Halina Donimirska-Szyrmerowa odwiedziła Olsztyn

Hrabina Halina Donimirska-Szyrmerowa, autorka książki Był taki świat, w piątek była gościem w olsztyńskim Muzeum Warmii i Mazur.

- Pochodzi pani z zasłużonego rodu ziemiańskiego, wywodzącego się z prastarej szlachty kaszubskiej. Co z rodzinnych tradycji pozostało do dziś w pani życiu? - Cóż... bogate wspomnienia, fotografie, zjazdy rodziny rozrzuconej niemal po całym świecie. Po wojnie niewiele się mówiło o ziemiaństwie, źle patrzono na ludzi szlachetnie urodzonych. Losy moje i moich bliskich opisałam w książce ,Był taki świat - mój wiek XX". Obejmuje ona okres od plebiscytu w 1920 aż do ostatnich lat mojego życia. - Majątki pani rodziny znajdowały się na Powiślu. Co łączy panią z Olsztynem? - Po wojnie obowiązywał zakaz powrotu do rodzinnych majątków, więc moja rodzina chciała być przynajmniej w ich pobliżu. Razem z rodzeństwem tuż po wyzwoleniu przyjechaliśmy do Olsztyna. Objęłam w ratuszu funkcję sekretarki płk. Jakuba Prawina, pierwszego pełnomocnika rządu na okręg warmińsko-mazurski, i Jerzego Burskiego, pierwszego wicewojewody. - Jak wspomina pani powojenny Olsztyn? - Zima roku 1945 była sroga. Pamiętam, że mieliśmy ogromny problem z wodą. Czerpaliśmy ją z Łyny, w której pływały jeszcze ludzkie zwłoki. Odkażaliśmy ją specjalnymi tabletkami. Pamiętam pierwszą Wielkanoc przy trzech plasterkach kiełbasy i połówce jajka. Konkretna pomoc przyszła dopiero z transportem amerykańskim UNRRY. Mam też wiele miłych wspomnień. W Olsztynie poznałam wielu wspaniałych ludzi, m.in. Marię Zientarę Malewską, rodzinę Pieniężnych oraz Hieronima Skurpskiego, który objął w zamku funkcję kustosza. - Wczoraj podarowała pani olsztyńskiemu muzeum dziennik kursu repolonizacyjnego z 1945 roku. Jak ten dokument znalazł się u pani? - Byłam wychowawczynią tego kursu. Społecznie uczyłam młodzież i dorosłych języka polskiego. Uczyłam też poprawnej wymowy. Beata Waś

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz