Tyszkiewiczowy żywot niebanalny

Piotr Tyszkiewicz jest jednym z najbardziej znanych, wywodzących się z Olsztyna, piłkarzy. Prócz Stomilu grał także w Zagłębiu Lubin, Lechu Poznań, Olimpii Poznań, Warcie Poznań, Sokole Pniewy, Warmii Grajewo a także w szwajcarskim FC Baden oraz niemieckich klubach: VFL Wolfsburg oraz Eintracht Braunschweig.

Obecnie jest jednym z bardziej znanych polskich menedżerów piłkarskich. Jego przygoda z piłka zaczęła się jednak na ostródzkich podwórkach. W tym mieście bowiem urodził się w roku 1970. Początek jego ganiania za futbolówką to czasy wielkiej drużyny Kazimierza Górskiego, potem Jacka Gmocha i Antoniego Piechniczka. Dwa razy trzecie miejsce na mistrzostwach świata, złoty i srebrny medal olimpijski – było się na czym wzorować.

 

- Miałem też idoli na własnym ostródzkim podwórku – mówi Piotr Tyszkiewicz. Chodziłem na wszystkie mecze Sokoła. Takie nazwiska jak Radziwon, Bałabon nie dorównywały sławą Deynie czy Lubańskiemu, ale przecież to były nasze, lokalne gwiazdy, które można było widzieć na boisku. Szczególnie dramatyczny był mecz z Huraganem Morąg. Stawka - mistrzostwo „okręgówki” i awans do trzeciej ligi. Sokół to spotkanie przegrał, a ja uczyłem się razem z moim Sokołem, że nie zawsze się wygrywa...Zaś po kibicowaniu najchętniej rozgrywałem mecze …na podwórku. Potem podwórkowy spryt czy technika procentowały na prawdziwych boiskach. …

 

W roku 1982 Tyszkiewiczowie przenieśli się całą rodziną do Olsztyna. Piotr pierwsze swoje kroki skierował do klubu Stomil.

- Zapisałem się do drużyny trampkarzy. Na początku były spotkania selekcyjne. Zgłosiło się ponad stu chłopaków. Ostatecznie zostało około trzydziestu. Wśród nich i ja. Moim pierwszym wychowawcą był nieżyjący już trener Zalewski. Ze mną stawiali swoje pierwsze piłkarskie kroki: Mariusz Wiśniewski, Waldek Ząbecki. Trenerami naszymi byli w następnych latach: Zbigniew Kieżuń, Jerzy Budziłek, ś.p. Józek Łobocki, Zbigniew Wodniak oraz Wacław Pietrusiński. Jeździliśmy po całym województwie grając w rozgrywkach o mistrzostwo okręgu trampkarzy. Strzelałem dużo bramek. Jak przystało na środkowego napastnika. Pamiętam, że większość spotkań graliśmy na klepiskach, zresztą pod tym względem nie wiele się zmieniło do dnia dzisiejszego- niestety... Zdobyłem także jako reprezentant województwa juniorów, mistrzostwo Polski.

Na jednym z pierwszych obozów szkoleniowych Stomilu w Barczewie poznałem Beatkę Krupską moją obecną żonę. Czasami żartuję, że choćby dlatego warto było grać w piłkę, a Barczewo miło wspominam do dzisiaj.

Gdy Piotr Tyszkiewicz ukończył 15 lat dostał powołanie do kadry Polski w swojej kategorii wiekowej, której opiekunem był Marek Śledzianowski. Powołanie i od razu wyjazd zagraniczny.

- To była wtedy atrakcja. W końcu w czasach realnego socjalizmu nie było tak łatwo zwiedzać obce kraje, a tu pierwszy wyjazd i od razu mityczny Zachód. Turniej we Francji i mecz z Anglikami- z tego meczu mam w swoim domowym archiwum reprezentacyjną koszulkę z orzełkiem bez…korony- kawałek historii mojej Ojczyzny...

Potem w reprezentacjach juniorów rozegrałem jeszcze ponad czterdzieści spotkań strzelając dwadzieścia bramek grając m.in. z Grzegorzem Mielcarskim, Andrzejem Juskowiakiem, Jerzym Brzęczkiem. Na bramce stał Alek Kłak. To był później trzon reprezentacji olimpijskiej na igrzyskach w Barcelonie, która odniosła wielki sukces.

W roku 1987 zadebiutowałem w pierwszej drużynie seniorów Stomilu. W tym sezonie awansowaliśmy do drugiej ligi, a trenerem był Zbigniew Wodniak. Ja zaś niemal od razu zacząłem strzelać bramki. Podpisałem swój pierwszy profesjonalny kontrakt i żyłem już tylko z piłki.

W 1988 roku podpisałem kontrakt z beniaminkiem Ekstraklasy Zagłębiem Lubin. W Lubinie, skumulowały się wszelkie nieprawidłowości polskiej piłki tamtych czasów. Łatwe i duże pieniądze oraz absolutny brak profesjonalizmu, brak etosu pracy. Mimo to przychodziły sukcesy- w roku 1990 wicemistrzostwo, a w1991 roku tytuł mistrza Polski.

Piotr Tyszkiewicz udzielił katowickiej gazecie „Sport” wywiadu. Przedstawił w nim fakty oraz publicznie wyraził dezaprobatę dla wyżej pisanych praktyk. To był jego koniec w Zagłębiu.

- Obraził się na mnie trener Świerk. Choć miałem prawo powiedzieć co myślę o absolutnym braku profesjonalizmu w ówczesnym Zagłębiu... Przeniosłem się więc do poznańskiej Olimpii. W tym klubie odbyłem służbę wojskową, a ponadto przecież właśnie w Poznaniu grała moja…Beata. Wtedy już byliśmy parą z …poważnymi planami na przyszłość. Ja zaś znów grałem w najwyższej lidze. Mieliśmy ciekawy zespół z kilkoma młodymi gwiazdkami jak Grzesio Mielcarski czy Jurek Brzęczek. Po kilku latach zmieniłem co prawda klub na Wartę, ale jakoś już wtedy w tę Wielkopolskę wrosłem. Grałem też w ówczesnej nowej sile polskiego futbolu czyli Sokole Pniewy. Cały czas trzymałem się ligowej piłki.

- W tych czasach Wielkopolska to była potęga w polskiej piłce klubowej. Obok piłkarzy byli też wczesnokapitalistyczni menedżerowie: Ryszard Górka, Bolesław Krzyżostaniak, Krzysztof Sieja i inni. Mogę powiedzieć, że na moich oczach rodził się kapitalizm w Polsce.

- W głowie miałem wyjazd zagraniczny. Na początek wyjechałem z Tomkiem Rząsą na testy do Wolfsburga. Wyjazd organizował niemiecki menedżer, Martin Wiesner. To był zupełnie inny świat. Wszystko świetnie zorganizowane. Po tych próbnych galopach wróciłem już tylko na chwilę do szarej rzeczywistości polskiego futbolu.

W roku 1995 dzięki kontaktom Wiesnera, Piotr Tyszkiewicz wyjechał wraz z żoną do Szwajcarii. Podpisał kontrakt z drugoligowym klubem FC Baden.

- Beata zrezygnowała na jakiś czas z basketu dla rodziny, dla mnie. W Baden zostałem królem strzelców drugiej ligi. Bardzo mile wspominamy pobyt w Baden. To był klub, który otworzył mi drzwi do VFL Wolfsburg.

Po jednym sezonie przeniosłem się do VFL Wolfsburg. W pierwszym sezonie pomogłem strzelają kilka ważnych bramek w uratowaniu się drużyny od spadku z drugiej Bundesligi. W następnym sezonie awansowaliśmy do 1 Bundesligi, a ja byłem najlepszym strzelcem drużyny. W 1 Bundeslidze zagrałem przeciwko Bayernowi Monachium, 1. FC Kaiserslautern, Borusii Dormund, FC Koln, Schalke 04 i innym firmom, które jako dziecko mogłem tylko oglądać na zdjęciach w gazetach. Jest co wspominać jak choćby bramka z Hannoverem 96 w derbach Dolnej Saksonii na 1:0, kiedy graliśmy w dziesiątkę i raz przekroczyliśmy połowę przeciwnika- wygraliśmy, a ja zdobyłem sympatię fanów VFL. Przez cały mój pobyt w Wolfsburgu czułem ich wsparcie. Strzeliłem też swoją złotą bramkę w 1 Bundeslidze z VFB Stuttgart. Wygraliśmy z ostatnim finalistą Pucharu Zdobywcy Pucharów 1:0. W Pucharze Niemiec przechytrzyłem samego Oliviera Kahna z Bayernu Munachium. Dla tych chwil warto było ciężko pracować w Ostródzie i Olsztynie. Do tej pory, gdy przyjeżdżam do Wolfsburga to odczuwam, że wspólnie coś udało nam się osiągnąć. Dzięki VFL mogłem po zakończeniu kariery łagodnie wejść w rolę menedżera ponieważ dostęp do wiedzy jaki mnie umożliwiają moi przyjaciele z miasta volkswagena oceniam jako bezcenny. Jeżeli dodam, że w Wolfsburgu urodziła się Julia nasza córka, że w Wolfsburgu spoczywa na cmentarzu leśnym mój serdeczny przyjaciel Krzysiu Nowak, to nie muszę dodawać jakim sentymentem darzę to miasto...

W Niemczech do sportu wróciła moja żona. Beata zasiliła bowiem szeregi drużyny z Wolfenbuttel. Beatka awansowała do 1 Bundesligi. Grała też w finale koszykarskiego Pucharu Niemiec. Podbiła serca fanów koszykówki nie tylko w Wolfenbuttel! Wróciła do reprezentacji Polski...

Ja zaś w tym czasie grałem jeszcze dwa sezony w drużynie Eintracht Braunschweig. Strzelałem bramki, ale zabrakło najważniejszego awansu do 2 Bundesligi- dwa razy zajęliśmy drugie miejsce w 3 Bundeslidze. Niestety przyszły też kontuzje- miałem dwie operacje.

Od jesieni 2000 roku zasiliłem szeregi…poznańskiego Lecha. Drużyna była bezpośrednio po spadku z ekstraklasy. Jakoś się jednak w tej niższej klasie utrzymaliśmy. Byłem wtedy najlepszym strzelcem drużyny. Przerażała mnie jednak wszechobecna wtedy w polskim futbolu korupcja. Trzeba było wygrać nie tylko na boisku, ale i poza nim. Nie zdzierżyłem. Spakowałem manatki i wylądowałem w naszym nowym domu w Dorotowie. Kształciłem się w kierunku trenerskim. Równocześnie zakończyłem swoją karierę piłkarską w Warmii Grajewo jednym z najstarszych klubów w Polsce. Nie wiem czy nie ustanowiłem rekordu w rozgrywkach IV ligi ponieważ w 15 spotkaniach strzeliłem 30 bramek. No i tym akordem pożegnałem się... Uznałem, że już w Bundeslidze nie zagram...

W Grajewie poznałem m.in. Pawła Sobolewskiego, którego interesy reprezentuję jako menedżer, a który przy tych moich 30 bramkach w Warmii miał pewnie z 30 asyst- śmiech.

Piotr Tyszkiewicz został trenerem bankrutującego, drugoligowego Stomilu. Nikt tej posady nie chciał brać. Bo każdy wiedział, że klub jest niewypłacalny. Długi sięgały dziesięciu milionów złotych. Piotrowi jednak nie chodziło o pieniądze, ale o doświadczenie w fachu.

- Spadliśmy, a klub ostatecznie upadł. Przyjemnością było jednak wprowadzanie do gry znanych obecnie ligowców jak Adrian Mierzejewski, Piotrek Klepczarek, Michał Trzeciakiewicz, Radek Cieżniak czy Norbert Witkowski i innych. W klubie przesiadywałem wtedy od rana do późnego wieczora. Tego, jak mi się wydawało, wymagał profesjonalizm.

Po zakończeniu swojej „misji” w Stomilu Tyszkiewicz dostał propozycję pracy w Kujawiaku Włocławek. Został tam koordynatorem do spraw szkolenia drużyn młodzieżowych, a rychło także objął funkcję trenera pierwszej drużyny.

- Po roku mojej pracy we Włocławku pojawił się trener Bogusław Baniak. Zatrudniano go zawsze tam, gdzie działacze szybko chcieli osiągnąć jakiś wynik. Mnie to nie pasowało. Rozstałem się więc z sympatycznym klubem z Włocławka- pożegnaliśmy się gdy zespól był na 3 miejscu w tabeli zaplecza Ekstraklasy.

Wtedy też ostatecznie podjąłem decyzję, że nie interesuje mnie bycie trenerem. Dodam trenerem w realiach, których nigdy nie akceptowałem.

W 2005 roku zdobyłem licencję menedżerską i ostro zabrałem się do roboty jako menedżer ds. zawodników.

- Pierwszym piłkarzem, który mi zaufał jako menedżerowi był Michał Trzeciakiewicz. Potem był Paweł Sobolewski. Obydwaj znani mi z okresu pracy w Stomilu. Obecnie prowadzę około trzydziestu futbolistów. W tym gronie są między innymi Paweł Sobolewski, Zbyszek Małkowski, Tomek Nowak, Michał Trzeciakiewicz, Jacek Markiewicz, Ernest Konon- - wszyscy Korona Kielce, Tadeusz Socha ze Śląska Wrocław czy Przemek Oziębała z Widzewa Łódź. Mam też pod swoją opieką wielu młodych zawodników, którym można wróżyć piękną piłkarską przyszłość. Ze „swoimi” futbolistami wiążą mnie nie tylko negocjacje kolejnych kontraktów. Bardzo często zapraszają mnie na swoje śluby czy chrzciny dzieci. Często goszczę ich w naszym domu. Dużą rolę przykładam do integracji w ramach teamu.

Piotr Tyszkiewicz jest również inicjatorem działającej od października 2010 Akademii Futbolu OSW Olsztyn. Akademia zajmuje się dziećmi od 3 roku życia...

- To jest dopiero wyzwanie. Z ręką na sercu powiem, że bez Beaty nie dalibyśmy rady z dzieciakami. Gdy widzimy jak bawią się ze wspaniałymi młodymi szkoleniowcami, którym dajemy szansę rozwoju, to serce nam rośnie.

Kolejnym etapem rozwoju menedżerskiej działalności Piotra Tyszkiewicza jest założenie portalu internetowego www.piotrtyszkiewiczteam.pl. To jest pierwszy w Polsce portal dla piłkarzy i klubów, którzy dzięki innowacyjnym rozwiązaniom mogą założyć videoprofil piłkarza, czy też skorzystać z ofert badań, pomocy prawnej, pomocy psychologa sportowego. Dzięki temu portalowi piłkarze mogą doszkalać swoje umiejętności techniczne, a rodzice dowiedzieć się jak prowadzić dziecko na drodze do kariery. Portal jest otwarty także dla zawodników z zagranicy chcących się promować w Polsce.

To nowość na rynku piłkarskim w Polsce, a nawet w Europie. Bo taki jest Piotr Tyszkiewicz: kiedyś kreatywny na boisku, a dzisiaj zainteresowany tylko najbardziej nowoczesnymi metodami pracy.

Krzysztof Szczepanik

 

Źródło: www.europamaxima.eu

Galeria

Komentarze (25)

Dodaj swój komentarz