Dziś jest: 13.02.2026
Imieniny: Grzegorza, Katarzyny
Data dodania: 2026-02-13 19:00

Aleksandra Laskowska

Warkot, plusk i krzyk nad Śniardwami. 28 lat od dramatu, który wstrząsnął Mazurami

Warkot, plusk i krzyk nad Śniardwami. 28 lat od dramatu, który wstrząsnął Mazurami
Miała być atrakcja, skończyło się tragedią. 28 lat od katastrofy nad Śniardwami
Fot. Mazurska Służba Ratownicza / Facebook

Mija 28 lat od jednej z najtragiczniejszych katastrof w historii Mazur. 14 lutego 1998 r., startujący spod Hotelu Gołębiewski, śmigłowiec Mi-2 runął niespodziewanie do jeziora Śniardwy. Z ośmiu osób znajdujących się na pokładzie przeżyła tylko jedna.

reklama

Atrakcja, która miała zachwycać

W latach 90. przelot śmigłowcem nad Śniardwami stanowił jedną z największych atrakcji turystycznych oferowanych gościom Hotelu Gołębiewski. Takowy lot trwał około 15 min. Turyści mieli wówczas możliwość obejrzenia malowniczej panoramy regionu.

14 lutego 1998 r. pełna niezapomnianych wrażeń atrakcja zamieniła się w jedną z największych tragedii w historii Mazur.

Decyzja o locie mimo mgły

Na pokładzie śmigłowca radzieckiej produkcji Mil Mi-2 znalazło się siedmioro turystów z obwodu królewieckiego (dawny obwód kaliningradzki): trzy małżeństwa oraz przyjaciółka jednej z par. Za sterami siedział natomiast 50-letni Zygmunt Z. - doświadczony pilot i kierownik lokalnego aeroklubu.

Podkreślić należy, że maszyna, choć wyeksploatowana, poddawana była codziennym kontrolom.

Choć pilot dostał zgodę na start z lotniska o godzinie 13:15, wystartował około 20 minut później. Jak ustalono, Zygmunt Z. nie pobrał prognozy pogody. Mimo tego, że danego dnia panowała gęsta mgła – widoczność ograniczona do 300 metrów nad lądem i do 50 m nad jeziorem, około 10 minut po wystartowaniu, pilot zdecydował się lecieć nisko nad taflą wody.

Warkot silników, plusk i krzyk

Jak wynika z relacji świadków, początkowo słyszalny był warkot silników, kolejno głośny plusk i krzyk kobiety wzywającej pomocy.

Śmigłowiec uderzył w taflę wody około 500 m od brzegu i zatonął. Według ustaleń specjalnej komisji do katastrofy przyczyniło się kilka czynników, w tym niesprzyjające warunki pogodowe oraz błędy popełnione przez pilota, który ze względu na mgłę najprawdopodobniej stracił orientację i rozpoczął zniżanie. Co więcej, późniejsze badania wykazały, że trzy osoby znajdujące się na pokładzie były nietrzeźwe, z kolei Zygmunt Z. zażywał leki psychotropowe.

Akcja służb i rola rybaków

Akcja ratunkowa rozpoczęła się ok. godz. 14:20. Na brzegu akwenu pojawiło się sześć zastępów straży pożarnej oraz trzy karetki. Po jeziorze krążyły już łodzie rybaków z Głodowa oraz Niedźwiedziego Rogu (pow. piski), którzy finalnie natrafili na wielką plamę oleju, szczątki maszyny, a także trzy ciała unoszące się na wodzie.

Katastrofę przeżył jedynie 38-letni Wiaczesław Baticzew. Mężczyzna spędził około godzinę zanim nadeszła pomoc.

- Trafił do szpitala w Piszu w stanie głębokiej hipotermii i ciężkim szoku. Później relacjonował tragiczne chwile: w momencie uderzenia zginęła tylko jedna osoba. Pozostali pasażerowie zdołali wydostać się z wraku, jednak w starciu z temperaturą wody i braków widoczności brzegów nie mieli szans. Utonęli lub zmarli z wycieńczenia na oczach jedynego ocalałego – czytamy na facebookowym profilu Mazurskiej Służby Ratowniczej.

Wszystko jest w porządku”?

Według relacji Baticzewa, pilot bagatelizować miał obawy pasażerów i zapewniać, że „wszystko jest w porządku”.

Wrak na głębokości 12 metrów i poszukiwanie ciał

Maszynę odnaleziono dopiero po kilku dniach, 17 lutego.

- W tym czasie torowano drogę przez lód dla barki z dźwigiem, która płynęła na pomoc z naszej Stacji Ratowniczej w Okartowie. 18 lutego wrak Mi-2 wydobyliśmy z głębokości 12 metrów, jednak najtrudniejszy etap – poszukiwanie ofiar – trwał jeszcze kolejne dni. Cztery ciała odnaleziono 19 lutego, a ostatnią ofiarę wydobyto dobę później – informują przedstawiciele Mazurskiej Służby Ratowniczej.

Dziś, po 28 latach, wielu mieszkańców regionu wciąż pamięta te makabryczne wydarzenia.

 

Galeria

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz