Wkrętka „na mikser", czyli „gwiazdka z nieba" - dla naiwnych

Wkrętka „na mikser
Fot. Gerd Altmann z Pixabay

Co byś zrobił/zrobiła otrzymawszy propozycję bezpłatnego testowania drogiego urządzenia kuchennego – bo „tak się bardziej opłaca producentowi promować ten sprzęt, niż wydawać grube tysiące na reklamę w tv"? Czyż nie brzmi to zachęcająco?

Pan Jarosław z Dajtek (imię bohatera zmienione, miejsce zamieszkania prawdziwe), odebrał pewnego dnia telefon z nieznanego sobie numeru. Miła pani po drugiej stronie słuchawki zapraszała go na spotkanie promujące nowy sprzęt AGD. Miało ono odbyć się za kilka dni w Olsztynie (skąd osoba zapraszająca pana Jarosława wiedziała, gdzie on mieszka, skoro nawet o to nie zapytała?), a firma miała przekazać naszemu czytelnikowi wielofunkcyjny robot kuchenny do bezpłatnego użytkowania.

Bardziej nam się to oplaca, niż kupować reklamę w tv. A pan, przecież zadowolony z naszego produktu, opowie o nim wszystkim dookoła  — zachęcała miła pani.  Oferta była bez wątpienia interesująca a kiedy pan Jarek odebrał jeszcze smsa zapewniającego o „przygotowaniu obiecanego prezentu", nie miał już wątpliwości i stawił się na umówioną godzinę w jednym z olsztyńskich lokali, gdzie zapraszająca go firma wynajęła salę do prezentacji. Już na wejściu zrobiło się trochę dziwnie, kiedy siedzący tam „komitet powitalny" zażądał podania jego personaliów. Na wszelki wypadek podał tylko imię, dostał karteczkę z tym imieniem oraz agrafkę, żeby sobie tę karteczkę przypiąć do koszuli. A potem zaczęło się. 

Jak żyję, nie widziałem takiego show — opowiada nasz czytelnik. — Osoba prowadząca spotkanie miała do pomocy dwoje asystentów i tak nas zabajerowała, że godzinie byłem już gotów do kupienia jakiegoś fotela masującego i paru temu podobnych gadżetów za jakieś astronomiczne pieniądze. To było tak pokazane, że naprawdę uwierzyłem w wielką wartość prezentowanej oferty. I podpisał bym z nimi umowę ratalną o wartości mojej półrocznej pensji, tylko na szczęście nie miałem ze sobą dokumentów. To miało być przecież spotkanie promocyjne a nie sprzedażowe. Zapytałem tylko o obiecany robot kuchenny do testowania. „Jaki robot?" - spytała zadziwiona prowadząca. „No, obiecano mi". „Oni panu wszystko obiecają, żeby pan tylko przyszedł". Żeby jednak nie było, że nasz bohater nie otrzymał „gwarantowanego prezentu", wręczono mu buteleczkę jakiejś niezbyt drogiej wody kolońskiej. 

Cóż, czas było opuścić to miłe miejsce. Pan Jarek opowiedział o tej przygodzie znajomemu prawnikowi, a ten przygotował pismo, które zostało wysłane listem poleconym na adres znaleziony w Internecie. „Zobaczymy, jak zareagują" – zauważył mecenas. Odpowiedź przyszła po niezbyt długim czasie. Firma zmieniła adres i list wrócił do nadawcy. Żeby go jednak odzyskać, trzeba by jeszcze zapłacić poczcie za przewiezienie tej poleconej przesyłki w drugą stronę. Nie chcieli nawet oddać Zwrotnego Potwierdzenia Odbioru – za które pan Jarek zapłacił przecież osobno. Poczta upierała się, że „druk ZPO i dołączony do niego list stanowią jedność ".

Ale właściwie po co mi to — stwierdził pan Jarek i machnął na wszystko ręką. — Niech tam im będzie, że im się udało zmarnować mój czas. Wkręcili mnie „na mikser", a ja, stary a głupi, dałem się nabrać na takie obiecanki-cacanki. I co z tego, że złożyli mi propozycję biznesową, z której się nie wywiązali. Weź to teraz udowadniaj, kiedy nie masz nawet nagrania tej pierwszej rozmowy. 

Po pewnym czasie odebrał pan Jarosław identyczny telefon, od innej firmy. Tym razem to nie robot kuchenny, ale rewelacyjny czajnik elektryczny miał być tym  „promowanym sprzętem" przekazanym w użytkowanie. Jednak teraz, nauczony doświadczeniem, był już nasz czytelnik mądrzejszy: — Jeżeli napiszecie w smsie, że po przyjściu na spotkanie dostanę ten czajnik w użytkowanie, to przyjdę — powiedział zapraszającej go, równie miłej, jak poprzednio, osobie. Ponieważ jednak w smsie potwierdzającym udział w tym „spotkaniu promocyjnym" znowu napisano jedynie, tak, jak poprzednio o „gwarantowanym prezencie", szkoda mu już było tracić czasu. 

—  Przedstawione przez pana Jarosława zdarzenie jest dość powszechnie stosowaną praktyką przedsiębiorców  zajmujących się sprzedażą na prezentacjach – wyjaśnia Miejski Rzecznik Konsumentów w Olsztynie Jagoda Urbańska. — Zaprasza się na spotkanie  głównie osoby starsze, zachęcając  je między innymi prezentem – niespodzianką,  poczęstunkiem w miłej atmosferze i  nieodpłatnym badaniem medycznym czy, jak w przypadku pana Jarosława, propozycją nieodpłatnego testowania urządzenia.  Zapraszane osoby informuje się o  ograniczonej ilości miejsc, tylko po to, aby od tzw. „ręki" potwierdziły swoją obecność na spotkaniu. Pamiętajmy że nie ma nic za darmo. Spotkania mają charakter czysto handlowy. Stosowane są wtedy techniki manipulacji polegające między innymi na  wprowadzaniu w błąd uczestników co do magicznych właściwości prezentowanych produktów, informowaniu o ekstra promocji cenowej czy o ograniczonej ilości tych  produktów. Sprzedawcy doskonale wiedzą że konsumenci poddani wymienionym chwytom socjotechnicznym, zdecydują się na zakup niepotrzebnych  i zbyt drogich rzeczy. 

Co jednak w sytuacji, kiedy konsument zawarł umowę podczas takiego „spotkania promocyjnego", podpisał wszystkie papiery i czeka na dostawę. Minęło już 14 dni, a towar jeszcze nie przyszedł? Czy w takim razie także będzie miał do dyspozycji 14 dni od momentu odebrania przesyłki, czy też 14 dni już minęło i „klamka zapadła"? Teraz towar należy już do konsumenta i jedyne, co mu pozostało, to grzecznie spłacać raty? 

— Nie są to sytuacje bez wyjścia, ponieważ jako konsumenci mamy prawo do odstąpienia od umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa tj. umowy zawartej na prezentacji — dodaje pani rzecznik.  — Ustawa przewiduje 14 dni na odstąpienie od takiej umowy. Dla zachowania tego terminu liczy się data nadania pisma na adres przedsiębiorcy i zwrócenie zakupionych rzeczy w stanie niezmienionym – nie używane. Jeśli zdarzy się sytuacja że podpiszemy umowę a towar nie został nam wydany to wówczas kierujemy do przedsiębiorcy samo oświadczenie odstąpienia od umowy  w formie pisemnej zachowując termin 14 dni.

I to by było na tyle w kwestii „gwiazdki z nieba".

 

Komentarze (3)

Dodaj swój komentarz

  • Mazowiecki przyczynek do dyskusji 2021-01-23 10:49:21 188.146.*.*
    Zobacz artykuł pt. Milionowe kary. Wykorzystują problemy ze zdrowiem seniorów !!! Na stronie internetowej Głosu Żyrardowa i Okolicy.
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 3 0
  • Mazowiecki przyczynek do dyskusji 2021-01-23 08:52:39 188.146.*.*
    [Komentarz został usunięty przez administrację serwisu]
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 0 0
  • mdmdmdm 2021-01-20 10:27:16 83.20.*.*
    Każde takie działanie można śmiało nazwać żerowaniem! Firmy, które się tym zajmują powinny jak najszybciej zniknąć, ponieważ jednoznacznie świadczą o kondycji i poziomie rozwoju społecznego w Polsce. Przy okazji, wyrazy współczucia dla Pana Jarosława z Dajtek, że musiał spotkać się z czymś tak ohydnym!! DZIĘKUJĘ ZA NAGŁOŚNIENIE TEJ SPRAWY!!!
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 9 1