Między strachem a bezsilnością
Do redakcji portalu Olsztyn.com.pl zgłosiła się 47-letnia mieszkanka Jezioran, Anna Ignatowicz. Kobieta od lat żyje pod jednym dachem z uzależnionym od alkoholu bratem oraz matką, która ignoruje dany problem. 47-latka twierdzi także, że odpowiednio do sytuacji nie reagują również służby...
Od młodzieńczych imprez do uzależnienia
Brat pani Anny od kiedy stał się pełnoletni, zaczął nadmiernie spożywać alkohol. Problem trwa od ponad 23 lat.
- Jak miał 18 lat, to mogłam to jeszcze podpiąć pod jakąś młodzieńczość – towarzystwo, imprezy, wychodzenie z domu. Tylko w jego przypadku od początku było tak, że nie potrafił skończyć szybko. Zawsze kontynuował ciągi w domu. Nigdy na drugi dzień nie trzeźwiał, tylko pił dalej – relacjonuje kobieta.
Mężczyzna nigdy nie założył rodziny, prawie każdy dzień spędzając w domu. Jak tłumaczy pani Anna, z biegiem czasu koledzy brata „rozpoczęli dorosłe życie”, a on wówczas nauczył się pić w domu.
Jak poinformowała kobieta, w wieku 18 lat jej brat miał próbę samobójczą, której powodem było zerwanie z dziewczyną.
- Zostawiła go przez alkohol. Skończyło się patrolem policji, który zgarnął go z tego mostu. Brat trafił na obserwację psychiatryczną, z której wypisał się drugiego dnia. Od tamtej pory nie miał już żadnej relacji partnerskiej, za to wtrącał się w moje – wspomina.
Utrata pracy czy zwolnienie?
42-latek do ubiegłego roku pracował w jednym z barczewskich tartaków. Pod koniec czerwca mężczyzna miał jednak doznać kontuzji nadgarstka, spadając z rusztowania w trakcie zmiany.
- Od tamtej pory jest cały czas w domu. Czy przebywa na zwolnieniu, czy nie, tego do końca nie wiem. Zostałam poinformowana, że zwolnił się z pracy, aczkolwiek mama mówi mi, że on jest cały czas na zwolnieniu – wskazuje kobieta.
Przerwanie pracy stanowić miało eskalację problemu.
- Jego pijaństwo wymknęło się całkowicie spod kontroli. Jeden wielki ciąg alkoholowy, z krótkimi przerwami – informuje kobieta.
Toksyczne wzorce z domu rodzinnego
Nasza rozmówczyni podkreśla, że w jej domu rodzinnym wcześniej nie było problemu uzależnienia. Zwraca jednak uwagę na brak stanowczych reakcji rodziców wobec picia alkoholu przez brata. Ojciec, który zmarł w ubiegłym roku po ciężkiej chorobie, ograniczał się do próśb, by syn nie pił w domu - bez skutku.
- Pił dalej. Tyle, że tata sobie porozmawiał. Mama się w ogóle nie odzywała. Brat nigdy nie usłyszał takich słów jak: „Nie będzie pijaństwa w tym domu, bo powodujesz konflikty i proszę się wyprowadzić” - wyjaśnia 47-latka.
Kłopot stanowi także zachowanie 42-latka pod wpływem alkoholu wobec siostry. Pani Anna podkreśla, że rolę w tej sferze odegrały również wątpliwe wzorce.
- Został wychowany bez szacunku do kobiet. Tata nie szanował ani mamy, ani mnie, a mój brat te wzorce przyswajał. Zawsze byłam dla niego kimś gorszym. Wydaje mi się, że szacunek ma jedynie do mamy. Nigdy od niej nie odszedł. Mama daje mu przyzwolenie, żeby traktować mnie w ten sposób i ze wszystkim mu pomaga. Tata stosował wobec mamy przemoc ekonomiczną, a wobec nas fizyczną. Nikt nas praktycznie nie wychowywał. To był dom dysfunkcyjny – twierdzi kobieta i dodaje - Rodzice nas ubierali, karmili, ale nie mieliśmy z ich strony czułości. Terapeuta mi powiedział, że od dziecka byłam małą dorosłą.
„Dorastałam przy ciągłym dokuczaniu młodszego braciszka”
Jezioranianka wspomina, że od małego, jako starsze, świadome dziecko, obserwowała zachowania rodziców, kiedy jej brat przyszedł na świat.
- Nie wiem, czy to wynikało z zazdrości o mnie, ale dorastałam przy ciągłym dokuczaniu młodszego braciszka, który aż niezdrowo się mną interesował. Do dziś tak jest. On żyje moim życiem. Na trzeźwo nie powie mi niczego, a wszystkie żale wyrzuci dopiero pod wpływem pijackiej furii – oświadcza, zwracając uwagę, że przed podzieleniem losu brata uratowała ją świadomość, wrażliwość i intuicja.
Podłoże nadmiernego zainteresowania
Problem „chorobliwego zainteresowania” eskalować miał, kiedy nasza rozmówczyni zbliżała się do osiągnięcia pełnoletności.
- Stałam się całkowitym źródłem jego zainteresowania. Robił się wtedy coraz gorszy. Ja miałam wtedy też swoisty rodzaj buntu. Uciekałam z domu, chodziłam na imprezy, a w wieku 18 lat zaszłam w ciążę i założyłam rodzinę. Wtedy wyprowadziłam się z domu, miałam spokój, ale małżeństwo nie przetrwało, więc wróciłam do domu – mówi.
Ryzyko ograniczenia praw rodzicielskich
Awantury, które pod wpływem alkoholu wszczynał 42-latek, przełożyły się także na sytuację rodzinną naszej rozmówczyni. Zaistniało bowiem ryzyko ograniczenia jej praw rodzicielskich.
- Po jednej z interwencji policji funkcjonariusze skierowali wobec mnie wniosek o ograniczenie praw rodzicielskich. W tamtym czasie brat jeszcze pracował, więc z reguły pił tylko w weekendy. Wtedy mój syn przebywał u ojca, więc na szczęście nie tkwił w tej sytuacji. Ale policja oczywiście wiedziała, że mam dziecko. Ja ich wzywałam, żeby jakoś zareagowali, a oni złożyli taki wniosek do sądu... Przyszły do nas wtedy kuratorki na wywiad. Potem odbyła się rozprawa. Sąd mnie wysłuchał i stwierdził brak podstaw – wspomina z żalem.
Walka o zdrowie i działalność charytatywna
Warto dodać, że pani Anna od 18. roku życia przebywa na rencie. Obecnie angażuje się w pomoc bezdomnym kotom - co, jak podkreśla, bywa przedmiotem drwin ze strony matki i brata. Kobieta nie jest zdolna do podjęcia pracy z powodu skutków wrodzonego nowotworu siatkówki oka.
- 15 lat walczyłam o zdrowie. Non stop jeździłam do szpitala do Krakowa. To, że z tego wyszłam i dzisiaj widzę, to jest mój sukces. Mój brat strasznie wykorzystywał tę chorobę. Od początku mnie wyzywał – tłumaczy.
Ze względu na trudną sytuację rodzinną, kobieta leczy się psychiatrycznie. Lata temu zdiagnozowano u niej nerwicę lękową.
Matczyna miłość, która przysłania problem
Pani Anna zaznacza, że jedyne wsparcie, jakie dawała jej matka, trwało wyłącznie w czasie przebywania umierającego ojca w szpitalu. Brat 47-latki był wówczas w ciągu alkoholowym.
- Poszła ze mną wtedy do miejskiego ośrodka pomocy społecznej, złożyć zawiadomienie, żeby brat podjął leczenie odwykowe. Ona w tamtym momencie miała dość i sama powiedziała, że jeśli chcę, to przyzna, że w naszym domu jest problem – relacjonuje kobieta.
Po śmierci ojca wszystko wróciło na dawne tory. Miłość do syna zdominowała uczucie do córki...
Interwencje policji i instruktaż samoobrony
Machina w jeziorańskim MOPS-ie jednak wystartowała. Wszczęto bowiem procedurę założenia „niebieskiej karty”. Podjęto również starania o orzeczenie przymusowego leczenia odwykowego.
- Przyjechał wtedy dzielnicowy i pouczał mnie, jak mogę bronić się przed bratem, jeśli poczuję się zagrożona. Zdarzało się, że wcześniej stosował wobec mnie przemoc fizyczną. Dzielnicowy powiedział, że mogę użyć gazu. Zapytałam też czy kiedy brat jest pod wpływem alkoholu, to musimy go z mamą wpuszczać do domu. Dzielnicowy odpowiedział, że absolutnie nie mamy takiego obowiązku, a jeśli brat będzie się dobijał, mamy zadzwonić na policję – wymienia.
Ani razu nie doszło jednak do sytuacji, w której 42-latek nie został wpuszczony do mieszkania. Za każdym razem przeciwna zamykaniu drzwi na klucz była matka rodzeństwa.
Manipulacje, które pogłębiają uzależnienie
Podczas rozmowy pojawił się także wątek manipulacji, jakie stosować ma brat kobiety wobec matki. Seniorka ma m.in., na prośbę syna, dokupować mu alkohol.
- Mama nie przekazuje mu środków na alkohol, on ma swoje oszczędności, bo dobrze zarabiał w tartaku. Wystarczało mu wtedy, żeby dać mamie „na życie” i systematycznie pić. Brat wykorzystuje ją bardziej do takich celów, żeby doniosła mu alkohol, np. wtedy, jak wstydzi się wyjść z domu albo mu się nie chce – wyjaśnia pani Anna.
Co istotne, według naszej rozmówczyni, matka rodzeństwa ma tzw. „syndrom ucieczki”, a jedyną możliwością, aby trzeźwo oceniła sytuację, w której tkwi, byłaby ciężka choroba.
- Mama nie miałaby do mnie pretensji, gdybym nie reagowała. Ona ma syndrom ucieczki. Kiedy brat jest pijany, często wychodzi do koleżanek, bo sobie z tym nie radzi, a mnie zostawia z nim w domu. Kiedy wraca, zamyka się w pokoju i tam siedzi. Koleżanki też jej radzą, żeby jakoś działała w tej sprawie, ale ona nikogo nie słucha. Mama jest jego osobistą służącą. Gotuje mu, sprząta – wymienia 47-latka.
„To jest takie pijackie ADHD”
W jaki sposób mężczyzna zachowuje się, kiedy jest nietrzeźwy?
- W jego przypadku to jest takie „pijackie ADHD”. Człowiek nie położy się spać, tylko będzie krążył po domu, co 5 minut wychodził z pokoju do kuchni na papierosa, spadał z krzesła, chodził do toalety i tam zasypiał. Zdarza się, że wchodzi też do mojego pokoju i zaczyna mnie wyzywać – opisuje 47-latka.
„Tu się nic nie dzieje” - szokujące relacje z działań policji
Mieszkanka Jezioran oświadcza także, że mierząc się z tak trudną codziennością, od dłuższego czasu nie może liczyć również na wsparcie ze strony miejscowych służb, które, według niej, nie podejmują należytych kroków. Jako przykład podała zachowania dzielnicowego Posterunku Policji w Jezioranach, mł. asp. Macieja G., który ani razu podczas interwencji, nie zbadał brata 47-latki alkomatem, z reguły pouczając jedynie o zachowaniu spokoju.
- Pan G., jak wchodził do kuchni, gdzie siedział mój brat, kierując w moją stronę wyzwiska, to mówił do mnie: „Ale o co pani chodzi? Każdy ma prawo wypić w swoim domu, a z tego co widzę, tu się nic nie dzieje”. Tylko policjantka, która przyjeżdżała z dzielnicowym, usiłowała powiedzieć do mojego brata: „Uspokój się” - tak jak do kolegi – opisuje, dodając - Nie wiem, ile razy wzywałam patrol na mojego brata przez te wszystkie lata.
Dwa oblicza patroli
Kiedy dzielnicowy nie pełnił służby, wówczas na miejscu pojawiał się patrol z Biskupca, którego działania miały cieszyć się większą skutecznością.
- Wtedy było inaczej. Funkcjonariusze nie pozwalali na wyzwiska w stosunku do mnie. Co prawda, też go nie zbadali alkomatem, ale nie pozwalali na takie zachowania. Myślę, że gdyby wtedy moja mama się nie wtrąciła, nie kazała bratu iść do pokoju, wyszedłby z domu z 14-dniową eksmisją – tłumaczy.
Wzywała pomoc - dostała mandat
Tego rodzaju działania były niestety wyjątkiem. Podczas jednej z ostatnich interwencji (w styczniu br.) pani Anna poinformowała dzielnicowego, że zamierza złożyć na niego skargę. W konsekwencji 47-latka ukarana została mandatem za bezzasadne wezwanie patrolu.
- Nie przyjęłam tego mandatu. Sprawę rozpatrzy sąd – wskazała.
Po wystawieniu wspomnianego mandatu, kobieta, targana silnymi emocjami, udała się do kierownika Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jezioranach i opowiedziała mu o zaistniałej sytuacji.
- Kierownik wysłuchał mnie i powiedział, żebym przyszła na spotkanie zespołu interdyscyplinarnego, na którym obecny był także dzielnicowy. Dzielnicowy tłumaczył wówczas, że podczas interwencji w domu panował spokój i nie widział zachowań agresywnych w stosunku do kobiety. I dodał: „Też mogę powiedzieć, że brat pani Anny przekazał mi, że siostra gania go po mieszkaniu z nożem”. Mój brat bardzo często kłamie – relacjonuje.
Podczas spotkania z przedstawicielami policji i MOPS-u kobieta zapytać miała o to, do jakiej sytuacji musiałoby dojść, aby jej brat trafił na izbę wytrzeźwień.
- Dzielnicowy odpowiedział, że gdyby brat mnie pobił, wtedy zostałby zabrany – twierdzi.

Skarga, która „odbiła się od ściany”
Jak zaznacza nasza rozmówczyni, skarga, na której złożenie mimo wszystko się zdecydowała, „odbiła się od ściany”. Prokuratura Rejonowa w Biskupcu odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie, argumentując postanowienie „brakiem znamion czynu zabronionego”.
- Po dokonaniu zgromadzonego materiału (…) stwierdzić należy, że zachowanie wskazanych przez pokrzywdzoną funkcjonariuszy, nie wyczerpuje znamion czynu zabronionego stypizowanego w art. 231 §1 k.k. (przyp. red. nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza). (…) Działania wskazanych w sentencji postanowienia funkcjonariuszy publicznych odbywały się w granicach prawa i ustawowych obowiązków służbowych. Mając powyższe na uwadze należało odmówić wszczęcia śledztwa – czytamy w postanowieniu prokuratury z 20 marca br.
Procedury kontra rzeczywistość
Pani Anna opowiedziała także o początkach służby dzielnicowego w Jezioranach, podkreślając, że miała wówczas co do niego dobre przeczucia.
- Kiedy się pojawił, miałam nadzieję, że coś się zmieni. Mieszkamy w Jezioranach, często jest tak, że funkcjonariuszami są koledzy mojego brata. Ja wzywając policję, obserwowałam, jak brat wita się z policjantem, który przyjeżdżał – tłumaczy.
Sytuacja miała ulec pogorszeniu w momencie, kiedy zapadła decyzja o nałożeniu „niebieskiej karty” na brata 47-latki.
- Dzielnicowy miał wtedy kontrolować sytuację w naszym domu raz w miesiącu. Zrobił to dwa razy. Potem go nie było. Stwierdziłam, że to zgłoszę. Mailowo złożyłam skargę do komendanta. Nie dostałam jednak odpowiedzi – skwitowała.
Oprócz tego, o braku należytych kontroli, kobieta poinformowała również MOPS.
- Chyba dali mu wtedy znać, bo przyjechał następnego dnia, kiedy akurat brata nie było w mieszkaniu. Rozmawiał tylko z mamą, która powiedziała mu, że brat przestał pić, a w domu jest spokój. Kiedy dzielnicowy kierował się do wyjścia, zajrzał do mojego pokoju i powiedział „A pani komendant kazał przekazać, że jeśli jeszcze raz będzie pisała pani na maila takie niby-skargi, to każde pani wezwanie policji będzie uznane jako nieuzasadnione – opowiada w rozmowie z naszą redakcją.
Nakaz odwyku i zniesienie „niebieskiej karty”. Czy wystąpiły podstawy do zakończenia procedury?
20 lutego br. wobec uzależnionego od alkoholu mężczyzny orzeczono sądowy nakaz odwyku. Brat 47-latki tylko w teorii jednak podjąć miał leczenie ambulatoryjne. Do tej pory nie przestał pić.
W związku z decyzją pani Anna otrzymała pismo z MOPS-u, informujące, iż w związku z zapadłym nakazem, 42-latkowi zniesiona została „niebieska karta”. Warto zaznaczyć, iż według obowiązujących przepisów, samo orzeczenie leczenia odwykowego, nie stanowi podstawy do zakończenia procedury.
Zakończenie procedury „Niebieskie Karty” następuje w przypadku:
1) ustania przemocy domowej i uzasadnionego przypuszczenia, że zaprzestano dalszego stosowania przemocy domowej;
2) rozstrzygnięcia o braku zasadności podejmowania działań.
Wobec osób, o których mowa w art. 2 ust. 1 pkt 2 i 3, uczestniczących w procedurze „Niebieskie Karty” są prowadzone działania monitorujące przez okres 9 miesięcy po zakończeniu procedury „Niebieskie Karty”.
Działania, o których mowa w ust. 2, są prowadzone przez grupę diagnostyczno-pomocową i polegają w szczególności na analizie i ocenie sytuacji osób, wobec których była prowadzona procedura „Niebieskie Karty”
- stanowi art. 9h. Ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy domowej.
„Ucieczki” do hoteli
Od czasu wspomnianego mandatu za bezzasadne wezwanie patrolu, kiedy w mieszkaniu wybucha awantura, pani Anna z obawy przed agresywnym bratem „ucieka z domu”, nocując często w olsztyńskich hotelach. Co istotne podczas ostatniej sytuacji konfliktowej, 47-latka umieściła w mediach społecznościowych wpis, dotyczący zagrożenia, z jakim musi mierzyć się na co dzień.
- Tylko zdążyłam wrócić do domu i już mnie agresywny alkoholik zaczepia słownie. Za każdym razem dzieje się to samo. Staje na progu mojego pokoju i zaczyna wyzywać – czytamy we wpisie.

Źródło: Anna Ignatowicz / Facebook
Z ofiary do podejrzanej
Zaskakujący w całej sprawie jest fakt, że w momencie zdjęcia z 42-latka „niebieskiej karty”, procedura wystartowała wobec... pani Anny.
- Poszłam do MOPS-u, żeby dowiedzieć się, dlaczego bratu zdjęto „niebieską kartę”. Okazało się, że dzień przede mną on również pojawił się w ośrodku, żeby złożyć zawiadomienie, aby tę kartę przyznano mnie. Prawdopodobnie ktoś z jego towarzystwa podsunął mu ten pomysł. Pracownice MOPS-u przekazały mi, że powiedział im, że straszę go gazem, wyzywam i że nie potrafię ułożyć sobie życia, całe dnie spędzając z matką. Jak wspomniał o gazie, to pracownice MOPS-u uznały, że muszą reagować na takie zgłoszenia. Pracownice MOPS-u przekazały mi też, że w jednym domu nie mogą być dwie „niebieskie karty” (przyp. red. wg przepisów prawa w jednym gospodarstwie domowym mogą być prowadzone dwie lub więcej procedur „Niebieskie Karty” jednocześnie)– wyjaśnia kobieta.
Oprócz tego brat pani Anny wytoczył jej sprawę z powództwa cywilnego. Mężczyzna wniósł o to, aby jego siostra opuściła zajmowane mieszkanie. Wystąpił też o zakaz zbliżania się do lokalu oraz jego bezpośredniego otoczenia. Rozprawa odbędzie się w poniedziałek, 25 maja, w Sądzie Rejonowym w Biskupcu.
Między sentymentem i własnością a bezpieczeństwem
W czasie rozmowy zapytaliśmy 47-latkę, dlaczego w obliczu tak trudnej sytuacji, do tej pory nie zdecydowała się na wyprowadzkę z mieszkania, którą sugeruje jej zarówno brat, jak i matka. Kobieta twierdzi, że taka decyzja oznaczałaby „brak katalizatora” w domu. Co więcej, jest to lokal własnościowy – 1/3 nieruchomości przypada pani Annie.
- Mama powtarza, że może mi nawet opłacić stancję, bylebym tylko poszła z domu. W chwilach kryzysu przychodziło mi to do głowy, ale miłość do matki też jest. Dlaczego to ja mam opuścić dom, który znam całe życie? Jak tylko moja mama umrze, to wiem, że on przetraci to mieszkanie – argumentuje.
Bierność sąsiadów. „Wszyscy wiedzą, tylko nikt nie chce mówić”
Pani Anna zwraca również uwagę na brak reakcji od strony sąsiadów, w tym mieszkającego piętro wyżej policjanta.
- On jest kolegą mojego brata. Raz była taka sytuacja, że wkroczył do naszego domu, mówiąc żebyśmy się uspokoili. Kiedy dojdzie do awantury, krzyczymy wszyscy. Sąsiedzi mają syndrom niereagowania. Jeszcze w czasach, gdy nie miałam telefonu komórkowego, chodziłam do sąsiadki, żeby zadzwonić na policję. Kiedyś mi powiedziała, że to był ostatni raz, ponieważ nie chce być wmieszana w sprawę. Wszyscy wiedzą, tylko nikt nie chce mówić – podsumowuje.
Jedno marzenie: spokojny dom
Czego w obecnej sytuacji oczekuje 47-latka? Chodzi przede wszystkim o to, aby jej brat zrozumiał skalę swojego problemu i podjął leczenie. Pani Anna marzy o spokojnym domu.
- Jego rekord niepicia to było 8 miesięcy – był na wszywce. Wtedy nie trzeba było wzywać policji. Nie było awantur. Kiedy mój brat jest trzeźwy, możemy ze sobą wytrzymać – zapewnia.
Stanowisko MOPS-u i policji
Po zapoznaniu się ze sprawą, wystąpiliśmy do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jezioranach. Dowiedzieliśmy się, że w danym temacie 19 maja br. odbyło się posiedzenie zespołu interdyscyplinarnego.
- Spotkanie zostało zorganizowane po otrzymaniu oświadczeń od osób objętych procedurą „Niebieskie Karty". Dwóch członków opisanej przez Państwa rodziny nie wyraziło zgody na udostępnianie informacji dotyczących realizowanej procedury „Niebieskie Karty" oraz ich sytuacji rodzinnej. Ponadto informujemy, iż dane dotyczące prowadzonych procedur udostępniane są wyłącznie uprawnionym organom, takim jak Sąd, Prokuratura czy Policja, na podstawie stosownych przepisów prawa - wskazała przewodnicząca ZI w Jezioranach, Olga Piotrowska.
W związku z powyższym podjęto decyzję o "nieudzielaniu odpowiedzi merytorycznej" na nasze zapytanie, "z uwagi na konieczność ochrony danych osobowych oraz zachowanie poufności prowadzonych działań".
Podobną odpowiedź otrzymaliśmy z Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie. Wskazano w niej bowiem, że funkcjonariusze "nie są uprawnieni do udzielania informacji dotyczących konkretnych, wskazanych z imienia i nazwiska osób".
- Zgodnie z Ustawą o dostępie do informacji publicznej prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu ze względu na prywatność osoby fizycznej - poinformowała oficer prasowa, kom. Anna Balińska.











Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz