„Brać czy nie?” - Olsztynianie nie mieli wątpliwości
Już w sierpniu ubiegłego roku okazało się, że MOK zainteresowany jest przystankiem zlokalizowanym przy pętli Jagiellońska-Ogrody. Dyrektor instytucji kultury, Mariusz Sieniewicz, zapowiadał wówczas, że – jeśli taka jest wola mieszkańców - wiata stanie się „Przystankiem Kultury”. Pod uwagę brano dwie lokalizacje ustawienia konstrukcji – przy byłej zajezdni trolejbusowej bądź w centrum miasta.
- Chcemy takie oto cudo, z odległej galaktyki Zatorza i PRL-u, przejąć, zaadaptować i zmienić w Przystanek Kultury – miejsce ekspozycji artystycznych, animacji, a nawet... spotkań. Co sądzicie? Brać czy nie? Retro-nostalgia podpowiada: brać! - pytał mieszkańców za pośrednictwem mediów społecznościowych Sieniewicz.
Pomysł spotkał się z mnóstwem entuzjastycznych reakcji.
- Brać, nie pytać... bo jak nie MOK Olsztyn, to kto? Skup złomu pewnie... A tylko MOK Olsztyn zrobi z tego wielką rzecz! - oświadczyła jedna z internautek.

Renowacja i klimat
Plany doszły do skutku. Wiata przystankowa jest obecnie restaurowana. Konstrukcja stanęła przy ul. Knosały 3B w Olsztynie, nieopodal dawnej zajezdni trolejbusowej.
- Jak Feniks z popiołów epoki... Restaurujemy historyczny, oryginalny przystanek z lat 80. (…) Za chwilę pojawi się dach i słynny, żółty paździerz z czerwoną literą „A” - napisał na swoim facebookowym profilu dyrektor olsztyńskiego MOK-u, Mariusz Sieniewicz.
Docelowo odnowiony przystanek pełnił będzie funkcję obiektu animacyjnego.
- Wiele się onegdaj na takich przystankach działo. Czasami był to równoległy, osobny świat – spotkań, spleenu, przesiewania czasu – wymienia Sieniewicz, dodając – Czy młodzi, stworzeni z pleksi i aluminium, to zrozumieją?
W sierpniu dyrektor MOK przekazał naszej redakcji, że powierzchnie wiaty mają zostać wykorzystane do ekspozycji prac plastycznych oraz informacji o wydarzeniach kulturalnych.
- Nie wykluczamy również drobnych spotkań literackich oraz akcji happeningowych – zapowiadał.

Tak obecnie wygląda konstrukcja
Przypomnijmy, że w październiku 2024 r. w pobliżu Tartaku Raphaelsohnów stanął historyczny wagon towarowy typu „Dresden” (rocznik 1925), który przypomina o przesiedleniach, tułaczce i trudnych, powojennych losach ludzi. [Czytaj więcej: Olsztyn. Wagon nr 1945 oficjalnie zaprezentowany. "Symbol splecionych ludzkich historii"]
Realizm kontra funkcjonalność
Ostatni wpis Sieniewicza skomentował m.in. miejski radny, Mirosław Arczak, chwaląc inicjatywą, aczkolwiek wyrażając również swego rodzaju rozczarowanie tym, że przystanek stał będzie na trawie a nie „na typowej przystankowej nawierzchni, bliżej jakiejkolwiek jezdni”. Radny uważa, że wówczas wiata oddawałaby realizm otoczenia z dawnych lat.
Do danego wątku odniósł się szef MOK-u, argumentując, że obiekt byłby „martwy”, gdyby ustawiono go przy zajezdni.
- Przystanek będzie stał na gumowym podłożu (jakie spotyka się w ogródkach jordanowskich). A będzie stał przy zajezdni, ponieważ chcemy go ożywić. (…) Gdyby stał przy jezdni byłby martwy – nikt by nam nie pozwolił organizować wydarzeń – tłumaczył.

Przystanki, które miały duszę
Poza „eksponatem”, który zajął miejsce przy ul. Knosały, w stolicy Warmii i Mazur mieści się jeszcze jedna wiata przystankowa typu gdańskiego. Chodzi o charakterystyczny, żółty przystanek w obrębie dywickiego cmentarza. Część mieszkańców uważa jednak, że jest on „w stanie agonalnym”.
Jeszcze 20 lat temu przystanki starego typu licznie służyły Olsztynianom jako schronienie podczas oczekiwania na autobus. Wielu z nas z rozrzewnieniem wspomina te czasy. Część mieszkańców krytykuje aktualne, przezroczyste wiaty – nowoczesne, ale niechroniące przed deszczem, śniegiem czy... słońcem.

Dawne przystanki często „przyozdabiane” były przez grafficiarzy.











Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz