Panika wśród dłużników olsztyńskich bibliotek

Tłumy zapominalskich szturmują biblioteki, by oddać zaległe książki. - Ściąganie długów przez firmę windykacyjną daje lepsze wyniki niż majowa amnestia - cieszy się dyrektorka miejskich bibliotek.

Wypożyczający, którzy nie oddają książek w terminie, są prawdziwą plagą. We wszystkich filiach olsztyńskiej biblioteki miejskiej spóźnialskich jest około 1,8 tys. Jednak ta liczba zmniejsza się, i to z każdym dniem, odkąd egzekwowaniem należności zajęła się Śląska Agencja Finansowa wyspecjalizowana w odzyskiwaniu wierzytelności bibliotecznych. - Miałam obawy, czy ją zaangażować, bo takie firmy źle się kojarzą - przyznaje Danuta Pol-Czajkowska, dyrektorka Miejskiej Biblioteki Publicznej. - Ale nie mieliśmy już siły na dłużników. My staramy się pozyskiwać pieniądze na nowe publikacje, czytelnicy kupują nam książki, a inni ich nie oddają i czują się bezkarni. Na początku czerwca biblioteka miejska przekazała firmie ściąganie długów z 1,4 tys. czytelników. To ci, którzy do końca 2006 r. nie zwrócili książek czy płyt lub nie zapłacili kary. Wkrótce przyjdzie czas także na tegorocznych dłużników. Ci, do których zapuka windykator, oprócz zwykłej kary muszą zapłacić koszty administracyjne firmie windykacyjnej, a to może wynieść do dziesięciu procent wysokości zaległych należności, ale nie mniej niż 15 zł. - Wysyłamy monity, dzwonimy do dłużników, ustalamy raty - tłumaczy Agnieszka Ryś, kierownik działu windykacji masowej ŚAF. - To nie są wysokie kwoty i to zapewnia nam sukces. Łatwiej namówić kogoś, by oddał 40-50 zł niż kilkanaście tysięcy złotych. Lubiani nie jesteśmy, ale nasze działania są zgodne z prawem. Krystyna Hałun, bilbiotekarka: - Firma ma dużo większe możliwości znalezienia dłużnika, nawet gdy ten zmieni adres zamieszkania czy nazwisko. Dłużnicy dostali pierwsze pisma od windykatorów 18 czerwca. Tylko w ciągu pierwszych trzech dni książki oddało około 30 osób. Bibliotekarze przyjęli też 55 karnych wpłat na ponad 2,6 tys. zł. Później było jeszcze lepiej. Do wtorku na konto biblioteki wpłynęło już 10 tys. zł z kar, bibliotekarze stracili już rachubę, ile książek wróciło. - Jeśli tempo się utrzyma, to w ciągu miesiąca trafi do nas tyle książek, że zapełnią cały regał - cieszy się Krystyna Hałun. Rekordzistą wśród dłużników jest meloman z Planety 11, któremu dług narósł już do 1,6 tys. zł. - W Łodzi za spóźnienie oddania książki o jeden dzień kara wynosi złotówkę, u nas to pięć groszy - tłumaczy Pol-Czajkowska. - Dlatego po wakacjach planujemy podnieść wysokość kary, na początek będzie to dziesięć groszy. Podczas oddawania zaległości dochodzi często do zabawnych i dramatycznych sytuacji. Jeden z olsztyńskich pisarzy młodego pokolenia wynegocjował umorzenie długu, darując bibliotece swoją książkę z autografem. Inna czytelniczka zrobiła awanturę i straszyła bibliotekarzy wniesieniem sprawy do prokuratury. Zdarza się, że po liście od windykatora dłużnicy oddają nie tylko zaległe pozycje z miejskiej biblioteki, ale z rozpędu także wojewódzkiej. - Zwłokę tłumaczą pobytem w szpitalu albo twierdzą, że oddają książki sąsiadki, która umarła - opowiada Krystyna Hałun. - Czasem wypierają się, że kiedykolwiek korzystali z naszej biblioteki. - Sytuacje losowe rozpatrujemy indywidualnie - dodaje Danuta Pol-Czajkowska.

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz