Z rządowych dokumentów wynika, że zmiany nie zostały wprowadzone przypadkiem. Ministerstwo Finansów w uzasadnieniu projektu napisało wprost, że chodzi o "ograniczenie szarej strefy w obrocie odzieżą i obuwiem przywożonymi z państw trzecich, przeciwdziałanie oszustwom VAT oraz ochronę rynku przed towarami niskiej jakości i podróbkami".
Resort powołał się też na skalę rynku: po zsumowaniu danych GUS przywołanych w uzasadnieniu chodzi o oficjalny import wart około 82 mld zł rocznie. Do tego KAS wskazała, że tylko w 2024 r. w kontrolach dotyczących obrotu tekstyliami, odzieżą i obuwiem ujawniono ponad 125 tys. fikcyjnych faktur na 665 mln zł VAT.
Dla Olsztyna i regionu te argumenty nie są abstrakcyjne. W grudniu 2023 roku Warmińsko-Mazurski Urząd Celno-Skarbowy w Olsztynie zabezpieczył blisko 80 tys. sztuk podrabianej odzieży, galanterii i obuwia, a ten przykład trafił później wprost do rządowego uzasadnienia nowych przepisów. W maju 2024 roku warmińsko-mazurska KAS informowała też o kolejnych działaniach w Elblągu, gdzie zajęto towar wart około 1 mln zł, w tym prawie 400 par butów.
Po przejrzeniu oficjalnych wyjaśnień widać jednak coś, co w internetowej dyskusji często ginie: nie każda zwykła krajowa dostawa automatycznie wpada do SENT. W przypadku przewozów rozpoczynających się w Polsce obowiązek dotyczy głównie towaru z państwa trzeciego odprawionego u nas i wysyłanego dalej do innego kraju UE w procedurze albo przewozu bez prawidłowej faktury VAT. Są też wyłączenia, m.in. dla paczek pocztowych, przesyłek rejestrowanych do 31,5 kg oraz części operacji fulfillment.
Mimo tych wyjątków w publicystyce branżowej i internetowych komentarzach ekspertów dominuje jeden wniosek: państwo sięgnęło po bardzo ciężkie narzędzie. Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji (POHiD) ostrzegała przed zakłóceniami w łańcuchach dostaw i brakiem gotowości rynku, PIAP wraz z organizacjami branżowymi apelowała o przesunięcie terminu albo okres przejściowy bez sankcji, a eksperci KPMG przypominali, że za brak zgłoszenia lub błędy grożą kary do 46 proc. wartości towaru, nie mniej niż 20 tys. zł. W trakcie konsultacji sprzeciw zgłaszały też duże firmy, m.in. LPP, Big Star, Answear, Monnari i Zalando.
Najciekawsze jest to, że z oceny skutków regulacji wyłania się również twardy fiskalny sens tej operacji. Państwo założyło około 100 mln zł dodatkowych wpływów rocznie do budżetu, przy kosztach wdrożenia i utrzymania systemu liczonych w kilku milionach złotych rocznie. Wprost wskazano też około 18 tys. podmiotów odbierających i zgłaszających towary do odprawy importowej.
To dobrze tłumaczy, dlaczego przedsiębiorcy odbierają nowe przepisy jako kolejne komplikowanie prowadzenia działalności: oficjalny cel to walka z szarą strefą, ale metoda jest szeroka, kosztowna i łatwo obejmuje także tych, którzy działają legalnie. Dla wielu firm z Olsztyna i regionu SENT nie będzie więc symbolem porządku, tylko kolejnym dowodem, że w Polsce z patologiami wciąż zbyt często walczy się przez dokładanie obowiązków wszystkim.
Skontaktowaliśmy się z jednym z olsztyńskich dystrybutorów odzieży z prośbą o komentarz w sprawie nowych regulacji. Firma na razie nie chce jednak wypowiadać się w powyższym temacie.











Komentarze (1)
Dodaj swój komentarz