Opłaty za odbiór odpadów w stolicy Warmii i Mazur są naliczane w zależności od zużytej wody. Takie rozwiązanie pozwoliło na uszczelnienie systemu. Z szacunków wynikało bowiem, że za śmieci nie płaci nawet kilkanaście tysięcy osób.
Teraz mieszkańcy Olsztyna płacą 11,70 zł za metr sześcienny zużytej wody. Od sierpnia nowa stawka miałaby wynieść 13,90 zł.
Proponowana stawka w przybliżeniu odpowiada kwocie 41,70 zł za osobę – bowiem statystyczny Olsztynianin w ciągu miesiąca zużywa trzy metry sześcienne wody. Dla porównania: w przypadku Lublina byłaby to kwota 39,60 zł w zabudowie wielorodzinnej (13,20 zł za metr sześcienny zużytej wody) oraz 42 zł od osoby w zabudowie jednorodzinnej, we Wrocławiu stawka wynosi 41,24 zł za osobę, zaś mieszkaniec podolsztyńskiej Purdy płaci 43 zł.
Wiele samorządów zakładało utrzymanie dotychczasowych stawek. Nadzieje na oszczędności wzbudziło wprowadzenie systemu kaucyjnego, które miało spowodować spadek ilości odpadów ze szkła i tworzyw sztucznych. Tak się jednak nie stało.
- W pierwszym kwartale tego roku odnotowaliśmy wzrost ilości odpadów ze szkła o 3 proc., a tworzyw sztucznych o 6 proc. - informuje dyrektor Wydziału Środowiska Urzędu Miasta Olsztyna, Ewa Łukasik. - Łączna masa odpadów odebranych w tym okresie była o 5,5 proc. większa niż analogicznym okresie poprzedniego roku. Zaobserwowaliśmy też wzrost ilości odebranych odpadów wielkogabarytowych o 10 proc. i remontowo-budowlanych o 13 proc.
Prognozowana zmiana jest więc efektem nielekceważenia rachunku ekonomicznego.
- Zdajemy sobie sprawę, że zwiększenie stawki za odbiór odpadów to decyzja trudna, ale nie możemy ignorować czynników ekonomicznych – komentuje zastępczyni prezydenta Olsztyna, Justyna Sarna-Pezowicz. - Narzucona nam konieczność wydzielonych frakcji, system kaucyjny nie działa tak jak ustawodawca zakładał, a całość jest bardzo kosztowna. Jako samorząd jesteśmy zobowiązani do przestrzegania zasady gospodarności.
Ale nie tylko samorządy liczą każdą złotówkę. Od początku roku obserwowane są podwyżki cen odbioru odpadów przez firmy wywozowe. Im również wzrosły wydatki – m. in. za sprawą podwyżek cen paliwa i płac.
To nie jedyne czynniki wpływające na koszty obiegu odpadów. Przykład? W celu zwiększenia poziomu recyklingu miasto wprowadziło zbiórkę odpadów kuchennych, które można przerobić na biogaz i nawóz. Koszt zagospodarowania takich odpadów jest jednak obecnie wysoki z uwagi na ich duże zanieczyszczenie workami foliowymi. Cena za odbiór tony zanieczyszczonych odpadów to 880 zł, zaś tych „bezworkowych” – 300 zł. Teraz tylko jedną trzecią odpadów kuchennych gmina zagospodarowuje po niższej cenie.
- Dlatego apelujemy do mieszkańców, aby odpady kuchenne wrzucali do brązowych pojemników luzem, bez plastikowych opakowań, w których je gromadzą - dodaje Ewa Łukasik. - Ewentualnie jest to możliwe w opakowaniach ulegających biodegradacji.
Kosztuje nas również wprowadzona przez ustawodawcę nowa frakcja – czyli odpady tekstylne. Wsłuchując się w głosy mieszkańców, poza możliwością oddania ich do Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów, w tym roku w przestrzeni miejskiej zostały ustawione szare pojemniki do zbiórki zniszczonych tekstyliów. Koszt zagospodarowania jednej tony tej frakcji to 1,2 tys. zł, podczas gdy odpadów zmieszanych 650 zł.
Dyskusja na temat zmian stawek za odbiór odpadów jest planowana podczas majowej sesji Rady Miasta.










Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz