UKRAINA, UKRAINA! GDZIE NOWY ROK WITA SIĘ DWA RAZY!

Pęciszewo to niewielka wioska, gdzieś na wschodnich krańcach, powiatu braniewskiego. Wieś jak wieś. Dwadzieścia gospodarstw, coś z setka mieszkańców. I wszyscy mówią...po ukraińsku. Bo Pęciszewo to jedyna w naszym regionie miejscowość, gdzie mieszkają tylko Ukraińcy. Wiadomo, akcja "Wisła". Wszyscy pochodzą z powiatu Rawa Ruska. Do Pęciszewa przyjechali w czerwcu 1947 roku.

Natalia Kochanowska, tutejsza nauczycielka wspomina:

  • Stłoczeni w wagonach towarowych i prawie same kobiety. Mężczyźni to wtedy byli w lesie, w UPA, albo w więzieniach, albo ukrywali się przed wszystkimi. Jechaliśmy ładnych kilka dni. W Braniewie wysadzili nas na dworcu i mówią, że teraz trzeba do Pęciszewa. Nikt nie wiedział, gdzie to jest. W końcu, jakimiś ciężarówkami, podwieziono, gdzie trzeba, wszystkich byłych mieszkańców Korni, Hrebennego, Żurawców. Ale ostatnie kilka kilometrów i tak trzeba było przejść pieszo. To co, nowi osadnicy, zauważyli nie przedstawiało zbyt zachęcającego widoku. Do wioski prowadziły tylko polne drogi. I chyba to przesądziło o pozostaniu w Pęciszewie jego nowych mieszkańców, że wieś (mimo, że był już koniec 1947 roku) była pusta. Wiele domów, co prawda, odwiedzili już szabrownicy, ale osadnicy jakoś poznajdowali sobie nowe siedliska. No i było w tym w Pęciszewie spokojnie, bo daleko od wszystkich. Jedyna droga z wioski wiodła do Mamonowa. Tyle, że Mamonowo to już było za sowiecką granicą.
  • Ale granica kusiła - wspomina pani Natalia. - Jak spacery to zawsze w tym kierunku. Piękną, wysadzoną drzewami aleją. A granica, wtedy, w latach 40 - tych i na początku 50 – tych, nie była jeszcze zbyt mocno pilnowana. Chodziło się więc na drugą stronę po jabłka do opuszczonych gospodarstw, na grzyby. Kiedyś nawet jeden z gospodarzy przyciągnął do swojego domu pług, który na pasie granicznym zostawili "krasnoarmiejcy". Następnego dnia był już u nas WOP czyli Wojska Ochrony Pogranicza (tak wtedy nazywała się straż graniczna. Szukali pługa, bo Sowieci nie mogli skończyć orki, na pasie granicznym. No i pewnie musieli to uczynić drugą maszyną, bo zabranego pługa już nie znaleźli.

Od końca lat 40 – tych przyjeżdżali do wioski mężczyźni. Z więzień, z ukrycia. W 1956 roku przyjechał też do Pęciszewa, jako jeden z ostatnich, Eugeniusz Werbowy. Wrócił i uprawnianie roli rychło zaczęło mu nie wystarczać. Nie dość, że rozpoczął prowadzenie kroniki dziejów Pęciszewa, to jeszcze...założył teatr. W wiosce była stara, poniemiecka, rozwalająca się świetlica. Tak więc zebrało się kilku gospodarzy: Eugeniusz Werbowy właśnie, Michał Baron, Paweł Demczuk, Włodzimierz Wołoszyn. Na tym wioskowym zebraniu,  postanowili zwrócić się do Gromadzkiej Rady Narodowej w Żelaznej Górze, z prośbą przyznanie im finansów na remont budynku świetlicy. I pieniądze dostali. Gdy budynek był już gotowy, postanowili przedstawić jakąś sztukę teatralną, tak jak to robili w swoich Korniach, pod Hrebennem, w czytelni "proswity" czyli ukraińskiej organizacji kulturalno - oświatowej.

Tak potem wspominał Eugeniusz Werbowy, w jednym z licznych, wywiadów prasowych:   - W końcu 1958 roku wpadła mi w ręce książka "Swatania na Honczariwci". Idealna na prezentację teatralną.  Rozpisałem role i z początkiem 1959 roku zaczęliśmy próby. Potem, już w 1960 roku, przedstawiliśmy w swej świetlicy dramat Iwana Franki "Ukradene Szczascia". Chcieliśmy pożyczyć, potrzebny do sztuki, mundur austriackiego żandarma. Okazało się jednak, że w olsztyńskim teatrze Jaracza, takiego munduru nie mają. Więc przekazali nam bluzę SS-mana. Sztukę przedstawialiśmy potem wielokrotnie w Lelkowie, Braniewie, Pieniężnie. W tymże roku 1960 wystawiliśmy jeszcze sztukę Momontowa "U tej Katarzyny", a także "Balową sukienkę" Prusa.

Kiedy o przedstawieniach było już głośno, władze Ukraińskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego postanowiły założyć koło organizacji w Pęciszewie. Na jego czele stanął Michał Baron. Zespół dramatyczny (już pod flagą organizacyjną UTSK) w ciągu następnych 9 lat przedstawił jeszcze 18 sztuk, w tym 4 polskie i był z nimi 40 razy na scenie.

Lata 60 - te to w ogóle szczytowy okres w rozwoju Pęciszewa. Prawie 30 gospodarstw, piękna świetlica, z telewizorem marki "Neptun", na honorowym miejscu. A Natalia Kochanowska wtedy właśnie rozpoczęła pracę wiejskiej nauczycielki.

  • Marzyłam o tym zawodzie, ale w roku 1956, gdy skończyłam podstawówkę to byłam zdecydowana na pozostanie w domu. Mama chorowała i trzeba było zająć się praniem, gotowaniem. Gdy jeszcze byłam uczennicą na lekcje przyjechał ktoś z Kuratorium. Nauczycielka chciała się popisać uczniami. No więc ja powędrowałam do odpowiedzi. Chyba nieźle mi szło, bo pan z Kuratorium był bardzo zawiedziony, gdy po lekcjach stwierdziłam, iż nie będę się dalej uczyła. Zaczął mnie namawiać do zdawania egzaminów w bartoszyckim Liceum Pedagogicznym.

-  Dadzą ci stypendium, a uczyć się będziesz po ukraińsku. Bo taką klasę tam otwarto - tak zachęcał.

No i po pięciu latach wróciła pani Natalia do Pęciszewa. Wtedy też, na przełomie lat 50 i 60, kilka rodzin wróciło do siebie, do Hrebennego. Dalszych jednak powrotów nie było. Serce może i ciągnęło, gdzieś nad Bug, ale realia nakazywały zostać tu, gdzie była ziemia, dom, nowe rodziny. A z tymi rodzinami też różnie bywało. Bo i Ukraińcy z Pęciszewa potrafili się bez kłopotu dogadać z okolicznymi Polakami. Regułą było obchodzenie świąt polskich i ukraińskich. Tym sposobem tylko w Pęciszewie można było dwa razy witać Nowy Rok, dwa razy świętować Boże Narodzenie. No i mieszane weseliska nie należały do rzadkości. Zresztą w tamtych latach niektórzy z pęciszewian jakby zapominali o swoich korzeniach. Szczególnie ci mieszkający już nie w wiosce.

Wspomina to pani Natalia.

  • Jedna z naszych panien rozpoczęła pracę kelnerki, bodaj w Olsztynie. Tak jej ten awans społeczny uderzył do głowy, że u nas, w Pęciszewie, zaczęła zagadywać po polsku. A potem nie minął rok, gdy wyszła za mąż...za Ukraińca. Znalazła zaś sobie życiowego partnera za pomocą ogłoszenia matrymonialnego w ukraińskim "Naszym Słowie".

Koniec lat 60-tych to w Pęciszewie kolejne awanse cywilizacyjne. Coraz więcej anten telewizyjnych na poszczególnych domach, od 1968 roku, autobus do Braniewa. Potem doszła jeszcze do tego piękna asfaltówka i...coś jakby prysło. Młodzi powyjeżdżali, nie ma już w Pęciszewie Natalii Kochanowskiej, która przeniosła się do pobliskich Szylen. A Eugeniusz Werbowy pisał swą kronikę do połowy lat dziewięćdziesiątych, gdy zmarł . Może jeszcze kiedyś dopisze  w niej jakieś kolejne wątki jego syn czy wnuk.

Krzysztof Szczepanik

Źródło: Własne

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz