[WYWIAD] Michał Porycki z HandyProjectStudio: ''W projektach ogranicza nas tylko wyobraźnia''

[WYWIAD] Michał Porycki z HandyProjectStudio: ''W projektach ogranicza nas tylko wyobraźnia''
Batymetryczna mapa Olsztyna i okolic wykonana na zlecenie Portalu Miejskiego www.Olsztyn.com.pl przez Michała Poryckiego
Fot. HandyProjectStudio, Łukasz Kozłowski / Olsztyn.com.pl

Michał Porycki to wnuk znanego olsztyńskiego dziennikarza sportowego Janusza Poryckiego. Prowadzi w Olsztynie, razem z tatą Cezarym, firmę HandyProjectStudio, gdzie tworzą między innymi piękne, trójwymiarowe mapy z drewna. I o tym oryginalnym pomyśle chcemy porozmawiać.

- Na początku swojej kariery zawodowej pracowałem jako grafik komputerowy – mówi Michał Porycki. - Studiowałem z resztą ten kierunek na jednej z trójmiejskich uczelni. Szybko spostrzegłem, że nie jest moim powołaniem praca od 8.00 do 16.00. To nie był mój świat. Dlatego też zacząłem pracę na własny rachunek. Oczywiście też jako grafik.

Firma, dla której pracowałem, zajmowała się produkcją ozdobnych magnesów oraz upominków, które można spotkać w każdym mieście. Tam nauczyłem się posługiwać laserem. W tym samym czasie, laser zakupił do swojej firmy również mój Tata. Zaprojektował i wykonał na nim, pierwszą drewnianą mapę, z wiernie odwzorowanym dnem jeziora (batymetrią). Pomysł był strzałem w dziesiątkę, i tak zaczęła się nasza rodzinna współpraca. Od razu było wiadomo, że rynkiem jest właściwie cały świat. Założyliśmy więc na amerykańskim portalu konto prezentujące nasze produkty. Zlecenia, które realizujemy są najczęściej spersonalizowane i nastawione na indywidualne wymagania klienta. Prócz map robimy też, starannie wygrawerowane w drewnie inne przestrzenne ozdoby. Od niedawna, tą techniką wykonujemy np. pozłacane repliki Kamienia Słońca zwanego błędnie kalendarzem Azteków, bądź Majów. W naszych projektach ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Michał Porycki

W wykonywanych przez Was mapach zadziwia perfekcyjnie dopracowana przestrzenność i odwzorowanie całej topografii, wraz z batymetrycznym ukształtowaniem dna jeziora. Skąd macie dane do tak dokładnego odzwierciedlenia dna?

- Na olsztyńskim Uniwersytecie jest katedra zajmująca się opracowywaniem batymetrii polskich jezior, posiadają tam dane dotyczące wszystkich polskich jezior. Mapy, które robimy spełniają bowiem nie tylko rolę ozdoby jakiegoś wnętrza, wiernie odzwierciedlają one dno akwenu, budząc zainteresowanie wędkarzy czy żeglarzy. Te odległe zbiorniki natomiast, opracowujemy na podstawie danych sonarowych, do których mamy dostęp.

Zamówienia mamy praktycznie z całego świata. Różne regiony USA, Europa – to już dla nas norma. Obecnie zresztą prawie 80% zamówień to zlecenia z USA. Amerykanie szczególnie upodobali sobie mapy Wysp Dziewiczych, to jeden z popularnych na Zachodniej Półkuli rejonów wakacyjnych. Dzięki zleceniom zza oceanu poznaliśmy także kilka mało u nas znanych jezior. Nie są one ani tak duże, ani też tak znane jak te na granicy z Kanadą. To jednak atrakcyjne turystycznie okolice wielkich miast, gdzie przyjeżdża na weekendy mnóstwo wędkarzy, czy amatorów sportów wodnych.

Odkrywamy często, z pozoru dziwne preferencje naszych klientów, gdy zrobiliśmy mapę Śniardw, potencjalnie najbardziej znanego miejsca na wodniackiej mapie polski, ta długo nie mogła znaleźć nabywcy. Jednocześnie sprzedaliśmy sporo mniejszych, mniej znanych jezior.

Z tych bardziej oryginalnych zamówień warto wymienić zlecenie na wykonanie mapy świata, która ma mieć 2.5 metra długości.  Bardzo też jesteśmy z Tatą dumni, z wykonanej mapy Gorczańskiego Parku Narodowego – przedgórze Karpat nieopodal Nowego Targu. Przygotowaliśmy wielką, dwumetrową mapę z pięknym odwzorowaniem poziomicowym gór wraz z zaznaczeniem pieszych szlaków turystycznych. Podobną mapę górską wykonaliśmy też terenu Gór Sowich.

Kolejna duża mapa – ponad półtorametrowa - obejmującą obszar od Giżycka do Węgorzewa, powstała na zamówienie właściciela kwater agroturystycznych. Możliwe więc, że nasze dzieła (bo wykonaliśmy aż trzy egzemplarze identycznej mapy) są podziwiane przez turystów odwiedzających ten region. Nasze prace  są też zamawiane przez deweloperów z nowych osiedli dla ozdoby klatek schodowych, jak również takie przedstawiające ich inwestycje...

Najdłuższą zaś podróż odbyła mapa Skandynawii, tą wyekspediowaliśmy aż do Australii. Skandynawia - bo zamawiający, był tam na urlopie i bardzo mu się w tym kraju spodobało. Podobnie oryginalne zamówienie mieliśmy z Californi. Mieszkający tam Szwed zażyczył sobie dwie mapy. Jedna przedstawiała okolice Los Angeles (skąd pochodzi jego żona), a druga to już jego rodzinna Szwecja. Obie mapy ozdobione rodzinnymi akcentami.

Dużym odbiorcą naszych wyrobów, jest mieszkający na Wyspach Dziewiczych Amerykanin – właściciel wypożyczalni katamaranów. Nasze mapy tego karaibskiego archipelagu są ozdobą na jego jednostkach pływających, jak  również dostępne w sprzedaży. Mieliśmy więc zamówienia połączone ze świadomością, że kolejny Amerykanin naszym wyrobem ozdabia sobie dom. Aż przyszedł wielki huragan i Stephen napisał, że musimy wstrzymać się z wysyłką bo zniknęła cała infrastruktura wyspy wraz z jego firmą.

Robiliśmy też dokładne mapy ryftowych  jezior afrykańskich: Malawi, Tanganika, Wiktoria te zlecenia pochodziły głównie od europejskich akwarystów.  

Gdzie zdobywacie klientów. Czy tylko Internet?

- Chętnie uczestniczymy w targach wodniackich. Tam zawsze znajdzie się ktoś komu potrzebna jest nie tylko łódka, ale i mapa jezior, które chciałby pokonać. Ponadto nasze mapy są bardzo popularne wśród nurków, oni z kolei podchodzą do nich nie tylko jak do ozdoby. Dla nich to po prostu odzwierciedlenie ich podwodnych peregrynacji. Bo na mapach bardzo dokładnie odwzorowujemy ukształtowanie dna.

Dziękuję za rozmowę.

Z Michałem Poryckim rozmawiał Krzysztof Szczepanik

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz