Olsztyńskie PiS gotowe na każdą, programową, koalicję

Artur Chojecki kandyduje, z ramienia partii Prawo i Sprawiedliwość, do sejmiku wojewódzkiego. To numer jeden na liście partii z Olsztyna i okolic.

- Jak pan widzi najważniejsze punkty programu waszego ugrupowania odnoszące się do sejmiku wojewódzkiego – pytanie kieruję do Artura Chojeckiego.

- Chcielibyśmy doprowadzić do takiej sytuacji, by województwo warmińsko mazurskie, przestało odbiegać, w standardach życia, od innych województw. Odbiegać in minus… To świadczy o tym, że albo strategia rozwoju jest źle skonstruowana i źle są skonstruowane priorytety. W wyniku tego pieniądze płynące z zewnątrz są źle wydawane. A my jak mieliśmy 15 lat temu największe bezrobocie w całej Polsce, tak i obecnie zajmujemy tę samą pozycję. Można więc założyć, że to województwo jest źle zarządzane.

- Co zrobić by tak nie było…

- Przede wszystkim należy uruchomić aktywność społeczną. Zaś wojewódzkie władze muszą się skupić na tworzeniu warunków dla tworzenia nowych miejsc pracy. Powinny to być zajęcia niezbyt skomplikowane. Bo my nie mamy jakiejś super wykwalifikowanej siły roboczej. Przemysły innowacyjne nie zdałyby więc w regionie, przynajmniej na razie, egzaminu. A ci najmniej wykwalifikowani nie mogą być pozostawieni sami sobie. Najlepiej zdaje tu egzamin wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw. Urzędy pracy zaś powinny wspierać tworzenie miejsc pracy w najważniejszych z punktu widzenia regionu, sektorach gospodarki. To jest turystyka, meblarstwo. Choć nie wolno zapominać o wsparciu także innych branż. Skupienie się bowiem tylko na turystyce i meblarstwie może być mało korzystne z punktu widzenia całościowego rozwoju regionu. To jednak ciągle tylko działania łagodzące problem. Bo mylne jest pokładanie nadziei, że to urzędy pracy zlikwidują bezrobocie. Tylko poprawa stanu gospodarki wykreuje nowe miejsca pracy w takiej ilości, która pozwoli na likwidację masowego bezrobocia. Samorząd wojewódzki może rozwojowi gospodarczemu pomagać przez odpowiednią promocję inwestycyjną oraz poprzez tworzenie infrastruktury – drogi, przesyłowe linie energetyczne.

- Obecne władze województwa chwalą się ilością wpompowania funduszy w ekonomikę regionu…

- Pieniądze są, owszem, wydawane szybko, ale jakoś przemyślenia w tym wydawaniu nie widać. Przykładem niewłaściwej inwestycji są choćby znane już w całej Polsce, Termy Warmińskie. Coraz bardziej też można mieć obawę, że podobnie chybioną inwestycją jest lotnisko w Szymanach. Jakoś czarno widzę „obłożenie” tego lotniska pasażerami. Obszar oddziaływania Air Port Szymany, to nie więcej 400 – 500 tysięcy ludzi. Mieszkańcy obrzeży województwa o wiele bliżej mają do już istniejących lotnisk Warszawy, Bydgoszczy, Gdańska, Kowna. Ciężko więc prorokować sukces lotnisku w Szymanach.

- Jest wielu krytyków budowy lotniska w Szymanach. Nikt jednak nie mówi co z tym fantem uczynić teraz. Czy zaprzestać budowy, czy ciągnąć ją mimo wszelkich wątpliwości.

- Ta inwestycja jest piętnaście lat spóźniona. Gdyby to lotnisko powstało na przełomie wieków, gdy jeszcze rozkręcał to wojewoda Lorenc, to pewnie znalazłoby swoich klientów. Bo konkurencji jeszcze wokół nie było. Obecnie zaś, odnoszę wrażenie, że władze wojewódzkie głównie skupiły się na tym, że jak są pieniądze z Unii, to trzeba je koniecznie wydać. Nikt nie wie co będzie dalej, już po wybudowaniu lotniska wraz z całym zapleczem. Z tego co wiem były prowadzone rozmowy z dyrekcjami lotnisk w Lublinie i Wrocławiu o współpracy. Te porty lotnicze miałyby być przesiadkowymi dla lotniska olsztyńskiego. Nic jednak nie uzgodniono z liniami, które miałyby wozić pasażerów od nas do portów przesiadkowych. A przecież tanie linie nie przychodzą do lotniska za darmo. Wszystko jest związane z dodatkowymi opłatami. Jeśli nawet spółka zawiadująca lotniskiem dostanie takie pieniądze od władz samorządowych, to będą przecież pieniądze naszych podatników. A już we wstępnych przymiarkach finansowych słyszałem, że do lotniska będzie trzeba dopłacić, tylko w ciągu pierwszych pięciu lat jego funkcjonowania, 30 milionów złotych. Nikt z reprezentantów obecnej koalicji nie przedstawił konkretnej perspektywy samodzielnego utrzymania się lotniska. Jedynym argumentem było, że „przecież do transportu kolejowego też dopłacamy”. Tyle, że dopłaty do regionalnej kolei to pomoc naszym mieszkańcom, dojeżdżającym do pracy, natomiast dopłacając do lotniska spełniamy tylko czyjeś ambicje oraz zapełniamy kiesy międzynarodowych przewoźników. Nie ma jednak prostego rozwiązania tego problemu. Ja też nie odważę się powiedzieć: dopłacamy strukturalnie czy zamykamy cały interes. Każdy z tych wariantów ma swoje wady. Nie chciałbym doczekać takiego rozwiązania, że wzorem niektórych opuszczonych lotnisk hiszpańskich, organizuje się w Szymanach tor wyścigów samochodowych. Teraz chyba jedynym wariantem jest wypracowanie takiego modelu funkcjonowania lotniska, by przynosiło ono jak najmniejsze straty. Może rozwiązaniem byłoby urządzenie w Szymanach zakładu naprawczego dla samolotów.

- Cała Europa ma problem z zagospodarowaniem obszarów, wcześniej zaniedbanych, odstających od reszty danego kraju. Tak jest z Sycylią, terenami dawnej NRD. Ładowanych jest w te słabsze regiony mnóstwo pieniędzy, a one ciągle odstają od tych bardziej rozwiniętych. Dlaczego więc uważa pan, że na Warmii i Mazurach mamy do czynienia ze słabym rządzeniem, a nie z kłopotami strukturalnymi.

- Oczywiście nie można za wszystko winić władz regionalnych. Często mamy do czynienia także z czynnikami obiektywnymi. U nas utrudnieniem w rozwoju, jest położenie regionu tuż obok zewnętrznej granicy Unii Europejskiej, gorszy niźli w innych regionach kraju, stan infrastruktury drogowej, brak rozwiniętej infrastruktury gospodarczej. Te czynniki są jednak znane rządzącym tak w Warszawie jak i lokalnie w Olsztynie. Trzeba je jakoś niwelować. Bo trzeba zatrzymać trend oddalania się naszego regionu od innych, bardziej rozwiniętych. A rząd wspiera przede wszystkim silne ośrodki. I to mimo tego, że przecież w sejmiku, w Olsztynie rządzą ich partyjni koledzy. Jednym z kluczowych elementów rozwoju naszego regionu jest kwestia infrastruktury. Przy przetargach na budowę dróg bylibyśmy zdecydowanie za odejściem od zasad, że jedynym kryterium ma być cena. To typowe asekuranctwo urzędników. A potem firmy, które wygrały przetarg, próbują renegocjować umowy i zawsze istnieje zagrożenie opóźnienia wykonania danej inwestycji.

- Obecna koalicja chwali się jednak dużą ilością wykonanych dróg wojewódzkich. Sztandarowym przykładem budownictwa drogowego, pod egidą samorządu województwa, jest szlak od Bartoszyc przez Kętrzyn do Węgorzewa i Gołdapi. Czy uważa pan, że to za mało.

- Jest zbyt wiele opóźnień. Co roku ileś tam milionów złotych było zdejmowanych z budżetu drogowego z racji na niewykonanie jakiegoś odcinka. To doprowadza do tego, że wiele z projektów jest skumulowanych w ostatnim roku. Ten pośpiech jest zagrożeniem dla jakości wykonywanych robót. Nie można natomiast prac przenieść na lata następne, bo przyznane środki trzeba będzie wtedy zwrócić. A jego przyczynę widzę w złym zarządzaniu jednostką mającą się zajmować budową dróg wojewódzkich. O tym złym zarządzaniu mówiliśmy, my radni PiS już od początku kadencji. Dopiero jednak w ubiegłym roku marszałek uznał nasze racje i zmienił dyrektora Zarządu Dróg Wojewódzkich.

- Granica z obwodem kaliningradzkim to problem, a zarazem szansa województwa. Jak to sąsiedztwo wykorzystać. Jak z problemu zrobić atut. Przecież obecnie Braniewo czy Bartoszyce są bardzo zadowolone z masowego napływu Rosjan do tych miast, którzy tam właśnie, robią masowo zakupy. Co robić by ten strumień Rosjan skierować także do Olsztyna. Bo przecież w przeciwieństwie choćby do Gdańska, w stolicy Warmii i Mazur jest ich bardzo niewielu. Miało temu ściągnięciu Rosjan pomóc dofinansowanie połączenia kolejowego Olsztyna z Kaliningradem. Nic z tego jednak nie wyszło.

- Pamiętajmy, że wiele spraw dotyczących Kaliningradu można co prawda teoretycznie ustalić w Olsztynie, ale potem i tak zatwierdza wszystko władza w Moskwie. Bo taka jest natura rosyjskiego systemu. Nasze lokalne sugestie pozostają więc tylko sugestiami. Chcieliśmy wodnego przejścia turystycznego na Łynie, a Rosjanie i tak to zablokowali. Podobnie rzecz się ma z, proponowanymi przez stronę polską, nowymi przejściami granicznymi. Dużo propozycji z naszej strony i zero odzewu (poza jakimiś banałami) ze strony rosyjskiej. Połączenie kolejowe to przede wszystkim sprawa finansów. Obecnie do kolei regionalnych samorząd dopłaca około 50 milionów złotych rocznie. By dopłacić do połączenia z Kaliningradem trzeba by znaleźć jakieś dodatkowe środki. Bez jednoznacznej deklaracji Rosjan, co do utrzymania takiej linii, nie ma sensu nawet rozpoczynać jakichkolwiek działań. Bo w tym cały ambaras aby dwoje chciało naraz.

- Wiele inwestycji infrastrukturalnych jest dofinansowanych z funduszy zewnętrznych. W takim przypadku trzeba jednak mieć udział własny. Czy budżet województwa jest przygotowany na tego rodzaju wydatki.

- Jedynym źródłem dofinansowania pozostaje kredyt. Wszędzie w Europie samorządy są zadłużone. Najważniejsze więc by te kredyty nie poszły na konsumpcję, a na inwestycje.

- Jednym z zarzutów jakie radni Prawa i Sprawiedliwości postawili obecnym władzom sejmikowym jest „nadreprezentacja „ w inwestycjach powiatów lidzbarskiego i gołdapskiego. Miałoby to dowodzić, że powiaty te, skąd pochodzi dwóch obecnych marszałków, są uprzywilejowane, kosztem innych rejonów. Czy może pan zagwarantować, że gdyby PiS rządziło naszym województwem to takich wynaturzeń nie będzie.

- Zaręczam, że takich przypadków pod naszymi rządami by nie było. Dowodem realizacji naszych intencji może być choćby okres rządów w kraju Prawa i Sprawiedliwości. Region Warmii i Mazur, mimo tego, że przecież tu rządziła koalicja „antypisowska”, otrzymał wtedy bardzo dużo pieniędzy. Bo takie były potrzeby, a nie kalkulacje polityczne. Tak jak obecnie potrzebą chwili są przede wszystkim inwestycje w najbardziej zaniedbanym regionie Warmii i Mazur – powiatach wysuniętych najbardziej na północ.

- By rządzić w jakimkolwiek ciele politycznym, to trzeba, albo zdecydowanie wygrać wybory, albo mieć właściwych koalicjantów. Z kim wy możecie, na poziomie wojewódzkim, wejść w koalicję.

- Przy tworzeniu jakiejkolwiek koalicji interesował nas będzie tylko i wyłącznie program realnej zmiany w naszym województwie, jaki może prezentować tenże potencjalny koalicjant. Nie chcemy więc wykluczać z takich rozmów kogokolwiek, tylko z racji na szyld polityczny.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Krzysztof Szczepanik

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz