Nie ustają kontrowersje wokół remontu dziurawej ul. Bartąskiej. Drogowcy ograniczyli na niej ruch ciężarówek. Teraz prezes firmy budowlanej, która buduje tam mieszkania, ostrzega: jeśli urzędnicy nie cofną decyzji, stracimy miliony, a nasi robotnicy pracę.
reklama
W piątek olsztyńscy drogowcy zaczęli układać betonowe płyty na Bartąskiej. Od soboty zniszczoną ulicą nie będą mogły jeździć ciężarówki ważące więcej niż 10 ton. Tak postanowili w czwartek na wspólnym spotkaniu urzędnicy miejscy i powiatowi z Olsztyna. - Droga jest w katastrofalnym stanie i ograniczenie musi zostać wprowadzone - argumentował Paweł Jaszczuk, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg Mostów i Zieleni.
- Rozumiem, że w interesie firm lepiej jest puścić dziesięć czterdziestotonowych ciężarówek zamiast 40 mniejszych - podkreśla Piotr Grzymowicz, wiceprezydent Olsztyna. - Ale ważniejsze od zysków inwestorów jest bezpieczeństwo jeżdżących i chodzących tędy ludzi.
Pisaliśmy o tym w piątek. Zakaz ma obowiązywać przez rok, do czasu generalnego remontu ulicy.
Decyzja urzędników wywołała natychmiast reakcję deweloperów, którzy wzdłuż ulicy budują bloki mieszkalne. - Ograniczenie oznacza, że praktycznie żaden samochód ciężarowy nie dojedzie do budowy. A to spowoduje wstrzymanie budowy 250 mieszkań i zwolnienie około 80 pracowników - ostrzega Andrzej Bogusz, prezes Arbetu.
Dodaje, że ma dwa wyjścia z tej sytuacji: albo ignorować zakazy i płacić mandaty, albo zamknąć budowę. Szacuje, że straty jego firmy mogą wynieść kilka milionów złotych, bo podpisane są już umowy na transport i materiały do budowy domów. - Szkoda, że miasto nie troszczy się o los 80 naszych pracowników, a z dnia na dzień zaskakuje nas bezsensownymi decyzjami. Nie możemy tego tak zostawić, bo ucierpi wiarygodność naszej firmy - mówi Bogusz.
Dlatego wezwał do natychmiastowego cofnięcia ograniczeń w ruchu na ul. Bartąskiej. Jego zdaniem decyzja władz miasta i powiatu to kompromitacja urzędów. - Nie zamierzamy czekać bezczynnie, będziemy dochodzić swoich praw na drodze sądowej.
- Droga powiatowa ma swoją nośność i sąd nie pomoże inwestorom - mówi Adam Sierzputowski, starosta olsztyński.
Ul. Bartąska nigdy nie była w takim stanie, by kierowcy mogli po niej jeździć bezpiecznie - zawsze było tu wąsko, a pobocze było bardzo nierówne. Więc samochody nie miały gdzie uciekać, gdy z przeciwka jechał inny samochód - dwa auta ledwie się tu wymijały. Stan ulicy pogorszył się dramatycznie przez ostatnie dwa-trzy lata, gdy zaczęła się budowa nowego osiedla mieszkalnego. Jeżdżące ulicą ciężarówki wybiły w asfalcie potężne dziury.
W tym roku mieszkańcy tak często skarżyli się mediom na stan ulicy, że ratusz zdecydował się na jej remont. Nie było to proste. Ulica prowadząca do osiedla należy do olsztyńskiego starostwa, a starostwo nie miało pieniędzy na naprawę. Dopiero niedawno starosta zgodził się oddać drogę w użytkowanie miastu, teraz ratusz będzie mógł zaplanować remont. Dlaczego tak późno? - Nikt z olsztyńskich władz nie informował nas o budowach planowanych wzdłuż ulicy. Gdybyśmy o tym wiedzieli, rozmowy o przekazaniu drogi i remoncie można było przeprowadzić parę lat temu - mówi Sierzputowski.
Co na to wszystko mieszkańcy okolicznych osiedli? - Interesuje nas natychmiastowy gruntowny remont, a nie te przepychanki - mówi Tomasz Kowalewski z zarządu wspólnoty mieszkańców przy ul. Złotej. - To, że jeszcze nikt tutaj nie zginął, to cud - dodaje.
Komentarze (0)
Napisz komentarz