Stomil wrócił na własny stadion i od razu wygrał [ZDJĘCIA, WIDEO]

Stomil wrócił na własny stadion i od razu wygrał [ZDJĘCIA, WIDEO]
Radość Grzegorza Lecha po zdobyciu pierwszej bramki w spotkaniu z Odrą Opole
Fot. Łukasz Kozłowski / Olsztyn.com.pl

Zakończyła się tułaczka piłkarzy Stomilu po stadionach całej Polski. Olsztynianie wreszcie mogli zaprezentować się przed własną publicznością. I zrobili to z przytupem, bowiem ograli Odrę Opole i tym samym wydostali się ze strefy spadkowej.

Po wielu tygodniach prac budowlanych na stadionie miejskim w Olsztynie, piłkarze Stomilu wreszcie mogli zaprezentować się przed własną publicznością. To, że ciągła gra na wyjazdach nie służyła "biało-niebieskim" mógł poświadczyć choćby fakt, iż podopieczni Kamila Kieresia mieli na swoim koncie aż pięć porażek z rzędu.

W spotkaniu z Odrą Opole szkoleniowiec olsztyńskiego zespołu nie mógł skorzystać z Remigiusza Szywacza, który doznał kontuzji w ostatnim spotkaniu w Chojnicach, natomiast Łukasz Sołowiej musiał pauzować za cztery żółte kartki.

Choć od pierwszego gwizdka wszyscy spodziewali się szaleńczych ataków gospodarzy to pierwsi bramkę mogli zdobyć opolanie, bowiem już w  9 minucie Krzysztof Janus z rzutu wolnego trafił w poprzeczkę bramki strzeżonej przez Piotra Skibę.

W 18 minucie stało się jednak to, na co wyczekiwała licznie zgromadzona publiczność. Grzegorz Lech wykorzystał niefrasobliwość obrońców i przelobował Tobiasza Weinzettela, dzięki czemu Stomil objął prowadzenie.

Na trzy minuty przed końcem pierwszej części spotkania opolanie mogli wyrównać stan meczu. Najpierw z rzutu rożnego uderzył dobrze znany w Olsztynie, były piłkarz Stomilu, Paweł Baranowski, a chwilę po nim strzał oddał Paweł Janasik. Piłka trafiła jednak w słupek.

Podrażnieni takim obrotem sprawy olsztynianie ruszyli do ataków i... dość niespodziewanie podwyższyli wynik spotkania. Tym razem bramkarza gości z 14 metrów pokonał Marcin Stromecki.

Chwilę po rozpoczęciu drugiej odsłony spotkania znakomitą okazję do podwyższenia rezultatu zmarnował Miłosz Trojak, który z piątego metra trafił wprost w bramkarza Odry Opole.

W 78 minucie goście zdobyli bramkę kontaktową za sprawą Ivána Martina Gomeza. Wprawdzie opolanie "siedli" na gospodarzy to nie zdołali doprowadzić do remisu.

Następne spotkanie olsztynianie rozegrają już w najbliższy wtorek w Pucharze Polski. Przeciwkiem na wyjeździe będzie II-ligowy Gryf Wejherowo. Początek meczu o godzinie 15:30.

Stomil Olsztyn - Odra Opole 2:1 (2:0)

1:0 - Grzegorz Lech 18'
2:0 - Marcin Stromecki 44'
2:1 - Iván Martín 78'

Stomil Olsztyn: Piotr Skiba - Janusz Bucholc, Szymon Jarosz, Tomasz Wełnicki, Lukáš Kubáň, Dominik Kun (89' Wojciech Dziemidowicz), Miłosz Trojak, Marcin Stromecki, Grzegorz Lech (74' Łukasz Jegliński), Piotr Głowacki, Michał Góral

Odra Opole: Tobiasz Weinzettel - Patryk Janasik, Paweł Baranowski, Serafin Szota, Dudu Paraíba, Mariusz Rybicki (69' Tomáš Mikinič), Rafał Niziołek, Jakub Habusta (67' Mateusz Czyżycki), Jakub Moder (76' Szymon Skrzypczak), Krzysztof Janus, Iván Martín

Żółte kartki: Głowacki, Trojak (Stomil); Baranowski, Czyżycki (Odra)

Sędziował: Tomasz Marciniak (Płock)

Widzów: 2573

* * *

Zapis konferencji prasowej:

Kamil Kiereś, trener Stomilu: - Chciałbym pogratulować zwycięstwa moim piłkarzom. Dużo w tym wszystkim było determinacji. Pojawiła się także jakość na boisku i chęć poradzenia sobie z trudną sytuacją w jakiej byliśmy po ostatnich wyjazdowych spotkaniach. Ciężko nam było, bowiem czuliśmy, że powinniśmy dwa ostatnie mecze wygrać. Był niedosyt, ale najważniejsza jest przyszłość - nowe otwarcie, nowa karta. Wracając na nasz stadion nie chcieliśmy zawieść kibiców. Już myślimy o kolejnych spotkaniach. Chcemy się piąć w górę tabeli i zdobywać kolejne punkty, bowiem stać nas na to, abyśmy punktowali w tej lidze.

Mariusz Rumak, trener Odry Opole:  - To był taki mecz, o którym chciałoby się zapomnieć. Jedzie się osiem godzin, gra się fatalną pierwszą połowę, w banalny sposób traci się bramki, które na tym poziomie nie powinny się przydarzyć. Zasłużyliśmy jednak na to, żeby... stracić te gole. W drugiej połowie nie potrafiliśmy przejąć inicjatywy i dlatego w żaden sposób nie zasłużyliśmy dziś nawet na punkt. Ja mam wrażenie, że moi piłkarze uwierzyli, że samym ustawieniem da się wygrać mecz. A to nie jest tak. Jak chce się coś więcej osiągnąć to czasami takie mecze bardzo uczą. Myślę, że to spotkanie powinniśmy dobrze spożytkować na przyszłość, aby takie mecze nam się więcej nie przydarzyły.

Komentarze (1)

Dodaj swój komentarz

  • Kopernik2 2018-09-23 00:42:54 83.46.*.*
    Pewnie to wina Tuska...Podobno PO to księgowi i drobni przedsiębiorcy? Juz liczę dni do wyborów. Rozmawiałam z proboszczem na temat mszy w związku z przegraną grzymowicza i jego przystawek. Odprawi mszę za free. To jest prawdziwy patriota
    Odpowiedz Oceń: 6 2 Zgłoś treść