Z Robertem Jurgą o ''jego'' Stomilu, o kulisach odejścia i... wykwintnej kolacji

Z Robertem Jurgą o ''jego'' Stomilu, o kulisach odejścia i... wykwintnej kolacji
Fot. Łukasz Kozłowski / Olsztyn.com.pl

Robert Jurga przez pięć miesięcy, od lipca ubiegłego roku do listopada był prezesem Stomilu Olsztyn. Wyprowadzał klub na prostą, po jego przejęciu przez nowego właściciela, Michała Brańskiego. W listopadzie ubiegłego roku nagle został odwołany z funkcji, choć nie minął jeszcze sześciomiesięczny okres, na jaki został zatrudniony. Czy miały na to wpływ sprawy innej natury ciągnące się za prezesem? Procesy sądowe, oskarżenia o wyłudzenia…

Zapytaliśmy więc wręcz samego zainteresowanego:

Zgłosili się do nas przedsiębiorcy, którzy niezbyt pochlebnie się wypowiadali o panu... Twierdzą, że jest pan im winien duże pieniądze jeszcze z poprzednich działalności. Czy właściciel klubu nie brał tych sytuacji pod uwagę postanawiając rozwiązać współpracę z panem?

- Mogę potwierdzić, że z jednym z olsztyńskich przedsiębiorców sądzę się o duże pieniądze. Sprawa ta jednak ciągle nie jest zakończona. Czy miała wpływ na decyzję właściciela klubu? Nie wiem. On mi w każdym razie o tym nie mówił. Zaś wobec swojego przeciwnika procesowego złożyłem, wraz z byłą żoną, doniesienie do prokuratury, gdyż uważamy, że zostaliśmy oszukani. I to nie ja mam obecnie zabrany (decyzją prokuratora) paszport tylko ten pan właśnie. A wracając do Stomilu to życzę temu klubowi awansu pierwszej drużyny do ekstraklasy. I chyba nie jest to wykluczone nawet w tym sezonie.

Został pan odwołany z funkcji, ale wiele osób dobrze pana wspomina w samym klubie…

- Prezesa z powołania można odwołać z dnia na dzień. Nie ma tu żadnego okresu wypowiedzenia. Oczywiście działa to w obydwie strony. To znaczy także i ja mógłbym w tym trybie zakończyć współpracę z klubem. Tak się umówiliśmy z Michałem Brańskim - większościowym akcjonariuszem w klubie. Nie umawialiśmy się także na żaden konkretny okres sprawowania przeze mnie funkcji.

Obecne władze Stomilu piszą jednak w korespondencji do nas o sześciomiesięcznym okresie próbnym. Dajmy jednak temu spokój. Jak to się stało, że akurat panu Michał Brański zaproponował pełnienie funkcji prezesa w klubie. Czy wcześniej się znaliście?

- Poznaliśmy się kilka miesięcy wcześniej, na gali MMA w Ostródzie. Porozmawialiśmy i widać spodobała mu się moja wizja działania w sporcie. Ponadto zaprotegował mnie Arkadiusz Regiec, znany w środowiskach sportowych inwestor, założyciel i prezes platformy społecznościowego finansowania udziałowego „Beesfund”. Michał Brański wtedy był na etapie szukania „swojego” prezesa w klubie. Początkowo miałem zostać wiceprezesem. Wtedy jednak zrezygnował ze swojej funkcji prezes Maciej Radkiewicz.

Jaki plan miał pan, wchodząc do zarządu klubu?

- Podstawowy cel został nakreślony – wejście pierwszej drużyny do ekstraklasy. Realizacja tego zamierzenia miałaby trwać nie dłużej jak trzy lata. Oczywiście było to poparte dofinansowaniem drużyny, jak i całego klubu, przez nowego właściciela większościowego. Moim zadaniem było między innymi współuczestniczyć w kolejnych transferach piłkarzy. Ponadto musiałem kompletować kadrę zarządzającą. Bo kilka najważniejszych osób (także z obsługi finansowej klubu) odeszło w międzyczasie. Wcale im się nie dziwię. Warunki pracy w klubie wtedy były tragiczne. Biuro to była jedna, duża, niedogrzana (zimą temperatura w tym „biurze”, bywało spadała do 7 stopni) sala, gdzie siedzieli wszyscy. To urągało nie tylko BHP, ale i pewnym zasadom – poufności działań poszczególnych pionów zarządzających. Trzeba było to natychmiast zmieniać. Ponadto trzeba było tworzyć budżet, spotykać się z potencjalnymi sponsorami… Potem trzeba było się brać za gruntowny remont szatni, ustanawianie wymaganego warunkami licencyjnymi pakietu medycznego, połączonego z koniecznością zatrudnienia fizjoterapeuty, masażysty, lekarza sportowego. Niezbędne było też rozbudowanie pionu szkoleniowego, zatrudnienie kolejnych trenerów. I ja to robiłem.

A czy nie należało zatrudnić nowych ochroniarzy. Tak by nie dochodziło do kompromitujących sytuacji, gdy kibole podczas przerwy w meczu wszczynają burdę, bo jeden z kibiców założył, wedle nich, zbyt kolorową kurtkę?

- Pewne rzeczy rzeczywiście nie powinny się wydarzyć. Ale one się dzieją także w innych klubach… Na pewnym z wyjazdowych meczów zostaliśmy potraktowani jak intruzi. Działacze, żona piłkarza z małym dzieckiem… dobrze, że drużynę wpuścili na mecz. Dopiero interwencja delegata z PZPN załagodziła całą sytuację. A u nas jeden z trenerów, który uczestniczył w przykrym incydencie, został ukarany.

Tłumaczenie, że gdzie indziej nie jest lepiej to słaby argument. Jeden z kiboli rzucił się na, bogu ducha winną, osobę tylko dlatego, że ta miała kolorową kurtkę. Na dodatek ochroniarze wyprowadzili ze stadionu wcale nie napastnika lecz tego zaatakowanego.

- Mieliśmy obawy przed reakcją tłumu, który akurat stał po stronie napastnika. Dlatego taki, a nie inny krok.

Mogę to zrozumieć, ale dlaczego wobec tegoż napastnika nie zostały wyciągnięte konsekwencje już po meczu. Klubowy zakaz stadionowy mógłby tu być wystarczającą reakcją. Czy opis całej sprawy trafił na policję w postaci opisu zdarzenia z sugerowanymi wnioskami?

- Klub nie musi występować z takimi wnioskami… O zakaz stadionowy także nie występowaliśmy, ani sami go nie nakładaliśmy. Sprawami bezpieczeństwa na stadionie zajmuje się Michał Czerkawski. Nie uważałem się upoważniony do wchodzenia w jego kompetencje. Tym bardziej, że miałem w tym czasie wiele innej roboty. Ot choćby uregulowanie wszelkich zaległości. Z każdym wierzycielem starałem się spotkać, ustalić harmonogram spłat, wystąpić o jakieś prolongaty, prosić o odstąpienie od odsetek. Część dokumentów, które świadczyły o naszych zaległościach w ogóle gdzieś zaginęła. Trzeba było je odtwarzać. Dzięki tym działaniom około 90 tysięcy złotych udało się zaoszczędzić. Wierzycieli bowiem darowali nam dużą część odsetek. Każdego spłaconego wierzyciela osobiście przepraszałem, w imieniu klubu. Ponadto w związku z tym, że dostaliśmy pieniądze od sponsorów, to wydałem zarządzenie, iż wszelkie bieżące należności regulujemy dzień przed wykazaną na fakturze datą. Takie kroki były niezbędne, bo organizatorzy naszych obozów sportowych, gdy przeczytali słowo „Stomil” w zamówieniu, to chcieli 100% przedpłaty. Tymi metodami, mam wrażenie, udało się przywrócić klubowi image wypłacalnej firmy.

Czy pod hasłem sponsorzy rozumie pan tylko Michała Brańskiego oraz Urząd Miasta w Olsztynie?

- To także olsztyńska „Przemysłówka”, salony BMW pana Zdunka. W rozmowach ze sponsorami bardzo mi pomagał Irek Sobieski, którego firma DBK, również stała się sponsorem drużyny. Tym sposobem dzięki umowom, podpisywanym jeszcze przeze mnie, zespół tej zimy miał dwa obozy przygotowawcze.

Wiele kontrowersji wzbudziło zatrudnienie Darii Wołąziewicz, która została rzecznik prasową. Jak to się stało, że akurat ją pan zatrudnił? Do tej pory ta pani nie miała praktycznie większego doświadczenia w pracy dla mediów, a z wielu stron słyszy się, że zaważyły tutaj kwestie towarzyskie jednego z obecnych pracowników klubu...

- Pani Daria miała spinać medialnie pracę całego klubu. Została mi zarekomendowana przez znaną mi osobę, pracownika klubu. Przypominam, że ja też zostałem przez kogoś zarekomendowany. Czyli nie widzę niczego złego w samym fakcie rekomendacji. Była zatrudniona przeze mnie na okres próbny. A po tym okresie mnie już w klubie nie było. Jeśli więc teraz nadal pracuje w klubie, to o jej formę zatrudnienia proszę pytać obecnego prezesa.

Co się panu w działaniu na rzecz Stomilu nie udało. Choćby ilu zawodników w związku ze zwłokami w wypłatach kontraktowych złożyło wniosek o rozwiązanie umów.

- Niewątpliwie najważniejsze był tu fakt, iż sportowo okazaliśmy się zbyt słabi na zajęcie po jesieni któregoś z czołowych miejsc w ligowej tabelce. Ponadto w początkach mojego zarządzania klubem przyszli do mnie piłkarze z rady drużyny, ze spisem zaległych premii. Wiele z nich było tylko obiecanych, a nie ujętych w postaci jakichś dokumentów, zobowiązań. W sumie zebrało się tego około 50 tysięcy złotych. Piłkarze zagrozili wtedy gremialnym podpisywaniem wniosków o rozwiązanie kontraktów z winy klubu. Złożyłem więc zespołowi kontrofertę – ustalenie i spisanie systemu premiowania oraz rezygnację z premii nie ujętych w ramach dokumentu. Bo do tamtej pory takowego nie było. Zespół z trudem, ale się na takie rozwiązanie zgodził. Powstał wtedy system, który zadowolił tak całą drużynę, jak i zatwierdzający dokument PZPN. Gdy jednak powstał ten nowy regulamin to trzeba było zmieniać wiele, sprzecznych z nowymi zasadami, kontraktów indywidualnych. Za sukces mojego działania uważam też remonty pomieszczeń klubowych oraz szatni. Zdecydowanie natomiast szersza miała być strefa „gastro” wokół stadionu. Nie udało się też doprowadzić do szczęśliwego zakończenia wielu rozmów sponsorskich. Negocjacje te są jednak kontynuowane. Myślę, że ktoś tam wspomni, że jakiś sponsor rozpoczynał rozmowy z klubem za mojej kadencji. Nie udało się też stworzyć, w którejś z galerii, sklepu klubowego. Mieliśmy próby z otwarciem takiego stoiska na stadionie. Okazało się jednak, że kibiców kupujących pamiątki klubowe jest po prostu zbyt mało, żeby taką placówkę utrzymać.

W jakim, Pana zdaniem, obecnie kierunku Stomil może się rozwijać. Czy to model Górnika Zabrze z olbrzymim wsparciem miasta czy też model Wisły Kraków gdzie wsparcia miasta prawie nie ma.

- Wsparcie miasta jest zapisane w umowach spółki. Trzeba jednak pamiętać, że Stomil to obecnie w 84% klub prywatny. Przy czym wsparcie magistratu to przede wszystkim utrzymanie i rozbudowa obiektów klubowych, które formalnie i tak należą do miasta. Bezpośrednie dofinansowywanie działalności klubu przez miasto zakończy się w roku 2022. Mam jednak nadzieję, że miasto nie odwróci się od możliwości promowania Olsztyna poprzez drużynę piłkarską. To są stosowane, nie tylko w Polsce, modele. Ponadto nadal liczymy (ciągle czuję się emocjonalnie związany z klubem) na współ sponsorowanie działalności Stomilu przez spółki miejskie. By to stało się łatwiejsze należy wreszcie połączyć szkółkę piłkarską z klubem. A kilku piłkarzy pierwszego zespołu wręcz marzy o robocie szkoleniowej z młodymi futbolistami z Akademii. Tak by był to jeden organizm, by wszyscy grający, od trampkarza do seniora występowali w identycznych kostiumach. Ponadto marzyły mi się sekcje futbolowe kobiet oraz e-sportu. Wtedy idzie się do potencjalnego sponsora z informacją, że koszulki z jego logo wdzieje nie 25 piłkarzy pierwszego zespołu, ale 500 osób z poszczególnych drużyn.

Przekonać biznes lokalny do wspierania klubu może również typowe działanie, jak otwarta przeze mnie meczowa „loża biznesu” gdzie przedstawiciele lokalnego biznesu spotykaliby się w swoim gronie. Z tego co wiem, Michał Brański planuje też niebawem szeroki wykup akcji przez kibiców, bo bez nich nie będzie olsztyńskiej piłki na poziomie centralnym. To pomoże dokapitalizować klub. Tu wracamy do zaangażowania miasta w budowę obiektów sportowych. Klubu nie stać na samodzielne budowanie nowoczesnego stadionu. A takie BMW nie chciało się u nas reklamować, bo w centrali firmy uznali, że nie mogą promować swojego towaru na „stadionie klasy C”. Musieliśmy więc przekonać zawodników do wykorzystania ich wizerunku do reklamy samochodów. Nasze barwy są biało-niebieskie. Takie same jak BMW. A więc mogliśmy z czystym sumieniem zaproponować koncernowi film reklamujący ich samochody przy udziale naszych zawodników.

Przy okazji, czy to prawda, że utrudnił kontakty z tym sponsorem fakt, iż miał pan rozbić samochód służbowy, właśnie tej marki…

- Rozbiłem ładnych kilka samochodów. Ani razu jednak nie zdarzyło się by był to egzemplarz BMW. To typowa plotka, którą chciałbym na tych łamach jednoznacznie zdementować. Oczywiście pan Zdunek wypożyczał nam w celach promocyjnych swoje samochody. Jeździli nimi tak pracownicy klubu, jak i piłkarze. Ponadto kilku zawodników, korzystając ze znacznych upustów, kupiło sobie różne modele akurat tej marki.

Przedstawił nam tu pan wiele swoich pomysłów na funkcjonowanie klubu. Dlaczego więc nie pozwolono ich panu realizować. Dlaczego został pan odwołany ze stanowiska prezesa?

- Po gali Warmińsko Mazurskiego Związku Piłki Nożnej spotkałem się z Michałem Brańskim. Powiedziałem właścicielowi, że jestem wykończony pracą w klubie. Poprosiłem o wsparcie. Brański jednak stwierdził, że ma co prawda człowieka z nazwiskiem, ale on chciałby się zajmować wszystkim i za wszystko odpowiadać jednoosobowo. To był znany mi już wcześniej Wojtek Kowalewski. No więc zrozumiałem, że albo utrzymam stan dotychczasowy, albo złożę dymisję. A ja ciągle jeszcze nie otrząsnąłem się z kłopotów osobistych. Ponadto zmarł mój wieloletni partner biznesowy. Zjedliśmy więc z Michałem Brańskim wykwintną kolację i ja podałem się do dymisji.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Krzysztof Szczepanik, Łukasz Kozłowski

Komentarze (9)

Dodaj swój komentarz

  • aas 2020-02-17 20:09:23 81.190.*.*
    Mógł zostać i szukać sponsorów bo wątpie żeby Kowalewski jakiegos do klubu sprowadził on bardziej zajmował sie bedzie pilkarzami !!! Kowalewski tez powinien postawic mocniej na akademie!! ale z krolikowskim to strzal w kolano!!
    Odpowiedz Oceń: 2 1 Zgłoś treść
  • Stomilowcy 2020-02-17 19:17:58 46.169.*.*
    Kogo on nie oszukał? Może jakieś stowarzyszenie Oszukanych i Pokrzywdzonych przez Roberta J.? Co Wy na to? Ktoś, coś?
    Odpowiedz Oceń: 4 2 Zgłoś treść
  • Regular Type 2020-02-17 13:32:51 31.60.*.*
    Zero rzeczowych czy konstruktywnych komentarzy. Poziom moderatora w tym zakresie woła o pomstę! Nie pozostaje nic innego jak stwierdzić za Roguckim: po co czytać komentarze sfrustrowanych miernot, niech się durnie trują jadem, oszczędź sobie złego.
    Odpowiedz Oceń: 1 3 Zgłoś treść
  • Pablo Escobar 2020-02-17 12:54:37 46.169.*.*
    oooo jest i Biały Nos. Kiedy jakaś ścieżka mordeczko?
    Odpowiedz Oceń: 4 1 Zgłoś treść
  • R.O. 2020-02-17 12:17:32 83.6.*.*
    Kto to jest?
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść
  • Olsztynianin z Dorotowa 2020-02-17 11:36:25 31.0.*.*
    A kogóż to oszukał Pan Jurga?
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść
  • Arka Gdynia 2020-02-16 18:02:58 37.248.*.*
    Wróć do Gdyni. Tu cię wszyscy szukają. Ucieszą się jak pokażesz swoją gębę. Ile już ludzi wywaliłeś tam gdzie jesteś?
    Odpowiedz Oceń: 13 1 Zgłoś treść