Sytuacja miała miejsce dnia 17 kwietnia bieżącego roku ok. godz. 10 rano: - W trakcie zakupów, po ok. 15 minutach przebywania w placówce, podeszła do mnie kierowniczka zmiany, która bez podania konkretnej przyczyny przejęła mój koszyk i w sposób kategoryczny nakazała mi opuszczenie sklepu, oskarżając mnie publicznie o kradzież – opowiadał Czytelnik.
I kontynuował: - Kierowniczka zmiany wielokrotnie, publicznie i podniesionym głosem zarzucała mi recydywę, twierdząc: „Pan u nas wielokrotnie kradnie”. Co więcej, oskarżyła mnie o to, że „kręcę się godzinę po sklepie i próbuję tutaj coś ukraść”, co jest oczywistą nieprawdą.
Prócz tego, konsumentowi zarzucano, że współpracuje z osobami trzecimi, również bezpodstawnie. Jak mówi Czytelnik, zostało naruszone jego "dobre imię".
Po przejęciu koszyka, wspomniana kierowniczka poprosiła jednego z klientów o pomoc w wyprowadzeniu bohatera zamieszania ze sklepu. Zaczepiony mężczyzna odmówił swojego udziału w sytuacji. Następnie wezwano ochronę, a Czytelnik ubiegał się o sprawdzenie nagrań z monitoringu w celu wyjaśnienia.
- Wezwany na miejsce pracownik ochrony, zamiast pomóc w wyjaśnieniu sprawy, dopuścił się naruszenia mojej przestrzeni osobistej. Funkcjonariusz mniej więcej dwukrotnie dotknął mnie brzuchem, co w połączeniu z kategorycznym wskazywaniem kierunku wyjścia odbieram jako formę niewłaściwej presji i braku poszanowania mojej nietykalności – mówił Czytelnik.
Niesprawiedliwie potraktowany mężczyzna żądał wezwania na miejsce policji – bezskutecznie.
- Personel ograniczył się do wezwania prywatnej ochrony, która po naradzie z kierowniczką - na zapleczu - zakazała mi wstępu do placówki w przyszłości – powiedział.

Czytelnik uważa zachowanie personelu Biedronki za "bezprawne i uderzające w godność". Żąda zabezpieczenia monitoringu, przedstawienia dowodów, pisemnego wyjaśnienia podstaw prawnych oraz wyciągnięcia konsekwencji wobec pracowników, którzy uczestniczyli w sytuacji.
Skierował również oficjalne zawiadomienia do Miejskiego Rzecznika Konsumentów i MSWiA oraz właściciela sieci sklepów, Jerónimo Martins Polska S.A. Otrzymał odpowiedź od właściciela sklepów.
- Sieć po analizie monitoringu i systemów sprzedażowych oficjalnie przyznała, że nie doszło do żadnej kradzieży, a ja jestem uczciwym, stałym klientem - poinformował Czytelnik.
I dodał: - Fakt, że tak duża sieć przyznaje się do błędu na piśmie, zdarza się rzadko i pokazuje, jak poważna była to sytuacja.
Czytelnik nie uzyskał innych odpowiedzi. Jest w kontakcie z prawnikiem, z którym konsultuje dalsze ewentualne kroki.
Przypomnijmy, że nie jest to pierwsza sytuacja nagłośniona przez nasz portal, w której zachowanie pracowników Biedronki nosiło nieetyczne znamiona. W sierpniu zeszłego roku nagłaśnialiśmy sprawę w Biedronce w Olsztynku. Niektórzy z tamtejszych pracowników zarzucali kierownictwu mobbing oraz dyskryminację.












Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz