Słynna olsztyńska Willa Wisielców to kamienica z 1901 roku, w której mieszkali lekarze i pielęgniarki szpitala psychiatrycznego w Kortowie (wtedy nazywanego Kortau) wraz ze swoimi rodzinami. Współczesna Warszawska była nazwana Hohensteiner-Straße (ul. Olsztynecka).
Eksperymenty, głód i izolacja – codzienność pacjentów
Placówka, w której pracowali lokatorzy Willi Wisielców powstała w 1886 roku i była jedną z największych klinik psychiatrycznych w Prusach Wschodnich. Przed II wojną światową, zakład dysponował ok. 1400 łóżkami przeznaczonymi dla obu płci. Pracowało tam na stałe od 8 do 10 lekarzy, także asystenci i pielęgniarki oraz personel gospodarczy i administracyjny.
Już przed wojną szpital nie miał dobrej renomy. Plotkowano, że na pacjentach przeprowadzano eksperymentalne operacje, w tym na otwartych mózgach. Wielu z nich umierało, rzekomo z powodu „gruźlicy”, a stan zdrowia innych się nie poprawiał. Krążyły także historie o krześle elektrycznym i niegodnych porcjach posiłków.
Pacjenci byli odizolowani od społeczeństwa, przed budynkiem postawiono mur, a w okna wstawiono kraty. Nikt nie miał tam też wstępu. Szpital psychiatryczny funkcjonował na tych zasadach do 1914 roku.
Eliminacja „życia niewartego życia”
W czasie wojen światowych, ośrodek miał służyć jako lazaret wojskowy dla rannych żołnierzy. Uśmiercano więc dotychczasowych pacjentów, aby zwolniły się łóżka szpitalne. Podczas II Wojny Światowej, naziści wykorzystywali psychiatryk jako laboratorium eksperymentalne – testowano na ludziach działanie gazów bojowych, sposoby na zabijanie nowymi bagnetami. Kobiety były gwałcone.
Miało to miejsce w ramach „Akcji T-4” prowadzonej w III Rzeszy oraz na terenach okupowanych w latach 1939-1944, polegającej na „eliminacji życia niewartego życia”. Zabijano osoby psychicznie chore, chorujące na padaczkę, a także z niepełnosprawnościami. Trudno ocenić liczbę ofiar, ponieważ akcja była prowadzona nieoficjalnie, a w późniejszym etapie – utajniono ją. Szacowana liczba zabitych osób chorych i z niepełnosprawnościami wynosi ok. 200 tys. ludzi.
W czasie II wojny światowej ze szpitala psychiatrycznego w Kortowie wywieziono 2335 pacjentów, a następnie ich rozstrzelano lub zagazowano. Na początku konfliktu w zakładzie przebywało ok. 1300 pacjentów. W 1940 roku nastąpiło masowe wywożenie pacjentów w celu przekształcenia placówki w lazaret oraz w ramach „Akcji T-4”. Szacuje się, że było to ok. 900 pacjentów.
„Akcja T-4” była pierwszym ludobójstwem dokonywanym przez nazistów, a metody grupowego zabijania, stosowano potem w niemieckich obozach zagłady.
Masakra w 1945 roku
W nocy z 21 na 22 styczniu 1945 roku, podczas „wyzwolenia ziem okupowanych”, armia radziecka wkroczyła do Kortowa, niszcząc wszystko, co się dało. Większość murów szpitala została spalona. Pacjenci placówki zostali rozstrzelani, a ich zwłoki leżały rozrzucone w całym Kortowie. Pochowano je później, a „nagrobki” nadal można odnaleźć, przy okazji przekopywania ziem kampusu. Zwłoki po masakrze z 1945 są pochowane na terenie całego Kortowa. Można powiedzieć, że jest to zbiorowa mogiła, na której dziś piętrzą się wydziały i akademiki. Podczas ich budowy znaleziono 277 ciał. Do 1948 r. Kortowo pozostało praktycznie całkowicie opuszczone. Dopiero pod koniec lat 40. XX w. zaczęto remontować tamtejsze budynki w celu rozwoju szkolnictwa.
W budynku przy dzisiejszej ul. Warszawskiej 111 rozstrzelano dyrektora szpitala wraz z rodziną, a w budynku 107, powieszono lekarzy, m.in. Arthura Powelsa, Johannesa Berga, Kurta Hauptmanna i Heinricha Schroedera. Do dziś nie wiadomo czy dokonali samobójstwa na wieść nadciągającej armii, czy zostali zabici przez radzieckich żołnierzy. Nie sposób także określić, ile znaleziono osób na strychu. Nie są znane także ich dokładne personalia. Stąd budynek nazwano Willą Wisielców.
Wszyscy zostali pochowani we wspólnej mogile w ogrodzie. Obecnie jest to al. Warszawska 109. Grób został oznaczony, ale zaczął zarastać. Przetrwał do czasu budowy Zakładu Higieny Weterynaryjnej w 1963 roku. Na przeprowadzono żadnych badań, a znalezione szczątki, wywieziono z Kortowa. Przypuszcza się, że była to „kara” dla lekarzy, którzy współdziałali w ramach „Akcji T-4”.
Zaginione dowody i niewygodne pytania
Współcześni właściciele i lokatorzy budynku przy Warszawskiej, nie lubią przyjętej nazwy kamienicy. Dla nich nie jest to żaden Dom Wisielców. W budynku można wynajmować pokoje, z czego często korzystają studenci Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Niektóre osoby mieszkają pod tym adresem od kilkudziesięciu lat, a jak mówią „nikogo nie powiesili”: - Mieszkałem tam całe życie – nie straszy – napisał jeden z mieszkańców pod jednym z postów na facebookowej grupie „Warmia i Mazury Nieznane”.
Czasami kamienica przyciąga tych, których interesują mroczne historie. We wszystkich miejskich legendach o „duchach” zapominany jest natomiast faktyczny tragizm warmińskich ziem, osób ocalałych - dzięki której mamy świadectwa historyczne - a także ich rodzin. Historia Kortowa pozostaje właściwie tylko pobieżnie poznana, jakby nikt nie chciał już „rozdrapywać ran”. Długo nie było wiadomo, co faktycznie wydarzyło się w Kortowie. Do dzisiaj historia ta pozostawia wiele niedopowiedzeń. Nie powstało także obszerne opracowanie naukowe na ten temat. Nie przetrwała również dokumentacja, a jedyne dowody opierają się właściwie tylko na relacjach i świadectwach tych, którzy przetrwali.
Jaki był los znalezionych na strychu, powieszonych lekarzy? Kto zabił dyrektora szpitala wraz z rodziną? Ilu pacjentów szpitala psychiatrycznego faktycznie zostało zamordowanych? Co stało się ze 100 pacjentami, którzy wyruszyli pociągiem z Dworca Zachodniego do Naterek i nigdy tam finalnie nie dotarli?
Nie mamy na te pytania odpowiedzi i pewnie nie dostaniemy ich prędko.
Komentarze (1)
Dodaj swój komentarz