[WYWIAD] Rozmawiamy z Agnieszką Łukasiewicz - nietuzinkową orędowniczką przyrody, która wróciła z Anglii na Warmię i Mazury

[WYWIAD] Rozmawiamy z Agnieszką Łukasiewicz - nietuzinkową orędowniczką przyrody, która wróciła z Anglii na Warmię i Mazury
Agnieszka Łukasiewicz wraz z mężem Jimem
Fot. Archiwum prywatne

Rozmawiamy z Agnieszką Łukasiewicz o pasji, która skłoniła ją do opuszczenia, w dramatycznych okolicznościach Wielkiej Brytanii, i powrotu na Warmię i Mazury wraz z Jimem Ashtonem, swoim mężem.

To co od pani usłyszałem, może z powodzeniem stanowić bardzo interesującą i zajmującą literaturę lub frapującą fabułę filmową. Jak to się stało, że znalazła się pani w Wielkiej Brytanii.

- Pochodzę z Olsztyna, studiowałam w Poznaniu. Z Wielką Brytanią byłam związana już od lat studenckich, kiedy wielokrotnie przebywałam tam na kursach języka angielskiego. W roku 2008 zamieszkałam w Wielkiej Brytanii z zamiarem pobytu na stałe. Jeszcze na początku 2019 roku wydawało mi się, że tak już na zawsze zostanie.

A jak to się stało, że Jim znalazł się w pani życiu?

- Poznaliśmy się trzy lata temu. W jaki sposób? Dosyć banalny, bo poprzez tamtejsze media społecznościowe. Z miejsca połączyła nas miłość do przyrody. Był zafascynowany tym, że jestem Polką. On już wtedy był rozkochany w moim kraju czyli w Polsce. Przyjechał do mnie w odwiedziny na pierwsze spotkanie i... już został. To był dla nas obojga strzał w dziesiątkę!

Czym się pani zajmowała za granicą?

- Zajmowałam się m.in. badaniami nad ekologiczną uprawą różnorodnych genetycznie mieszanek starożytnych odmian zbóż, uprawiałam ogród, prowadziłam zajęcia terapeutyczne z końmi, no i uczyłam swoje dwie córki w domu, a raczej na naszej małej farmie, gdzie oprócz koni na równych zasadach przebywały owce, psy, pszczoły, króliki i inne zwierzaki. A co wtedy robił Jim? Jim w tym czasie prowadził wraz z bratem prężnie rozwijającą się firmę zajmującą się tworzeniem ogrodów naturalnych, był ambasadorem na rzecz stowarzyszeń ochrony ważek i motyli, pisał artykuły w prasie fachowej, miał wykłady, występował w programach telewizyjnych, pisał książkę o wspieraniu bioróżnorodności w ogrodach. To nasze wspólne spotkanie było wtedy dla nas czymś naprawdę wyjątkowym. Jak się wam układało to nowe wspólne życie? Na tyle na ile nasze spotkanie było naprawdę jak dar od losu, na tyle cała reszta nam się rozsypała i to w tym samym czasie. Okazało się brat wystawił Jima do wiatru i zostawił go z niczym. Stracił dorobek całego życia, firmę i jakikolwiek dochód ze sprzedaży książki. Prawie w tym samym czasie nastąpił Brexit i rozpoczęła się pandemia. Zaplanowany ślub odwoływano nam trzykrotnie z powodu lockdownu. Jakby tego było mało to budowa szybkiej kolei HS2 w bezpośrednim sąsiedztwie zmusiła nas do wypowiedzenia umowy wynajmu domu, w którym mieszkaliśmy. Za czwartym razem nasz ślub doszedł wreszcie do skutku.

Krasopani Poziomkówka to wyjątkowo piękny motyl nocny odwiedzający ogród
fot. archiwum prywatne

Co zamierzaliście w tej sytuacji robić?

- Oboje doszliśmy do przekonania, że jest dla nas tylko jedno miejsce na ziemi, w którym powinniśmy się znaleźć: to Kraina Tysiąca Jezior, czyli Warmia i Mazury! Dla mnie był to powrót w rodzinne strony, dla Jima wymarzona szansa na  bezpośrednie obcowanie z wieloma gatunkami zwierząt i roślin, które wymarły dawno w Wielkiej Brytanii, albo są już tam absolutną rzadkością. Z drugiej strony była to po trochu ucieczka od przykrych życiowych zdarzeń. Kiedy zdecydowaliście się przenieść do Polski? To było mniej więcej rok temu. Zapadła decyzja: prawie natychmiastowa przeprowadzka za granicę! To tak jak skoczyć z rozbiegu na głęboką wodę, bo nie dość, że w trakcie pandemii, przy praktycznie zamkniętych granicach, to jeszcze z dziećmi, psami i końmi! Ale udało się. Chyba jakimś cudem!

Nowe gniazdo szybko zostało zaakceptowane przez obecną tu parę Bocianów Białych
fot. archiwum prywatne

To gdzie w końcu wylądowaliście?

- Na wsi 60 km od Olsztyna. W Polsce jesteśmy nie przypadkowo. Wyjątkowo dobrze zachowana bioróżnorodność polskiej fauny i flory jest dla nas niesamowicie fascynującym tematem obserwacji oraz dopingiem do prowadzenia dalszych badań. Jakie były te wasze „polskie początki”? Nabyliśmy niewielką działkę o wielkości niespełna jednego hektara. Początki to głównie budowa bez wytchnienia domku własnymi rękoma, załatwianie papierów wizowych dla Jima, egzaminy dzieci, no i rozpoczęcie remontu starej stodoły. Po jakimś czasie udało nam się wybudować przy domu mały naturalny staw. Wiele trudu kosztowało nasze blokowanie sąsiedzkiej inwestycji czyli pięciu tysięcy paneli fotowoltaicznych. Pracowaliśmy, i nadal pracujemy, bez przerwy i to do późnych godzin wieczornych.

Jaszczurka Zwinka wygrzewa się na przygotowanym przez nas dla gadów i płazów stosie drewna i kory
fot. archiwum prywatne

Jak to wszystko przedstawia się obecnie, czyli po ośmiu miesiącach?

- Teraz ta nasza niewielka działka to swego rodzaju rezerwat przyrody, gdzie nie tylko dbamy o obecnych „mieszkańców”, ale również staramy się przyciągać nowych. Wiele z nich to gatunki cenne i chronione w skali krajowej, niektóre nawet europejskiej. Od maja udało nam się odnotować 43 gatunki motyli, dochować się około 130 piskląt od 15 różnych gatunków ptaków (jaskółki, bociany, sikory, pleszki, czarnogłówki, krętogłowy, itd., itp.) gniazdujących zarówno w zainstalowanych przez nas budkach jak i na ziemi, dachu, pod dachem. Z tego co wiemy, niektóre z naszych projektów są pionierskie w skali krajowej. Wiemy też, że nikt jeszcze nie badał lęgów czarnogłówki w budkach dla ptaków. Na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu kończę studia podyplomowe: „Ochrona różnorodności biologicznej i zarządzanie środowiskiem”. Podjęłam je, aby zapoznać się dokładnie z polskimi realiami stanu środowiska naturalnego i ochrony przyrody. Przygotowujemy książkę dla polskich czytelników. Przyświeca nam idea ochrony polskiej przyrody i uświadomienie Polakom jak cennym jest ona skarbem. Naszym celem jest tej przyrodzie z całych sił pomagać. Robimy to zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Postanowiliśmy działać na rzecz ochrony kraski, ptaków, których mamy w kraju zaledwie 15 par.

Kruszczyca Złotawka to jeden z największych chrząszczy w naszym rezerwacie przyrody
fot. archiwum prywatne

Co jeszcze?

- Sadzimy lasy i sady, budujemy stawy, tworzymy łąki kwietne, realizujemy instalacje lęgowe dla ptaków, pszczół, nietoperzy, hodujemy drzewa i kwiaty polne z zebranych nasion, projektujemy i tworzymy ogrody naturalne. Zajmujemy się też edukacją ekologiczną w formie publikacji, spacerów edukacyjnych, wykładów, warsztatów, itp. W sierpniu planujemy rozpoczęcie działalności polegającej na projektowaniu, tworzeniu i pielęgnacji ogrodów naturalnych w Polsce. Przygotowujemy materiał do wydania w formie książkowej (w języku angielskim i polskim), którego celem jest zachęcenie osób do aktywnego udziału w ochronie przyrody i przekazanie potrzebnej do tego wiedzy. Cały czas poszukujemy partnerów pragnących promować tę ideę wspólnie z nami (tel: 723-553-904, e-mail: agalukasiewicz@gmail.com – red.).

Paź Królowej popijający nektar na naszej łące
fot. archiwum prywatne

Wiewiórki codziennie szukają smakołyków w przygotowanym dla nich karmniku
fot. archiwum prywatne

Budowa domu dla nietoperzy na dobrze nasłonecznionej ścianie szczytowe
fot. archiwum prywatne

Rozmawiał Lech Janka

Komentarze (4)

Dodaj swój komentarz

  • MłodA1 2022-07-31 15:15:01 94.254.*.*
    Wyjechała w roku 2008 a więc kiedy do władzy doszło PO a w Olsztynie po przewrocie ratuszowym rządy na nieszczęście mieszkańców zaczął sprawować Grzymowicz. Znamienna data. Wróciła gdy stało się jasne że Grzymowicz z PO wkrótce odejdzie. Dziękujemy Pani Agnieszko. Wracajcie wszyscy bo wkrótce nastąpi normalność.
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 9 9
  • Z miasta 2022-07-31 13:39:54 31.51.*.*
    Proponuje żeby portal porozmawial z maturzyrzystami z Olsztyna dlaczego 95% z nich po maturze opuszcza to miasto.Czego im brakuje w olsztyńskim Ciechocinku?
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 12 3