Nadzieją … podwyżki w Kaliningradzie. Rosyjski (finansowy) dramat i polski (handlowy) kłopot

W Kaliningradzie panika. Cena euro i dolara idą ostro w górę. Część banków sprzedaje już walutę nawet po 120 rubli za euro i więcej niż 100 rubli za dolara. Dla przypomnienia, rok temu, dolar w Rosji kosztował około 32 rubli, a euro niewiele ponad 40. Taki rozwój wypadków niepokoi także handlowców Olsztyna, Braniewa, Bartoszyc.

Nagły obwał rubla rozpoczął się jeszcze w poniedziałek, 15 grudnia. W nocy na wtorek rosyjska komisja nadzoru finansowego podjęła więc desperacką decyzję o podniesieniu stóp procentowych z 10.5 do 17%. W normalnie funkcjonujących gospodarkach zmiana stóp nawet o jeden procent jest już dużą sensacją. Ta podwyżka oprocentowania miała uratować rubla, wykazując sensowność lokowania oszczędności w rodzimej walucie. Rosjanie nie przejęli się jednak tym gestem władz finansowych, tylko rano, we wtorek 16 grudnia, rozpoczęli szturm na banki i kantory. To doprowadziło do dramatycznej zmiany kursu walut. Dolar, który jeszcze w poniedziałek, kosztował, w kaliningradzkich kantorach, nie więcej jak 60 rubli, nagle zdrożał do 80 i potem stu. Euro w ten sposób doszło do 120 rubli. Podobne historie miały miejsce także w całej pozostałej części Rosji. Gdy brakowało euro czy dolarów kaliningradczycy, chętnie kupowali złotówki (nawet za 28 rubli) czy litewskie lity (ponad 34 ruble). Rok temu złotówka w Kaliningradzie kosztowała… 9 złotych.

W odpowiedzi na dramatyczny spadek kursu rubla w Moskwie zaczęły się, niewielkie demonstracje osób, które brały kredyty denominowane w walutach obcych. Mała pikieta (w tej sprawie) była też wczoraj zauważona pod siedzibą jednego z banków w Kaliningradzie.

Redaktor naczelny kaliningradzkiej gazety „39 region”, Borys Obrazcow, powiedział nam, że działania władz już coraz bardziej niepokoją Rosjan.

- Podwyższenie stopy procentowej może zastopować (w pewnej perspektywie) nagły wzrost kursu dewizowego.  To jednak śmierć dla drobnego biznesu. Bo 17% kredytu refinansowego oznacza nie mniej jak 25% w banku. Kto będzie w takich warunkach rozwijał tak propagowane przez władze, rosyjskie rolnictwo. Do tej pory do pracy w Rosji przyjeżdżali Tadżycy czy Uzbecy. Możemy jednak doczekać czasów, że to my będziemy jeździć masowo do pracy, choćby w Polsce.

Panikę na rosyjskim rynku walutowym wzmagały plotki, że za wymianę giełdową, bez mała biliona rubli (kilkadziesiąt miliardów euro) wziął się także wielki rosyjski koncern, „Rosneft”. Taka transakcja musiałaby wpłynąć zdecydowanie na cenę waluty. Stanowczo temu w telewizji zaprzeczał jednak prezes firmy, Igor Seczin. Nikt mu jednak nie wierzył. Panika więc (także w Kaliningradzie) trwała w najlepsze. Dopiero we wtorkowy wieczór gorączka wymiany walut opadła. Nieco zniżyła się także cena dewiz – euro potaniało do około 100 rubli, dolar do nieco ponad osiemdziesięciu, a złotówka zeszła do honorowego poziomu 22 -25 rubli.

Gdyby taka tendencja się utrzymała to niewątpliwie stracić na tym mogą właściciele wielu sklepów w Braniewie, Bartoszycach czy Olsztynie. Tu bowiem zakupy bardzo często czynili, do tej pory, mieszkańcy Obwodu Kaliningradzkiego. Wedle informacji uzyskanych u rzecznik prasowej, Warmińsko Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej, Justyny Szubstarskiej, już obecnie daje się odczuć zmniejszenie napływu Rosjan do Polski.

- Dzieje się to bardzo stopniowo, ale widać już tendencję. Malejącą! Spodziewamy się co prawda pewnego wzrostu przekroczeń granicy na przełomie roku 2014/2015, ale to będzie pewnie tylko chwilowe. Wtedy ci kaliningradczycy, których na to jeszcze będzie stać, wyjadą na zimowe ferie, do Polski – mówi J. Szubstarska

Te obawy podzielają także handlowcy  z przygranicznych miast. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, w marketach Braniewa i Bartoszyc zmniejszane są obsady osobowe na poszczególnych zmianach. To skutek zmniejszonego napływu klientów zza granicy. Ceny wielu towarów spożywczych w polskich sklepach niebezpiecznie zbliżyły się (na skutek zmiany kursu rubla) do poziomu rosyjskiego.

- Obecnie jeszcze mamy tańszą żywność czy chemię. Ale różnica jest już niewielka. Rosjanom ciągle się opłaca robić zakupy w sklepach z elektroniką, bo przecież stamtąd zawsze biorą czeki tax free, pozwalające na zwrot VAT. Co jednak będzie gdy kurs rubla się jeszcze bardziej załamie – pyta, z nieskrywaną obawą, kierowniczka dużego marketu w Braniewie.

Taniejący rubel to jednak znów tańsza benzyna w Rosji. Korzystają z tego liczne „mrówki” przewożące stamtąd paliwo.

- Benzyna w przygranicznym Mamonowie kosztuje około 35 rubli. To obecnie już tylko 1.5 złotego – mówi „pracujący”: w benzynowym biznesie Roman K. z Bartoszyc.

Nadzieją dla polskich handlowców są jednak …podwyżki. Handlowcy w Kaliningradzie zapowiadają znaczące zmiany cen, już od stycznia. Podwyżki mają się zaczynać od co najmniej 15%. Ale pewnie to będzie dopiero początek.

Czy więc znów zapełnią się Rosjanami przygraniczne markety? Poczekamy, zobaczymy. W każdym razie, o szalejącej w Rosji inflacji, mówią też jeżdżący tam po benzynę:

- Do tej pory celnicy rosyjscy zdzierali z nas po 100 -200 rubli takiej, „dodatkowej opłaty”. Teraz jeśli nie damy 400 to każą stać. Każdy woli więc dać „wyższą taryfę” i jechać…- przedstawia swoje bogate, graniczne, doświadczenia, bartoszyczanin, Roman K.

(kzs)

Źródło: Własne

Komentarze (4)

Dodaj swój komentarz

  • korek1 2014-12-17 21:39:09 46.204.*.*
    Nie żal mi ruskich sami sobie są winni lecz nadal ślepo wierzą w Putina.
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść
  • sadasd 2014-12-17 08:55:31 46.186.*.*
    "Rok temu złotówka w Kaliningradzie kosztowała… 9 złotych." To ile wreszcie?
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść
  • kru 2014-12-16 22:29:33 83.6.*.*
    Taka tam ciekawostka: dziś w Kaliningradzie był otwarty tylko... 1 sklep z elektroniką. Wszystkie inne w tym segmencie zamknięte na cztery spusty. Kilka następnych z innych branż - również, a to ze względu na szybką potrzebę zmian cen na wyższe. A z drugiej strony co nie miara polskich ciężarówek, które tylko czekały na tankowanie gazu.
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść