Uwaga na pseudopromocje

Zbliża się okres przedświątecznej gorączki. To znakomity czas dla sprzedawców i właścicieli sklepów, którzy zarabiają na naszej ''świątecznej głupocie''. Jak to robią? Jest wiele sposobów.

Nasza mentalność zmienia się wraz z postępem cywilizacji. Niestety wpadliśmy w sidła komercji i konsumpcji, ogólnego życia ponad stan. Przedświąteczny szał idealnie obrazuje jak człowiek potrafi zgłupieć.

Od początku grudnia programy telewizyjne przerywane są reklamami produktów, które mogą nadać się na prezent pod choinkę. Golarka dla męża, perfumy dla żony, a dla dziecka – lalka. Wszystko to oblane mleczną czekoladą i doprawione dżinglami powstałymi z przeróbki tradycyjnych kolęd.

Największe pułapki czekają na nas w supermarketach i centrach handlowych. Już od wejścia w oczy rzucają się bannery ''PROMOCJA", "GRATIS", " 2+1'' itd. To tak zwane słowa haczyki, których zadaniem jest nakłonić nas do kupna wskazanego produktu. W okresie przedświątecznym tego typu zabiegi marketingowe stosowane są nagminnie. Problem jednak w tym, że nie zawsze to, co jest w promocji rzeczywiście jest w korzystnej dla nas cenie. Konsumenci często nie zwracają uwagi na to, że produkt przed świętami był dużo tańszy, następnie cena została podwyższona tylko po to, żeby ją ponownie obniżyć do ceny regularnej.

Hostessy stojące obok półek to kolejny haczyk na klientów. Zawsze mają coś niezwykłego, co koniecznie musimy mieć. Dodatkowo dostajemy jakiś ''cudowny'' gratis, za który najczęściej płacimy, bo wliczony jest w cenę produktu. Specjaliści od marketingu dwoją się i troją żeby zachęcić nas do zakupów. W okresie przedświątecznym w sklepach rozpylane są specjalne zapachy, które pobudzają u nas chęć kupowania. Centra handlowe inwestują również w przyjazną muzykę, która wywołuje w nas złudne poczucie świątecznej atmosfery.

Specjaliści od sprzedaży twierdzą, że klienci kupują oczami - to prawda. Lokalizacja produktów na półkach nie jest przypadkowa. Najdroższe rzeczy ustawiane są na wysokości naszych oczu tak, aby zostały przez nas szybko zauważone. Zabawki  ustawiane są tak, żeby widoczne były z perspektywy dziecka, to ono staje się targetem. Marketingowcy pracują również nad rozmiarami koszyków, im większe tym lepsze. Dlaczego? Klient mimo, że chce kupić niewiele, kupi dużo tylko po to, żeby uniknąć uczucia ''inności'', kiedy inni ''paradują'' z wypchanymi wózkami, a jego wygląda na pusty.

Niestety stajemy się ofiarami zabiegów, których nie jesteśmy świadomi. Warto więc przed pójściem do sklepu sporządzić listę produktów, które są nam rzeczywiście potrzebne. W ten sposób unikniemy niepotrzebnych wydatków i nie staniemy się posiadaczami wielu nieużytecznych gadżetów.

                                                                                   

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz