Archiwum wydarzeń
Szostakowicz / 120 lat / Koncert symfoniczny
W burzliwej zawierusze historii początków XX wieku, pojawił się artysta obdarzony porażającym wręcz talentem. Muzyka Dymitra Szostakowicza, bo o nim mowa, była jak diament między żarnami historii: jej artystyczna waga nie mogła ujść niezauważenie....
-
- Data
- piątek, 25.09.2026
-
- Godzina
- 19:00
-
- Miejsce
- Filharmonia Warmińsko-Mazurska
-
- Adres
- Bartosza Głowackiego 1, 10-447 Olsztyn
-
- Miasto
- Olsztyn
-
- Kategoria
- Koncert
-
- Organizator
- Filharmonia Warmińsko-Mazurska
Opis wydarzenia
W burzliwej zawierusze historii początków XX wieku, pojawił się artysta obdarzony porażającym wręcz talentem. Muzyka Dymitra Szostakowicza, bo o nim mowa, była jak diament między żarnami historii: jej artystyczna waga nie mogła ujść niezauważenie. Przeciwnie —wyszła daleko poza ramy geopolityki, była widocznym, mieniącym się punktem w konflikcie między wschodem a zachodem. Kompozytor, choć pisywał utwory sławiące komunistyczny reżim, aby móc pracować i żyć, nigdy nie porzucił własnej prawdy artystycznej. Przez całe życie tworzył utwory pod jej dyktando, często musząc ukrywać je w szufladzie na wiele lat. Niestety, nie ominął go horror życia w ciągłym strachu o siebie i najbliższych. Nieraz był wikłany w konflikty z władzą, które wielokrotnie kończyły się dla niego fatalnie (utratę pracy, wykluczenie artystyczne, zaginięcia członków rodziny i przyjaciół). Reżim stalinowski starał się zrobić z Szostakowicza sprawną marionetkę wypluwającą utwory w „jedynym słusznym” kluczu światopoglądowym i estetycznym. Nawet w tych ciasnych ramach kompozytor stworzył świetne utwory. Na szczęście nie ugiął się całkowicie — pozostawił też po sobie niezwykłe, nowatorskie dzieła, które stały się stałymi punktami repertuaru współczesnego, ale przede wszystkim wciąż zadają słuchaczom odważne i czasami niewygodne pytania o prawdę, tożsamość, trudne doświadczenia, nadzieję. Muzyka ta poraża prawdą, autentycznością, bezbronnością uczuć.
Szostakowicz rozpoczynał swoją karierę jako pianista-improwizator. Był naprawdę obiecującym instrumentalistą — świadczy o tym chociażby fakt wysłania go jako reprezentanta Rosji na I konkursie chopinowskim w 1927 roku. Młody muzyk miał apetyt na najwyższe laury, musiał jednak zadowolić się dyplomem wyróżniającym. Między innymi przez to (a może dzięki temu) zwrócił się ku kompozycji, czego jednym z pierwszych owoców był I Koncert fortepianowy op. 35. Co ciekawe, początkowo był on koncertem trąbkowym. W trakcie pisania kompozytor postanowił dopisać drugą partię solową — fortepianu, która okazała się na tyle dominująca, że to partia trąbki okazałą się towarzysząca. Koncert ten zawiera w sobie multum cytatów a nawet aluzji muzycznych, o których wspomina Robert Matthew-Walker:
Ze zbiorem godnym muzycznego poligloty zbiorem cytatów i inspiracji, tylko genialny kompozytor mógł połączyć tę różnorodność w spójną całość. Cudem jest, że Szostakowiczowi się to udało i stworzył dzieło wyjątkowe i niezniszczalne…*
Komentatorzy wskazują na parodiowanie Sonaty fortepianowej D-dur Josepha Haydna, Ronda a capriccio G-dur op. 129 (zwanym „Wściekłość z powodu zgubionego grosza”) Ludwiga van Beethovena**, czy tematów z baletu Romeo i Julia Sergieja Prokofiewa. Istotnie: Tragizm miesza się z komizmem, melancholia z parodią, a wszystko spójnie tworzy wielowymiarowe dzieło, które szczerość i głębię przykrywa maską błazna, nie popadając jednocześnie w banał czy pretensjonalność.
W drugiej części koncertu wejdziemy w samo centrum twórczości Szostakowicza: jego symfonii. Ten gatunek umiłował sobie rosyjski twórca najbardziej; takie rozbudowane dzieła tworzył przez całe swoje życie, zawierając w nich swój najgłębszy twórczy krzyk. V Symfonia od samego prawykonania była sukcesem, i to na wielu polach. W oficjalnym medialnym nurcie została przedstawiona jako metafora kształtowania się charakteru wzorcowego członka partii komunistycznej***. Nieoficjalnie odebrano ją jednak zgoła inaczej: była ona zbiorowym szlochem nad terrorem, w którym przyszło żyć Rosjanom****. V Symfonia porywa swoją szeroką paletą barw i nastrojów, przemyślanym rozmachem, a przede wszystkim tak charakterystyczną dla muzyki Szostakowicza rozbrajającą autentycznością.
Agnieszka Teodora Żabińska
* oryg. „With such a polyglot collection of quotations and influences, only a composer of genius could have moulded this variety into a cohesive whole. The miracle is that Shostakovich succeeded, and constructed a distinctive and indestructible work…” Robert Matthew-Walker, nota prog
Szostakowicz rozpoczynał swoją karierę jako pianista-improwizator. Był naprawdę obiecującym instrumentalistą — świadczy o tym chociażby fakt wysłania go jako reprezentanta Rosji na I konkursie chopinowskim w 1927 roku. Młody muzyk miał apetyt na najwyższe laury, musiał jednak zadowolić się dyplomem wyróżniającym. Między innymi przez to (a może dzięki temu) zwrócił się ku kompozycji, czego jednym z pierwszych owoców był I Koncert fortepianowy op. 35. Co ciekawe, początkowo był on koncertem trąbkowym. W trakcie pisania kompozytor postanowił dopisać drugą partię solową — fortepianu, która okazała się na tyle dominująca, że to partia trąbki okazałą się towarzysząca. Koncert ten zawiera w sobie multum cytatów a nawet aluzji muzycznych, o których wspomina Robert Matthew-Walker:
Ze zbiorem godnym muzycznego poligloty zbiorem cytatów i inspiracji, tylko genialny kompozytor mógł połączyć tę różnorodność w spójną całość. Cudem jest, że Szostakowiczowi się to udało i stworzył dzieło wyjątkowe i niezniszczalne…*
Komentatorzy wskazują na parodiowanie Sonaty fortepianowej D-dur Josepha Haydna, Ronda a capriccio G-dur op. 129 (zwanym „Wściekłość z powodu zgubionego grosza”) Ludwiga van Beethovena**, czy tematów z baletu Romeo i Julia Sergieja Prokofiewa. Istotnie: Tragizm miesza się z komizmem, melancholia z parodią, a wszystko spójnie tworzy wielowymiarowe dzieło, które szczerość i głębię przykrywa maską błazna, nie popadając jednocześnie w banał czy pretensjonalność.
W drugiej części koncertu wejdziemy w samo centrum twórczości Szostakowicza: jego symfonii. Ten gatunek umiłował sobie rosyjski twórca najbardziej; takie rozbudowane dzieła tworzył przez całe swoje życie, zawierając w nich swój najgłębszy twórczy krzyk. V Symfonia od samego prawykonania była sukcesem, i to na wielu polach. W oficjalnym medialnym nurcie została przedstawiona jako metafora kształtowania się charakteru wzorcowego członka partii komunistycznej***. Nieoficjalnie odebrano ją jednak zgoła inaczej: była ona zbiorowym szlochem nad terrorem, w którym przyszło żyć Rosjanom****. V Symfonia porywa swoją szeroką paletą barw i nastrojów, przemyślanym rozmachem, a przede wszystkim tak charakterystyczną dla muzyki Szostakowicza rozbrajającą autentycznością.
Agnieszka Teodora Żabińska
* oryg. „With such a polyglot collection of quotations and influences, only a composer of genius could have moulded this variety into a cohesive whole. The miracle is that Shostakovich succeeded, and constructed a distinctive and indestructible work…” Robert Matthew-Walker, nota prog






