Imprezowicze, którzy dwie dekady temu bawili się w kultowym klubie w Wilkasach to dzisiaj z reguły ustatkowani 35-40-latkowie, często posiadający własne rodziny. Gdy pytamy ich o wspomnienia związane z dyskoteką, to dla nich powrót do lat młodości i weekendów, na które czekało się z utęsknieniem. Większość stałych bywalców Ibizy - a wcześniej mieszczących się w tej lokalizacji Klepsydry i Kanady - mieszkała w małych miasteczkach lub wsiach Warmii i Mazur, a w soboty docierała do klubu na cotygodniową imprezę.
Autobus do Wilkasów
W szczycie popularności zainteresowanie Klepsydrą było tak duże, że do Wilkas co weekend realizowane były specjalne kursy trzech autokarów, którymi docierali imprezowicze z Kętrzyna, Węgorzewa i Giżycka. Tak na dyskotekę przyjeżdżał także - wówczas 17-letni - Paweł “Paff Dee” Skurat. - Przygodę z Wilkasami rozpocząłem w 2006 roku. Wspominam to jako miejsce pełne pozytywnych wrażeń. Były to absolutne lata świetności clubbingu w Polsce, dlatego klub cieszył się ogromnym zainteresowaniem - opowiada.

Jak dodaje, w utrzymaniu tej wysokiej frekwencji pomagały właśnie transporty klubowiczów autokarami, prawdopodobnie organizowane z inicjatywy właścicieli klubu. Łącznie "zapewniały" one ponad 150 bawiących się osób. Autobus odjeżdżał z rodzinnej miejscowości pana Pawła - Kętrzyna co sobotę ok. godz. 20:00. Z kolei o godz. 3:30 nad ranem pod klubem organizowana była zbiórka na transport powrotny. - Wszyscy wiedzieli, że muszą być punktualni, bo inaczej tego dnia nie wrócą do domów - uśmiecha się rozmówca.
- Autokarem kierował pan Rysiu, który był wyjątkowo charakternym facetem. Kiedy w drodze powrotnej ktoś nieodpowiednio się zachowywał, pan Rysiek potrafił w połowie trasy zatrzymać pojazd i zagrozić delikwentowi: “Albo się uspokoisz, albo wysiadasz”. Mimo drobniejszej budowy, kierowca potrafił poradzić sobie z niejednym osiłkiem - podkreśla Paweł Skurat.
Zabawa do rana
Na wejściu do klubu w Wilkasach trzeba było oczywiście przejść kontrolę ochroniarzy, którzy sprawdzali dowody osobiste i legitymacje szkolne (na imprezę mogły wejść wyłącznie osoby powyżej 17. roku życia). Następnie goście przechodzili do korytarza - tu mieściły się kasy biletowe, następnie po lewej - toalety, po prawej - szatnia. Paweł Skurat wspomina, że w klubie były dwie sale. W pierwszej, większej grała muzyka elektroniczna/techno. W mniejszej królowało disco dance, dlatego każdy mógł znaleźć dla siebie odpowiedni klimat. Całość uzupełniał mały, letni ogródek z ławkami i parasolami.
W Wilkasach występowały największe gwiazdy polskiej muzyki klubowej - DJ Hazel, C-Bool, Alchemist Project. Rozmówcy Olsztyn.com.pl mówią, że poziom muzyczny był wtedy w lokalu “najwyższy w Polsce”. Miejsce w wielu młodych ludziach zaczepiło miłość do techno i zainspirowało do rozwoju kariery w muzyce.

Plakaty z 2006 roku reklamujące imprezy w kultowym klubie otrzymaliśmy od jednej z czytelniczek Olsztyn.com.pl
Fot. Archiwum prywatne Katarzyny Krajewskiej
Paweł Skurat wspomina też sytuację, która szczególnie zapadła mu w pamięć, kiedy w klubie znienacka pojawił się patrol policji. - DJ’e się rozkręcali, na parkiecie było mnóstwo ludzi, można powiedzieć, że nadchodził tzw. prime-time imprezy. Aż tu muzyka przestała grać, a do środka weszło kilkunastu funkcjonariuszy. Wszyscy zamarliśmy. Policjanci skontrolowali cały lokal - sprawdzali wiek uczestników, legalność nośników. W końcu, po 1,5-godzinnym oczekiwaniu, mogliśmy wrócić do zabawy - opowiada.
Zmiany nazwy i właścicieli
Najpierw klub w Wilkasach nazywał się Klepsydra, później Kanada, pod koniec działania - Ibiza. Dlaczego na przestrzeni dosłownie czterech lat miejsce miało aż trzy nazwy? Z pomocą przychodzi nam niegdyś grający w tej lokalizacji DJ Tomasz Perczyński "VURIOUZ". Jak mówi, wynikało to ze zmiany właściciela i działań promocyjnych.
Pierwsza dyskoteka - Klepsydra miała powstać, kiedy jeden z majętniejszych w okolicy przedsiębiorców kupił znajdujące się w tym miejscu stare zakłady. W jednym z przejętych przez siebie budynków stworzył klub muzyczny. To właśnie za czasów Klepsydry odbywały się tu najhuczniejsze imprezy, a w Wilkasach gościły gwiazdy polskiej muzyki techno.

Później ten sam właściciel zmienił nazwę na Kanada. W ten sposób chciał dotrzeć do jeszcze szerszej publiczności. Paweł Skurat wspomina, że ci, którzy w tamtym okresie bawili się w klubie, otrzymywali pieczątkę z wizerunkiem symbolu Kanady - liścia klonowego.
Pod koniec 2007 roku frekwencja w Wilkasach zaczęła stopniowo maleć. Imprezy stały się powtarzalne, a klubowiczów obiegła wiadomość że w oddalonych o ok. 50 km Korszach firma Arena Disco Team planuje otworzyć nowy klub. Miejsce miało być większe i nowocześniejsze od Wilkas. Arena Disco Team zdecydowała się wówczas przejąć także podupadającą Kanadę. Nowy inwestor przeprowadził remont w lokalu i przemianował go na Ibizę.
Nowe otwarcie
Rozmówca Olsztyn.com.pl Tomasz Perczyński był jednym z DJ’ów, który zaczynał w Kanadzie, a potem stale grał w Ibizie. Po ukończeniu szkoły, w wieku 19 lat Perczyński w duecie z kolegą nagrał demo i zaprezentował ją jednemu z szefów sieci Arena Disco Team. Jego muzyka spodobała się nowym właścicielom Kanady, a później Ibizy tak bardzo, że wygrał konkurs na DJ’a, a jego sety były stałym elementem imprezy w odnowionym klubie.

Wielkie otwarcie po metamorfozie odbyło się w grudniu 2008 roku. Wystrój zaproponowany przez nowego właściciela nawiązywał do innych klubów sieci Arena Disco Team. Odnowiono bar, w narożnikach postawiono posągi przypominające mnichów w kapturach. Na tych, którzy przybyli na otwarcie, czekały darmowe drinki. Jak opowiada Tomasz Perczyński, klimat podczas inauguracji był niesamowity - grała różnorodna muzyka, praktycznie nie było wolnych stolików, ludzie bawili się do późnych godzin porannych.
Nowi właściciele zainwestowali w rozwój Wilkas sporą kwotę i chcieli przyciągnąć klubowiczów na różne sposoby. W tym okresie koncert zagrała tu m.in. Mandaryna. Swoje sety zaprezentował tam także DJ V-Valdi.
Upadek Ibizy
Na początku wielu stałych gości Wilkas było ciekawych jak zmienił się lokal, frekwencja minimalnie się zwiększyła. Ale było to tylko czasowe - wkrótce klub przyciągał coraz mniej gości. - Ci, którzy przyzwyczajeni byli do pierwotnego układu pomieszczeń i wystroju, znanego z czasów Klepsydry i Kanady, nie czuli się już tam tak dobrze. Ja sam pojawiłem się w Ibizie jeden raz i nigdy więcej tam nie wróciłem. Wydaje mi się, że większość klubowiczów z poprzednich lat miała podobne wrażenie - opowiada Paweł Skurat.
Jak wspomina Tomasz Perczyński, gwoździem do trumny klubu w Wilkasach było to, że coraz częściej miało dochodzić tam do awantur. - Niektórzy z przyjezdnych nie potrafili się zachować i na porządku dziennym stały się bójki. Po tym, jak jeden z DJ’ów został pobity przed lokalem, właściciele poważnie zaczęli zastanawiać się, czy ciągnąć ten biznes dalej, skoro na każdą imprezy musieli wynająć kilkunastu, a nie kilku ochroniarzy. To stanowiło dla nich ogromne koszty. Ludzie nie chcieli przyjeżdżać do Wilkas, bo zawsze ktoś dostał tam w głowę. DJ’e w obawie o swoje bezpieczeństwo przestali przyjmować zaproszenia - relacjonuje Perczyński.
Ostatecznie, w połowie 2009 roku nierentowna Ibiza na zawsze zamknęła swoje drzwi dla klubowiczów. Od tej pory miejsce nigdy nie zostało ponownie otwarte.

"W soboty życie nabierało rozpędu"
Wspomnienia z tego miejsca są nadal jednak bardzo żywe. Kiedy pamiętne imprezy w Wilkasach zapytaliśmy na profilu Olsztyn.com.pl na Facebooku, post skomentowało wiele osób, które z łezką w oku pamiętają kultowe dyskoteki sprzed dwudziestu lat. Pan Mateusz Sobolewski napisał do nas, że w klubie zagrał nawet zespół Boys, a impreza transmitowana była na żywo w telewizji Polsat, co na tamte czasy było swoistym fenomenem.
- Świat był wtedy bardzo otwarty i chyba prostszy. Nie mieliśmy smartfonów, kupowało się pakiety SMS-ów, rozmawialiśmy przez Gadu Gadu. Za czasów Klepsydry i Kanady w Wilkasach czułem się bezpiecznie. Były atrakcyjne dziewczyny, dobrze tańczący i sympatyczni chłopacy. Można było nawiązać nowe znajomości, które przetrwały do dzisiaj. Ale przede wszystkim skupialiśmy się na dobrej muzyce. Przyciągał nas niepowtarzalny klimat lokalu. Nigdy nie zapomnę tego miejsca, które na całe życie ukształtowało mój gust muzyczny i wpłynęło dalszą drogę zawodową - podsumowuje Paweł Skurat, który od 15 lat wykonuje zawód DJ’a pod pseudonimem scenicznym Paff Dee.
Również Tomasz Perczyński do dziś zajmuje się muzyką - działa pod pseudonimem "VURIOUZ", jest promotorem, producentem i DJ’em. To jego hobby, ale też druga praca, po byciu kierowcą zawodowym. - Wspominam czasy Wilkas z dużą nostalgią. Ludzie czekali na weekendowe imprezy przez cały tydzień. To była okazja, by spotkać ciekawych ludzi z całego regionu, odpocząć po tygodniu pracy czy szkoły. Życie było wolniejsze, ale nabierało rozpędu w te sobotnie noce.







Komentarze (0)
Napisz komentarz