''Jarockie Kociambry'' i ''Kot bez jaj'' walczą o bezdomniaki [ZDJĘCIA]

''Jarockie Kociambry'' i ''Kot bez jaj'' walczą o bezdomniaki [ZDJĘCIA]
Monika Derdziak karmi bezdomne koty
Fot. archiwum prywatne

To bez żadnych jaj cholernie poważna sprawa. Dlatego tak właśnie nazwały swoją organizację walczącą o ograniczenie liczby dziko żyjących w mieście bezdomnych kotów - poprzez masowe ich sterylizowanie. Wygrały nawet w tym celu projekt OBO. Cóż z tego jednak, skoro projekt jakoś nie może ruszyć - a tymczasem przyszła wiosna a wraz z nią dzikie kotki znowu zaczęły zachodzić w ciąże.

Los malutkiego kotka z takiego dzikiego miotu bywa naprawdę nie do pozazdroszczenia. Oczywiście, zgodnie z prawem ewolucji, najsilniejsze i najbardziej sprytne z nich przetrwają. Jednak te pozostałe zakończą życie często w okrutny sposób: zagryzione przez psy, utopione przez ludzi, jeżeli odnajdą je gdzieś w zakamarkach piwnicy swojego bloku i tak dalej.

Od kilku lat wolontariusze skupieni w nieformalnych grupach "Jarockie Kocimabry" oraz "Kot bez jaj" robią, co mogą, żeby ograniczyć cierpienia miejskich bezdomniaków. Pomagaja w tym media społecznościowe, gdzie można ogłaszać apele o zrzutki na ten cel oraz przypominać także właścicielom kotów, że warto tych swoich podopiecznych poddać sterylizacji. One przecież także ulegają wezwaniu natury i rozmnażają się wtedy bez potrzeby. Dobrze, kiedy właściciel takiej kotki - młodej mamy poświęci swój czas na rozdanie nowo narodzonych kociaków po znajomych, a nie zapakuje je po prostu do worka i wrzuci do najbliższego stawu. Nie mówiąc już o tym, ile kocich miotów może pojawić się na świecie za sprawą dobrze odżywionego kocurka, którego wypuścimy na „łowy w mieście".

W roku 2020 serca i głosy mieszkańców Olsztyna zdobył projekt OBO „Sterylizacja bezdomnych kotów". Napisała go Mirella Wiśniewska w oparciu o doświadczenia działaczy, którzy w ramach wolnego czasu i miłości do zwierząt zajmują się kotami wolno żyjącymi a także mając na uwadze sprawdzone programy innych miast, dzięki którym ograniczono tam liczbę bezdomnych zwierząt.

Jak mówi Monika Derdziak, liderka "Kociambr": — Sterylizacja ma znaczenie, bo kotki rozmnażają się przez cały rok. Marcowanie to umowny czas. Miotów w roku kotka może mieć nawet trzy.

Projekt uzyskał wtedy dofinansowanie na poziomie 50 tysięcy zł, ale zdołano wydać z tego zaledwie 13 tysięcy. — Projekt ruszył za późno, bo faktycznie wybuch pandemii zamroził wszystko w czasie i byłyśmy w stanie to zrozumieć - opowiada Monika. — Jednak jego ostateczny kształt nie spełniał oczekiwań autorki oraz działaczy. Mirella od początku deklarowała współpracę z urzędem - bez echa. Podsumowanie roku 2020 wywołało u nas poczucie porażki i niemocy.

Postanowili jednak spróbować ponownie. Zrobili zrzutkę na portalu zrzutka.pl na reklamę tego projektu, zeby przysporzyć mu głosów w licytacji OBO. Autorka rozszerzyła postulaty a po wygraniu projektu napisała list do dyrektora Wydziału Środowiska Zdzisława Zdanowskiego, licząc na rozpoczęcie współpracy z Urzędem przy realizacji projektu. Zwracała w nim uwagę, że jedyna wybrana do realizacji projektu lecznica borykała się w okresie urlopowym z brakiem lekarzy, przez co realizacja projektu znacznie się opóźniała. Poza tym ta lecznica oczekiwała dostarczania kotów do sterylizacji w godzinach porannych, co było niemożliwe do realizacji przez wolontariuszy pracujących w projekcie. W godzinach porannych są oni przecież w pracy. Po zabiegu lecznica nie była w stanie przetrzymać kota przez okres niezbędnej rehabilitacji.

Poza tym tego rodzaju "monopol leczniczy" stwarzał dodatkowe problemy z terminami zabiegów. Jak bowiem zaplanować, ile dziko żyjących kotów uda się schwytać i kiedy, żeby dostarczyć jej na zaplanowane z góry sterylizacje? Poza tym, kiedy kota udało się już złapać, trzeba było jeszcze odbyć kilka wizyt w urzędzie, aby dopełnić formalności w celu uzyskania skierowania na zabieg. Zdarzało się zatem, że wyłapane koty musiały zostać wypuszczone, a zwykle taki kot nie da się potem złapać drugi raz.

Autorka listu zaznaczyła w nim potrzebę uproszczenia procedury uzyskania skierowania na zabieg. Zamiast kilkakrotnych wizyt w urzędzie w przypadku każdego zabiegu sterylizacji, zaproponowała, by procedura polegała po prostu na zaniesieniu złapanego kota do lecznicy - tej najbliżej położonej, a potem żeby to ta lecznica rozliczała się dalej z urzędem. Konieczne byłoby zatem zwiększenie liczby lecznic wykonujących zabiegi w ramach projektu.

Transport kotów wolno bytujących wiąże się bowiem z problemami związanymi z zachowaniem zwierząt zdziczałych, zestresowanych i często nienadających się do przewozu komunikacją publiczną na długich dystansach i z przesiadkami - wyjaśnia Monika Derdziak. Jak pisze Mirella Wiśniewska: „Istotny jest także termin rozpoczęcia realizacji projektu, ponieważ coraz wcześniej pojawiają się pierwsze mioty kociąt - często już na koniec marca i początku kwietnia, a przecież celem projektu jest ograniczenie urodzeń, konieczności usypiania ślepych miotów i ograniczenie cierpienia".

Na ten list odpowiedzi nie było i w ogóle niewiele chyba on zmienił, jeżeli chodzi o stosunek urzędników do wybranego przez obywateli miasta projektu OBO. Bo w tym roku sytuacja się niestety powtarza. Projekt sterylizacji bezdomniaków znowu wygrał głosowanie OBO i znowu, jak opowiada Monika Derdziak: — W lutym 2021 pojawiło się na stronie Izby Lekarsko-Weterynaryjnej zapytanie kto byłby zainteresowany realizacją projektu - izba wysłała zapytanie na początku lutego z prośbą o pilne odpowiedzi. Po około 2 tygodniach zapytałam Panią Katarzynę z OBO na jakim jest etapie wybór lecznic i jakie jest kryterium ich wyboru? Nie znała odpowiedzi.

Na początku marca autorka projektu kilkakrotnie próbowała skontaktować sie z Wydziałem Ochrony Środowiska - obiecali oddzwonić za kilka dni. Jednak nie stało się to do dzisiaj.

Napisałyśmy na Facebooku apel z prośbą o interwencje w urzędzie w sprawie naszego projektu - kontynuuje Derdziak. Kilkadziesiąt osób próbowało uzyskać odpowiedź, kiedy ruszy OBO? Nie ma terminu, bo urzędnicy zapoznają się ze zmianami w przepisach. Ustaliliśmy, że chodzi o zmianę PZP z dn. 01.01.2021r., ale zmiana ustawy została uchwalona 19 września 2020r. Czy naprawdę potrzeba urzędnikom aż pół roku na zapoznanie się ze zmianami w ustawie? I dlaczego urzędnicy tłumaczę się "powolnym dochodzeniem listów" w dobie Internetu, maili. Ale czy to znaczy, że my mamy czekać? Teraz wysterylizujemy jedną kotkę, a za pół roku będzie ich 6... albo i 15, jeśli nie wysterylizujemy na czas tej pierwszej. Tu już nie chodzi o pieniądze, ale właśnie o czas. Wolontariusze go nie mają. Nikt im nie płaci za wyręczanie Gminy w jej obowiązkach wynikających z Ustawy o Ochronie Zwierząt. Czekanie to syzyfowa praca.

Na sesji Rady Miasta 31 marca radny Mirosław Arczak zadał przy Prezydencie pytania dotyczące projektu dyrektorowi Wydziału Ochrony Środowiska oraz Dyrektorowi Schroniska. Nie uzyskał odpowiedzi na żadne z nich

. — Niestety, tak wyglądają problemy stojące przed tymi szlachetnymi mieszkańcami Olsztyna, którzy społecznie i często od wielu lat starają się pomagać „podwórkowym" kotom - komentuje radny Arczak.

I dodaje: - Paradoksalnie, najważniejszym sposobem tej pomocy nie jest karmienie czy zapewnianie tzw. budek, ale zmniejszenie ich populacji poprzez ograniczenie rozmnażania się. Każdy świadomy „zwierzolub" wie, że im mniej płodnych kotów wolno żyjących, tym mniejszy kłopot z ich opieką oraz z ciągłą koniecznością przeznaczania środków na ten cel. W części są to środki publiczne, ponieważ opieka nad tymi zwierzętami jest ustawowym obowiązkiem gminy, więc nam wszystkim powinno zależeć na uporządkowaniu tej kwestii. Szczęśliwie dla Olsztyna w 2019 r. znalazła się Wnioskodawczyni, która w zgłosiła w ramach OBO projekt dotyczący kastrowania kotów. Pomysł zyskał duże poparcie, jednak sposób realizacji był daleki od ideału, a urzędnicy z niezrozumiałych dla mnie powodów pomijali cenne uwagi ze strony Wnioskodawczyni i społecznych opiekunów kotów. Z tego powodu na realizację projektu wydano jedynie 26% planowanej puli. Obecnie ma miejsce podobna sytuacja, czyli znowu zanosi się na opóźnienie, przez które planowane 100 tys. zł zostanie wykorzystane w niewielkiej części. W obawie przed takim scenariuszem na wczorajszej sesji Rady Miasta złożyłem interpelację, w której pytam o powody takiego stanu rzeczy oraz harmonogram realizacji tegorocznego projektu. Na te informacje oczekują osoby opiekujące się kotami, ponieważ w "normalny" sposób nie mogą dotrzeć do konkretnych wyjaśnień ze strony Wydziału Środowiska. Mam nadzieję, że powstała zwłoka nie celowym działaniem urzędników mającym pokazać projekty OBO w złym świetle lub dać fałszywe wrażenie ich zbyteczności.

Arczakowi wtóruje wiceprzewodniczący Rady Miasta Olsztyna Jarosław Babalski: — Ta inicjatywa jest naprawdę bardzo cenna. Za całą pewnością te pieniądze należy uruchomić jak najszybciej i nie rozumiem tych opóźnień.

Sylwia Pawlicka zaczęła robić bazarki i zrzutki oraz apele o poprawę warunków kastracji, inny rodzaj stosowanej wtedy narkozy, danie kotu czas na wybudzenie się a także o sprawdzenie stanu zdrowia i podanie leków. Jak komentuje pracę koleżanki Monika Derdziak: — To ona odwala robotę za Urząd Miasta i to ona edukuje ludzi... Ludzie dzwonią do niej o pomoc z różnych gmin. Ona pożycza swoje klatki i poświęca swoj czas jeżdżąc po mieście i okolicach.

Otrzymaliśmy wyjaśnienie od Marty Bartoszewicz z biura prasowego olsztyńskiego ratusza. Poniżej jego treść:

Po raz pierwszy realizowaliśmy projekt kastracji kotów w 2020r. Wszystkie uwagi zgłoszone w mailu przez autorkę projektu były analizowane. Problem nie leży w niezrozumieniu projektu i konieczności konsultacji z jego autorką, lecz w konieczności przełożenia go na procedury formalno-prawne, możliwości organizacyjne oraz wymagania związane z obowiązującymi przepisami. Niemniej jednak część uwag udało się uwzględnić przygotowując dokumentację do nowego zamówienia. Niestety nie wszystkie, a przykładem może być możliwość refundacji zabiegów – tego nie możemy zrobić, ze względu na konieczność bieżącego monitorowania już wykonanych zabiegów (a więc wydanych środków finansowych) i jednocześnie kontroli wykonania faktycznych zabiegów. Ponadto temat przetrzymywania kotów wolno żyjących był zawarty w dokumentach zamówienia w roku ubiegłym, w tym roku doprecyzowaliśmy zapisy w tym zakresie. Dostarczenie rano czy też w południe zwierząt wolno żyjących daje gwarancję, że po wykonanym zabiegu zwierzęta się wybudzą i bezpiecznie wrócą do swojego środowiska bytowania. Przywiezienie ich w godzinach popołudniowych nie daje takiej gwarancji, a w godzinach wieczornych jest to niemożliwe, gdyż przetrzymywanie dzikich zwierząt celem oczekiwania na zabieg jest niehumanitarne i wiąże się dla nich z ogromnym stresem. Nie znoszą przebywania w klatkach, w związku z tym istnieje ryzyko samookaleczeń przy panicznych próbach wydostania się z nich.

Zaznaczę także, że przy realizacji projektu w 2020 roku nasz pracownicy kontaktowali się dwukrotnie osobiście a także telefonicznie oraz mailowo. Przekazaliśmy także stosowną informację po podpisaniu umowy z wykonawcą, wysyłając dodatkowo dane na temat sposobu rozpowszechnienia informacji o zabiegach, oraz przekazując wzory wniosku i skierowania. Pozwolę sobie także na krótkie przypomnienie historii. Aby móc zrealizować zwycięski projekt miejski „Kastracja kotów wolno bytujących” wystąpiliśmy do Prezesa Rady Lekarsko-Weterynaryjnej Warmińsko-Mazurskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej z zapytaniem o wskazanie gabinetów weterynaryjnych, przychodni weterynaryjnych lub klinik weterynaryjnych na terenie Olsztyna, które posiadają odpowiednie warunki do przeprowadzenia zabiegów sterylizacji i kastracji kotów i oprócz tego spełniają dodatkowy warunek – mogą zapewnić przetrzymanie i właściwą opiekę nad zwierzęciem po wykonaniu zabiegu (przetrzymać kota, jeśli zaistnieje taka potrzeba, by następnie mógł być bezpiecznie wypuszczony do środowiska). Gdy otrzymaliśmy odpowiedź skierowaliśmy zapytanie ofertowe do wskazanych 10 przychodni/lecznic weterynaryjnych. Po wybraniu najkorzystniejszej oferty (Przychodni Weterynaryjnej Dla Małych Zwierząt DOGMED s.c. przy al.Wojska Polskiego) i podpisaniu umowy (w dniu 19.06.2020r.) wykonawca rozpoczął akcję sterylizacji i kastracji kotów wolno żyjących na terenie Olsztyna.

Informację na ten temat podaliśmy w mediach oraz umieściliśmy na stronie internetowej Urzędu Miasta Olsztyna w zakładce Tablice ogłoszeń > Wydział Środowiska, gdzie również można było pobrać wniosek w celu uzyskania skierowania do przychodni na w/w zabiegi. Wnioski można było otrzymać także w siedzibie Wydziału Środowiska przy ul.Wyzwolenia. Podpis pod wnioskiem o uzyskanie skierowania był jednoznaczny z oświadczeniem, że kot jest zwierzęciem wolno żyjącym z terenu Olsztyna, bo tylko takie objęte były akcją. Wniosek można było przesłać pocztą. Na wszystkie złożone wnioski bezzwłocznie wydane zostały skierowania do przychodni weterynaryjnej (odbiór skierowania odbywał się wg ustaleń z wnioskodawcą – pocztą lub odbiór osobisty - ok.95%). Były osoby, które składały wnioski na 20 kotów, inne na 2-3.Opiekunowie kotów na skierowaniu (które pozostawiali w przychodni weterynaryjnej) potwierdzali podpisem liczbę faktycznie wykonanych zabiegów. Wszystko po to, byśmy mieli wiedzę na temat liczby wykonanych zabiegów i związanych z wydanymi środkami. Tak więc „trudna procedura i wielokrotne wizyty w urzędzie” to w praktyce złożenie wniosku i odbiór skierowania. Często była to jedna wizyta – złożenie wniosku ( wcześniej zasygnalizowane drogą mailową lub wypisanie go na miejscu w urzędzie) i jednocześnie odbiór przygotowanego już wcześniej skierowania. Jako urzędnicy musimy działać transparentnie i dokumentować wydatki środków publicznych, gdyż jesteśmy z tego rozliczani. Środki finansowe przeznaczone w budżecie na to zadanie wynosiły 50 000 zł, natomiast faktycznie wydaliśmy - 13 020 zł. Zabiegom kastracji i sterylizacji poddanych zostało 131 kotów (kocury i kotki ), skierowania wypisaliśmy dla 202 zwierząt. Nie wykorzystane zostały w całości środki finansowe przewidziane na projekt, ze względu na sytuację pandemiczną, która wiązała się z obostrzeniami oraz zmniejszeniem zainteresowania tym tematem wśród mieszkańców. Ponadto wiele osób zgłaszało także problemy z odławianiem kotów wolno żyjących. W wielu przypadkach pomagali wolontariusze współpracujący ze Schroniskiem dla Zwierząt w Olsztynie.

W przypadku nowego projektu nr 48 OBO 2020/2021 również rozpoczęliśmy działania od skierowania zapytanie do Prezesa Rady Warmińsko-Mazurskiej Izby, odpowiedź wskazała ile lecznic weterynaryjnych jest zainteresowanych udziałem w projekcie, do nich skierujemy dodatkowo informację o ogłoszeniu przetargu. Ze względu na fakt, że na tegoroczny projekt przeznaczone jest 100 tys. zł - będzie to przetarg z ogłoszeniem, na platformie zamówień publicznych. Prace nad stroną formalną realizacji projektu są bardzo zaawansowane. Nowy projekt jest rozbudowany o zabiegi zwierząt właścicielskich. Skutkuje to koniecznością doprecyzowania wymagań w stosunku do Wykonawców zamówienia. Dodatkowo rozszerzyliśmy opis przedmiotu zamówienia o zapisy dotyczące zabiegów, jakimi mają być objęte również zwierzęta właścicielskie ( sterylizacja, kastracja, czipowanie). Prace przygotowawcze są zaawansowanie i już wkrótce nastąpi ogłoszenie przetargu. Po wyborze wykonawcy nasi pracownicy, którzy zajmują się tym tematem skontaktują się z panią Mirellą, która bardzo aktywnie włącza się w akcję. O samym rozpoczęciu akcji poinformujemy mieszkańców m.in. na tablicy ogłoszeń, na stronie internetowej urzędu, w naszych serwisach społecznościowych, oraz w newsletterach. Informację przekażemy też lokalnym mediom. Akcja będzie trwała do końca listopada br.

Przypominam także, że do czasu uruchomienia zamówienia można sterylizować i kastrować w gminnym Schronisku dla Zwierząt. Od wielu lat realizujemy zadanie ograniczania bezdomności kotów w naszej jednostce – schronisku dla zwierząt. Tam stale prowadzone są zabiegi sterylizacji i kastracji (oprócz zwierząt ze schroniska), także kotów wolno żyjących. Dla zobrazowania skali tych działań podam, że w roku 2019 zabiegami objęto 622 zwierzęta wolno żyjące a w roku 2020 -500.

Komentarze (7)

Dodaj swój komentarz

  • . 2021-04-09 13:50:04 188.146.*.*
    Koty to zwierzaki przyciągające uwagę naprawdę dziwnych ludzi. Z jednej strony mamy psycholi, którzy ich tak nienawidzą, że aż trują, z drugiej mamy psycholi, którzy je tak kochają, że aż kastrują. I obie strony nie zauważają tego, że ich działania prowadzą do tego samego - do wytępienia wolno bytujących zwierząt. Wygląda na to, że prawdziwymi przyjaciółmi kotów są ci, którym są obojętne, bo ci pozostawiają je w spokoju. Nie wiem, kto tym paniom wmówił tą "nazistowską" teorię, że kastrowanie jest dla dobra kotów, ale chcę brać u niego lekcje z manipulowania ludźmi.
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 0 2
  • KOT BEZ JAJ 2021-04-07 17:59:43 5.173.*.*
    Odniosę się do jednego fragmentu, reszta bełkotu, no jak bełkot powtarzany... Kwestia przetrzymywania dzikich kotów. Nie sądzę, żeby osoba, która to powiedziała kiedykolwiek widziała dzikiego kota w niewoli. Kot prawidłowo przetrzymywany przed i o zabiegu nie zrobi sobie krzywdy, nie rzuca się na klatkę, bo jego celem jest ukrycie się i siedzenie w bsolutnej ciszy, żeby być niezauważonym ( pomijam wyjątki, które jak zwykle są potwierdzeniem...) koty dostarczane przed zabiegiem do gabinetu, jeśli muszą poczekać na zbieg do dni następnego przebywają w transporterkach na podkładach, zakryte i w cichym pomieszczeniu. Zapewniam, że żaden z kotów, a było ich myślę ponad 200, nie doznał żadnych obrażeń. Kwestia stanu kotów po zabiegach, nawet jeśli zabieg jest wykonany w godz południowych, kot po środku zwanym ketaminą, nie nadaje się do wypuszczenia wieczorem. Dlatego tak bardzo walczymy o zmianę leków do usypiania, o wybudzenie kotów i ewentualne przetrzymanie do dnia następnego. I proszę bardzo, aby Pni nie wprowadzała nieświadomych w błąd. Inaczej sytuacja wygląda w schronisku, o którym jest też mowa. Koty trafiają tam każdego dnia, nie każdego dnia są wykonywane zbiegi. Siedzą w klatkach, każdy w swojej, mają kowete, miskę i poslanie. Klatki są odkryte, a koty nie maja gdzie się schować. Czekają nawet kilka dni na zbaieg, a później w takich samych warunkach dochodzą do siebie. I w takich sytuacjach może dojsc do samookaleczen, wzmożonego stresu (koty z różnych miejsc w jednym pomieszczeniu) Kolejny raz proszę nie gadać bez znajomości tematu.
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 8 1
  • Xxx 2021-04-07 17:00:30 81.190.*.*
    Kurła nie życzę sobie nr. Rejestracji na moim zajebistym paseratti !!
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 1 2
  • Vj 2021-04-07 15:40:44 95.49.*.*
    Czytam sobie wypowiedź Pani z biura prasowego i ciekawi mnie w jaki sposób schronisko rozwiązało problem przetrzymywania kotów przed i po kastracji ? Bo chyba nie trzymają kotów w niehumanitarnych warunkach czyt. klatkach ...... więc jak je TRZYMAJĄ????
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 2 0
  • coco 2021-04-07 14:40:15 176.221.*.*
    chińskie knajpy niech otworzą, to same znikną
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 2 7