Pana Pawła odwiedzamy na dwa dni przed zamknięciem działalności. Pośród kolorowej prasy piętrzą się teczki z dokumentami. - Przepraszam za bałagan, ale właśnie dopełniam formalności. To konieczne, kiedy zamyka się firmę - wyjaśnia sprzedawca. W czasie naszej rozmowy do małego okienka podchodzi kilku stałych klientów. Zdają sobie sprawę z tego, że to ostatni tydzień, kiedy kioskarz podaje im ulubiony tygodnik. - Będzie nam brakowało tego miejsca - mówią.
Pierwszy kiosk pana Pawła
Paweł Klepczarek po ukończeniu szkoły przez wiele lat pracował w Społem jako pracownik techniczny. W 1989 roku wspólnie z żoną i teściową, przejął kiosk nieopodal Starego Ratusza w centrum Olsztyna.
Jak wspomina, wówczas interes kwitł. - Prasa sprzedawała się w setkach egzemplarzy, a kolejka do naszego punktu ciągnęła się na kilkadziesiąt metrów. Kiedy na starówce odbywały się imprezy, nieraz mieliśmy otwarte do godz. 23, bo sprzedaż tak dobrze szła. Ludzie kupowali nie tylko gazety, ale i wyroby tytoniowe, chemię, a nawet sznurowadła. Zdarzało się, że turyści z Niemiec brali po kilka sztang papierosów. Przez okienko słyszałem tylko: “Eins, zwei, drei, vier stange zigaretten.”
- Życie na Starym Mieście tętniło i wszyscy przedsiębiorcy chcieli mieć dostęp do wiadomości z Polski i świata, dlatego mieli pozakładane u nas tzw. teczki na prasę - kontynuuje pan Paweł. - Ile dokładnie mieliśmy tych teczek? Dzisiaj już nie pamiętam, ale zajmowały bardzo dużo miejsca. Do teczek można było zamawiać tylko niektóre gazety m.in. “Rzeczpospolitą” czy “Dziennik”. Jeżeli ktoś poszukiwał bardziej specjalistycznych lub trudno dostępnych tytułów, mógł wykupić prenumeratę i odbierał gazetę u nas w kiosku.
Przymusowe przenosiny na Żołnierską
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych rodzina pana Pawła dowiedziała się, że kiosk nie może dalej istnieć w historycznej części miasta, bo sprzeciwiają się temu architekci. Przedsiębiorcy musieli znaleźć alternatywne miejsce na biznes. Padło na ul. Żołnierską, nieopodal wówczas istniejącego tu Wydziału Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Choć początkowo obroty były mniejsze niż w punkcie na Starym Mieście, to pan Paweł szybko zyskał stałych klientów.
Sukces był tak duży, że po kilku latach małżeństwo zdecydowało się na zakup także drugiego kiosku – nieopodal sanepidu, także przy ul. Żołnierskiej. Od tamtej pory pan Paweł został w “starym” kiosku, a jego żona przejęła nowszy punkt.
- Nie ma między nami żadnej rywalizacji, każdy wykonuje swoją robotę. O pieniądze się nie kłócimy, bo wszystko trafia do wspólnej puli. Mamy do siebie pełne zaufanie - opowiada Paweł Klepczarek pytany o minusy rodzinnego biznesu.

Prasa upada. Co dalej?
Systematyczne spadki sprzedaży prasy drukowanej w Polsce notowane są od 2010 roku. Ten trend znacząco odbił się na działalności pana Pawła - Kiedyś prowadzenie kiosku było całkiem dobrym biznesem, na prasie mogłem wywalczyć przyzwoite marże. Dzisiaj obroty są 10 razy niższe, niż było to w czasach świetności. Uczniowie i studenci w ogóle nie czytają prasy, bo dostęp do wszystkiego mają po chwili w telefonach. Gazeta wychodzi dopiero na drugi dzień. Trzeba się z tym liczyć - ubolewa.
Przez ostatnie lata w kiosku pana Pawła kupowali więc głównie stali klienci, najczęściej seniorzy. Właściciel punktu widząc znajomą twarz, od razu wie, co podać - ulubiony dziennik, program telewizyjny na cały tydzień czy paczkę papierosów. Pyta o zdrowie, o rodzinę, komentuje z kupującymi wiadomości ze świata.
Rutyna i sekrety kioskarza
Każdy poniedziałek sprzedawca zaczyna oczywiście od przeglądu prasy. Najpierw przegląda “Gazetę Olsztyńską”, by wiedzieć, co dzieje się w mieście i regionie, a później kolejno: “Super Express” i “Fakt”. - W poniedziałki ukazują się także tygodniki: “Angora”, “Przegląd”, “Newsweek”. Wybieram z nich co ciekawsze artykuły. We wtorki doczytuję jeszcze poniedziałkową prasę. W środy wychodzi “Polityka”. Jeżeli pod koniec tygodnia się nudzę, to zajrzę nawet od czasopism kobiecych - czasem są tam wartościowe porady prawne czy zdrowotne - opowiada.

Pana Pawła pytamy również o sekrety pracy kioskarza. - Do toalety chodzę do pobliskiego budynku uniwersyteckiego. Kiedy przejmowaliśmy to miejsce, kiosk znajdował się na terenie, którego właścicielem była uczelnia. Zapytałem wówczas, czy nie będzie problemu, żebym co jakiś czas skorzystał z ich toalet. Nie protestowali - opowiada właściciel punktu z prasą.
A jak pan Paweł radzi sobie w nieogrzewanym niespełna 6-metrowym pomieszczeniu w mroźne, zimowe dni? Odpowiedzią jest żeberkowy grzejnik. - Jeśli chcę mieć ciepło, to niestety muszę wydawać więcej na prąd. Wtedy nie zarobię nawet na koszty prowadzenia biznesu - mówi.
Działka, filmy, spacery z psem - czyli plan na zasłużoną emeryturę
Na “formalnej” emeryturze pan Paweł jest od 10 lat. Dopóki siły mu pozwalały, mimo statusu emeryta, wciąż prowadził kiosk. Teraz przyszedł czas na zasłużony odpoczynek. - Mam 9 arów działki przy domu, więc wiosną czy latem nie będę się nudzić. Zamierzam się wysypiać, częściej wychodzić z psem, nadrobić zaległości filmowe. Obawiam się nawet, że w domu będę miał więcej do roboty niż tutaj - uśmiecha się.
- Jestem bardzo zadowolony ze swojego życia. Od 27 lat siedzę, odpowiadam za swoją robotę, żaden szef nie stoi mi nad głową. W przerwach czytam prasę, palę papierosy. Mam swoje - ciasne, ale własne - prawie 6 metrów kwadratowych. Wolność i spokój. Żyć, nie umierać - kończy.

Kiosk prowadzony pana Pawła po likwidacji ma trafić do lokalnej Fundacji Klasyczna Jazda.
Czytaj również:
Po 26 latach mówią "koniec". Olsztyńska marka likwiduje popularny sklep










Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz