej?

Liczba dzieci ze stwierdzoną dysleksją może się zwiększyć. Dlaczego? Ministerstwo Edukacji Narodowej pracuje nad zmianami, które mają ułatwić otrzymanie zaświadczenia o dysleksji.

Co to oznacza? Dziecko z podejrzeniami dysleksji,  do badania w poradni podchodzić będzie tylko jeden raz, a zaświadczenie dostanie na całe życie. Warunkiem uzyskania świadectwa będzie konieczność zgłoszenia się do poradni przed ukończeniem szkoły podstawowej.

Jaki jest cel opracowywanych zmian? Ministerstwo Edukacji Narodowej chce ułatwić życie dzieciom, które przy obecnych zasadach musiały kilkakrotnie badać się w poradni w celu utrzymania oświadczenia o dysleksji czy dysgrafii. Zmiany mają  też zapobiegać zjawisku, które przerasta Resort Edukacji. Mowa tu o zgłaszaniu się do poradni leniwych, przebiegłych  maturzystów, którzy w otrzymaniu oświadczenia widzą szansę na mniej stresujący egzamin. Opinia potwierdzająca dysleksję rozwojową, uprawnia do zdawania egzaminu maturalnego w warunkach i formie dostosowanych do indywidualnych potrzeb. Maturzyści mający ''stwierdzoną'' dysleksję  mogą mieć m.in. wydłużony czas zdawania egzaminu.

Planowane zmiany budzą też pewne wątpliwości. Po pierwsze,  jeśli zaniedbane przez rodziców czy nauczycieli dziecko, mimo dysleksji, nie zostanie skierowane do poradni przed ukończeniem szkoły podstawowej to nie będzie miało szansy na otrzymanie oświadczenia w przyszłości. Takie osoby w dalszych etapach swojej edukacji będą ''daleko w tyle'' za rówieśnikami. Nikt przecież nie może zagwarantować, że nie będą zdarzać się przypadki zaniedbań, a każde dziecko potrzebujące badań w kierunku dysleksji rozwojowej zostanie zauważone.

Jedna wizyta w poradni może przyczynić się także do wystawiania oświadczeń tym dzieciom, które w rzeczywistości nie powinny ich mieć, ponieważ  nie mają dysleksji a luki w edukacji - skutek zaniedbania przez nauczycieli czy opiekunów. Brak kolejnych wizyt  u specjalisty uniemożliwi weryfikację wystawionego oświadczenia.

Ułatwienia w otrzymaniu oświadczenia o dysleksji pomogą przy egzaminach, ale nie pomogą młodzieży w nauce czy w późniejszym  konkurowaniu na rynku pracy. Zmiany powinny więc dotyczyć zwiększenia efektywności pracy z dziećmi dotkniętymi dysleksją czy innymi problemami rozwojowymi. Tylko systematyczna praca i ćwiczenia mogą rzeczywiście pomóc. Wypisanie oświadczenia to jedynie pierwszy etap, ale co dalej?

Źródło: Własne

Komentarze (4)

Dodaj swój komentarz

  • Obserwator 2010-02-01 21:33:45 83.30.*.*
    Dzisiaj 50% dzieci ma zwolnienie lekarskie z wuefu. Albo lekarze biorą w łapę albo mamy społeczeństwo kalek i niedorozwiniętych. Kto będzie pracował za 15 lat skoro sami inwalidzi się rodzą?
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść
  • i tak i nie 2010-02-01 20:37:41 83.9.*.*
    Oburzony wyraźnie trzeba oddzielić człowieka z prawdziwa dysleksją/dysortografią od kogoś kto jest za leniwy by się czegoś nauczyć.. I prawda jest taka że prawdziwa dysleksja to rzeczywiscie problemowe zaburzenie i czasami nawet nauka mało daje bo dzieciak nie potrafi tego zapamietać... ale jeśli chodzi o przypadki takie jak piszesz: mamusi się nie chce przysiasc z dzieckiem , ono woli pograc w pilke niz poczytac ksiazke to masz racje... A co do artykulu: nigdy w zyciu jednorazowe badanie! jeszcze chyba nei am lekarza geniusza ktory stwierdzi cos na pewniaka na pierwszej wizycie;/ pownno sie przeprowadzic dokladne badania i sprawdzic czy wada wynika z lenistwa czy z zreczywistego problemu i wtedy podjac decyzje. To co teraz sie dzieje jest chore, kazdy moze byc dys...
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść
  • Oburzony 2010-02-01 17:12:09 83.30.*.*
    Paranoja. Rozwydrzone bachory niedługo wejdą nam na głowę. Kiedyś rozwydrzony gnój był rozwydrzonym gnojem ,a dzisiaj jest dzieckiem z ADHD. Kiedyś matoł był matołem, a dzisiaj ma dysleksję, dysgrafię, i grom wie co jeszcze. Niedługo byle gówniarz będzie mógł nas pobić na ulicy i nic nie będzie mu można zrobić, bo pokaże jakiś świstek od lekarza. Rodzicom nie chce się posiedzieć z dzieckiem i wbić mu do głowy ortografię, więc idą do lekarza i załatwiają papierek. Nie myślą jednak o konsekwencjach, bo przecież taki dyslektyk nie będzie mógł mieć prawa jazdy (przynajmniej nie powinien), nie będzie mógł mieć wyższego wykształcenia, bo niby jak napisze pracę magisterską czy doktorat? Zresztą ja bym takiego matoła z jakikolwiek dys... do pracy nie przyjął. Niech zamiata ulice.
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść
  • hmmm 2010-02-01 12:36:57 83.20.*.*
    Cóż i dobrze i źle... Dzieci w szkołach teraz nie piszą, tylko wstawiają literki w luki. Nie ma już tak wielkiego znaczenia to czy piszą do kolegi na gg z błędami, czy nie... Inna kultura, wiele ułatwień. A może posunąć się dalej i dokonać wreszcie reformy w naszej ortografii? Gdy będzie jedno "Ż", jedno "u" i jedno "h" to nie będzie potrzeby wydawania świadectw dysortografii.
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść