Na koniec Memoriału Andrzeja Biedrzyckiego odbył się towarzyski mecz oldbojów Stomilu Olsztyn z Tęczą Biskupiec. Byli piłkarze Dumy Warmii wygrali to spotkanie 4:0.
Starczyło zdrowia na 50 minut?
- Tak (śmiech - red.).
Jak się grało?
- Zdrowie i siły dopisały, w końcu człowiek o siebie dba! (śmiech) Jak na mecz oldbojów, poszło naprawdę bardzo dobrze. Myślałem, że będę się czuł gorzej, ale było zupełnie okej.
Taka formuła memoriału – jeden mecz, powiedzmy dwa razy 25 minut – odpowiada Wam bardziej niż klasyczny turniej?
- Zdecydowanie tak. W naszym wieku przy turniejowym graniu w ostatnim meczu po prostu nie miałby kto wyjść na boisko (śmiech - red.). Taka forma jest o wiele lepsza. Najważniejsze, że spotykamy się wszyscy razem i dzięki temu jest super atmosfera.
* * *
Czytaj również: „Jakby wciąż był obok”. Za nami VIII Memoriał Andrzeja Biedrzyckiego – legendy Stomilu Olsztyn
* * *
Jak pan wspomina Andrzeja Biedrzyckiego?
- Andrzej był wspaniałym kolegą – człowiekiem z ogromną energią, którego wszędzie było pełno. Zapamiętamy go jako świetnego organizatora, duszę towarzystwa i po prostu dobrego człowieka. Myślę, że każdy, kto go znał, zachował w pamięci wyłącznie te najlepsze wspomnienia.
Brakuje takiej osoby w regionalnym środowisku piłkarskim?
- Zdecydowanie tak. Andrzej miał niesamowity dar jednoczenia ludzi. Kiedy pojawiały się jakieś konflikty, potrafił je łagodzić, bo wszyscy go po prostu lubili i szanowali. W trudniejszych momentach był naszym wspólnym mianownikiem – człowiekiem, który potrafił to wszystko spiąć i połączyć.
Mieliście sporo takich konfliktów w drużynie?
- Nie, mówiłem ogólnie o realiach olsztyńskiej piłki, a nie o naszej szatni. W czasach, kiedy grałem w Stomilu w Ekstraklasie, było raczej bezkonfliktowo. Przynajmniej za moich czasów tworzyliśmy naprawdę zgrany, wręcz wyjątkowy zespół.
Panie Andrzeju, gratuluję awansu do czwartej ligi! I co dalej z Naki?
- No co, będziemy grali! Nic tu nie zmieniamy. Jesteśmy drużyną amatorską i pod względem organizacyjnym pewnie trochę do tej ligi nie pasujemy – zdążyłem się już przekonać, że rządzą tu zupełnie inne realia. To w końcu najwyższa, a na pewno najpopularniejsza liga w naszym województwie. U nas będą grać młodzi. Mamy czterech czy pięciu starszych zawodników, a reszta to młodzież: 15-, 16- i 17-latkowie. Chcemy wprowadzić tych chłopaków w świat dorosłej piłki i po prostu uczyć ich grać na dobrym poziomie. Jesteśmy przygotowani na każdy scenariusz, sam jestem ciekawy, jak nam pójdzie. Wynik nie jest dla nas najważniejszy. Liczy się to, żeby zbierali doświadczenie, a co z tego wyjdzie – zobaczymy. Wiemy, że nie będziemy tu żadnym potentatem, bo różnica między okręgówką a czwartą ligą jest ogromna.
Rzeczywiście, już zimą podchodził pan do tematu tego awansu z dużym spokojem.
- Tak, bo dla nas to przede wszystkim program szkoleniowy. Od wielkiej piłki w Olsztynie jest Stomil – niech oni robią swoje i pną się do góry. My jesteśmy klubem młodzieżowym. Do piłki seniorskiej trafiliśmy głównie dlatego, że w Polsce powoli rezygnuje się z rozgrywek juniorskich, a my chcemy, żeby ci młodzi chłopcy jak najszybciej wchodzili do seniorów. No i zrobiliśmy to – weszliśmy do czwartej ligi, choć wcale nie był to nasz nadrzędny cel, na który byśmy się jakoś specjalniespinali. Mieliśmy po prostu dobrze grać, a chłopaki zrobili to z przytupem. Teraz czeka ich świetna przygoda z czwartą ligą – wymagającą i naprawdę dobrze opakowaną marketingowo. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Ogólnie rzecz biorąc, zawsze stawiam na młodych. Jeśli cofniemy się w przeszłość, nawet w historię Stomilu, to wszystkie wielkie awanse – do trzeciej, drugiej czy pierwszej ligi – robili swoi chłopcy, wychowankowie, w większości właśnie młodzież. Pamiętam czasy, kiedy do klubu przyszedł trener Bobo Kaczmarek. Naszymi największymi wzmocnieniami na zapleczu Ekstraklasy byli wtedy młodzi: Sylwek Czereszewski, wyciągnięty ze Szczytna, Tomek Sokołowski, który odrabiał u nas wojsko, czy Dariusz Jackiewicz, junior z Gwarka Zabrze, dla którego nie było miejsca w seniorach. To wszystko robili młodzi chłopcy! Uważam, że czwarta liga to idealne miejsce dla nastoletnich wychowanków. Olsztyn ma mnóstwo talentów, z których wielu stąd ucieka. My będziemy grali bardzo młodym składem. Dzisiaj mianem młodzieżowca określa się zawodników mających po 20-21 lat, a u nas będą grać 15-, 16- i 17-latkowie. Taki jest nasz plan, nie zamierzamy się bać porażek. Zobaczymy, co to przyniesie.
Brakuje takiej osoby w regionalnym środowisku piłkarskim?
- Zdecydowanie tak. Andrzej miał niesamowity dar jednoczenia ludzi. Kiedy pojawiały się jakieś konflikty, potrafił je łagodzić, bo wszyscy go po prostu lubili i szanowali. W trudniejszych momentach był naszym wspólnym mianownikiem – człowiekiem, który potrafił to wszystko spiąć i połączyć.
Mieliście sporo takich konfliktów w drużynie?
- Nie, mówiłem ogólnie o realiach olsztyńskiej piłki, a nie o naszej szatni. W czasach, kiedy grałem w Stomilu w Ekstraklasie, było raczej bezkonfliktowo. Przynajmniej za moich czasów tworzyliśmy naprawdę zgrany, wręcz wyjątkowy zespół.
Panie Andrzeju, gratuluję awansu do czwartej ligi! I co dalej z Naki?
- No co, będziemy grali! Nic tu nie zmieniamy. Jesteśmy drużyną amatorską i pod względem organizacyjnym pewnie trochę do tej ligi nie pasujemy – zdążyłem się już przekonać, że rządzą tu zupełnie inne realia. To w końcu najwyższa, a na pewno najpopularniejsza liga w naszym województwie. U nas będą grać młodzi. Mamy czterech czy pięciu starszych zawodników, a reszta to młodzież: 15-, 16- i 17-latkowie. Chcemy wprowadzić tych chłopaków w świat dorosłej piłki i po prostu uczyć ich grać na dobrym poziomie. Jesteśmy przygotowani na każdy scenariusz, sam jestem ciekawy, jak nam pójdzie. Wynik nie jest dla nas najważniejszy. Liczy się to, żeby zbierali doświadczenie, a co z tego wyjdzie – zobaczymy. Wiemy, że nie będziemy tu żadnym potentatem, bo różnica między okręgówką a czwartą ligą jest ogromna.
* * *
Czytaj również: Zagrają derby ze Stomilem. Rozmawiamy z Andrzejem Nakielskim, prezesem i trenerem UKS Naki Olsztyn [WIDEO]
* * *
Rzeczywiście, już zimą podchodził pan do tematu tego awansu z dużym spokojem.
- Tak, bo dla nas to przede wszystkim program szkoleniowy. Od wielkiej piłki w Olsztynie jest Stomil – niech oni robią swoje i pną się do góry. My jesteśmy klubem młodzieżowym. Do piłki seniorskiej trafiliśmy głównie dlatego, że w Polsce powoli rezygnuje się z rozgrywek juniorskich, a my chcemy, żeby ci młodzi chłopcy jak najszybciej wchodzili do seniorów. No i zrobiliśmy to – weszliśmy do czwartej ligi, choć wcale nie był to nasz nadrzędny cel, na który byśmy się jakoś specjalnie spinali. Mieliśmy po prostu dobrze grać, a chłopaki zrobili to z przytupem. Teraz czeka ich świetna przygoda z czwartą ligą – wymagającą i naprawdę dobrze opakowaną marketingowo. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Ogólnie rzecz biorąc, zawsze stawiam na młodych. Jeśli cofniemy się w przeszłość, nawet w historię Stomilu, to wszystkie wielkie awanse – do trzeciej, drugiej czy pierwszej ligi – robili swoi chłopcy, wychowankowie, w większości właśnie młodzież. Pamiętam czasy, kiedy do klubu przyszedł trener Bobo Kaczmarek. Naszymi największymi wzmocnieniami na zapleczu Ekstraklasy byli wtedy młodzi: Sylwek Czereszewski, wyciągnięty ze Szczytna, Tomek Sokołowski, który odrabiał u nas wojsko, czy Dariusz Jackiewicz, junior z Gwarka Zabrze, dla którego nie było miejsca w seniorach. To wszystko robili młodzi chłopcy! Uważam, że czwarta liga to idealne miejsce dla nastoletnich wychowanków. Olsztyn ma mnóstwo talentów, z których wielu stąd ucieka. My będziemy grali bardzo młodym składem. Dzisiaj mianem młodzieżowca określa się zawodników mających po 20-21 lat, a u nas będą grać 15-, 16- i 17-latkowie. Taki jest nasz plan, nie zamierzamy się bać porażek. Zobaczymy, co to przyniesie.










Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz