Jak głosi miejska legenda, Borys w drzewie przy ul. Bema zamieszkał po ucieczce przed watahą bezpańskich psów. Trafił wówczas na opuszczoną przez sowę dziuplę, gdzie znalazł stałe schronienie.
Rzeczywista historia czworonoga ma być jednak nieco inna. Jak w przeprowadzonej w 2022 roku rozmowie z Gazetą Olsztyńską wspominała pani Anna (imię zmienione), opiekunka czworonoga, przychodziła pod drzewo jeszcze kiedy w tym miejscu mieszkała mama Borysa. - Urodziła cztery kocięta, trójkę z nich zabrała z dziupli. Został tylko on. Borys mieszka tu od początku swojego kociego życia. Po ustaleniu z weterynarzem zaczęłam go odrobaczać - opowiadała pani Anna.
Powrót na ziemię? Borys był na "nie"
Wkrótce to Borys stał się jedynym rezydentem kryjówki w drzewie. Noce spędzał w dziupli, która osłaniała go przed deszczem, wiatrem i słońcem, a w dzień często można było dostrzec go odpoczywającego na jednej z gałęzi. “Dom” Borysa miał półtora metra głębokości, dwa wejścia i dwie drogi ucieczki. Taki układ schronienia sprawił, że kot czuł się bezpiecznie i nie chciał wracać na ziemię. Wejście do kryjówki zostało nawet niegdyś powiększone, by zwierzę czuło się tu jeszcze lepiej.
Przez 12 lat mieszkańcy Bartoszyc dbali o swojego podopiecznego. Na specjalnym kiju zawieszanym na gałęziach przymocowano foremkę do ciasta, w której kocurowi dwa razy dziennie dostarczano jedzenie. Jak widać po zdjęciach zrobionych w ostatnich latach życia Borysa - był dość obfitym kocurem i na brak pożywienia z pewnością nie narzekał.
Ciasne, ale własne
Wielokrotnie podejmowano próby zdjęcia kota z drzewa, sądząc że tylko w ten sposób zapewni mu się właściwą opiekę. Pierwszy raz prawdopodobnie stało się to wtedy, kiedy o pomoc prosiła ówczesna opiekunka mruczka. - Zadzwoniłam po straż pożarną. Strażacy nie mogli go wyjąć, bo dziupla w drzewie jest bardzo głęboka. Bosak był za krótki. Za drugim razem jednak im się udało i zawieziono kota do schroniska. Przez trzy dni nic nie jadł, tylko płakał. W końcu przywieziono go z powrotem i wrócił na drzewo - relacjonowała pani Anna.
Borys wracał do kryjówki zresztą przy każdej okazji, kiedy ludzie próbowali go ściągnąć z lokum na wysokości. Co by nie mówić - w swojej “ciasnej, ale własnej” dziupli miał nie tylko wygodne i bezpieczne schronienie, ciszę, ale i upragnioną wolność.
“Dopóki rosnę, Bartoszyce będą bezpieczne”
Niezwykła jest nie tylko historia samego lokatora, ale i jego “domu”. Borys zamieszkiwał w 120-letnim dębie, mierzącym 20 metrów wysokości i 2,5 metra w obwodzie. Drzewo otrzymało nawet własne imię - “Bartosz”.
Wiekowy dąb w lipcu 2026 br. został doceniony w konkursie Klubu Gaja na Drzewo Roku. Zgłosili go sami mieszkańcy Bartoszyc (dokładnie Stowarzyszenie Integracji Osób Niepełnosprawnych SION), chcąc nagłośnić historię okazu oraz jego czworonożnego mieszkańca. Ostatecznie drzewo zajęło w plebiscycie 3. miejsce.
Jak opisano w zgłoszeniu, do dębu Bartosza przychodzą z życzeniami osoby z niepełnosprawnościami, a ich prośby często się spełniają - choć nikt nie wie jak. Oczywiście nie zapomniano także o nietypowym mieszkańcu - Borysie.
- Ludzie mówili, że to dziwny kot, który wybrał dąb za swój dom. Są słynni w okolicy, rozumieli się bez słów. Kiedy przychodziła burza, dąb pochylał gałęzie, by osłonić zwierzę przed deszczem. Gdy noc była cicha, kot mruczał tak miękko, że liście drżały jak od wiatru. Dąb Bartosz i kot Borys byli bardzo ze sobą związani. Bartosz jest symbolem dobroci, opiekuńczości. Legenda głosi, że drzewo jest opiekunem Bartoszyc, który pilnuje by spokój nie opuścił tego miejsca. Czuwa nad mieszkańcami, by mogli spać spokojnie, tak jak czuwał, by kot Borys czuł się bezpiecznie w jego konarach. „Nie bójcie się. Dopóki rosnę, Bartoszyce będą bezpieczne.” - opisano wyjątkową relację czworonoga i dębu.
Kot czy ptak?
Choć Borys nie mieszka już w dębie (nie znaleźliśmy informacji na temat tego, czy zakończył swój żywot czy po prostu z własnej woli "wyprowadził się" z drzewa) to mieszkańcy nadal wspominają jego niezwykłą historię. - On chyba sam uwierzył, że jest ptakiem - podsumowała Jolanta Warmachowska, kierownik Stowarzyszenia Integracji Osób Niepełnosprawnych SION w Bartoszycach w rozmowie z dziennikiem Fakt.







Komentarze (0)
Napisz komentarz