Polsko-rosyjskie pomniki niezgody

Ostatnio znów mamy spór polsko - rosyjski, dotyczący pomników. Tym razem w Krakowie, miałby powstać pomnik, rzekomo pomordowanych, sowieckich jeńców, wojny 1920 roku. My na Warmii i Mazurach mamy bardzo podobny konflikt. Tyle, że tu pomnik stoi. To monument upamiętniający generała Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie.

Generał ten uczestniczył w, podstępnych, aresztowaniach wileńskiej komendy Armii Krajowej. Miejscowe władze chcą pomnik usunąć. Rosjanie protestują. Ta sytuacja wydaje się typowa dla polskiego i rosyjskiego pojmowania historii.  To co dla Rosjan jest wyzwoleniem, dla Polaków to często tylko zajęcie terytoriów polskich. Rosjanie szermują nader często hasłami ile to osób zostało uratowanych z nazistowskich więzień i obozów, a polska strona odpowiada, że liczba ofiar działań sowieckich niebezpiecznie zbliża się do ilości ofiar hitlerowskiej okupacji Polski. O tych i innych sprawach dotyczących historii rozmawiam z pisarzem rosyjskim, mieszkającym w Kaliningradzie, Borysem Bartfieldem. 

- Gdzie jest przyczyna wielu nieporozumień historycznych pomiędzy Polakami i Rosjanami.

- Może lepiej takich dyskusji w ogóle nie rozpoczynać i wszystkim będzie wygodniej. Nie da się jednak ukryć, że pomiędzy Polakami i Rosjanami miało miejsce wiele skomplikowanych, wspólnych, wydarzeń wpływających na odbiór historii w tych narodach. Obecnie natomiast często te kwestie ogniskują się wokół obwodu kaliningradzkiego. To bowiem jedyny fragment granicy polsko – rosyjskiej.

- Mam wrażenie, że prawdziwym mistrzem w zaognianiu polsko rosyjskich kontaktów na poziomie obwodu jest Evgenij Lenski (Wolf Tambowski) publikujący swoje komentarze na łamach jednego z kaliningradzkich portali. Czy to bardziej prowokacja czy też obraz prawdziwych opinii mieszkańców obwodu.

- Pewnie jedna sprawa napędza drugą. Dobrze by było jednak, gdyby problemami historycznymi zajęli się przede wszystkim historycy. Bo przecież, gdy ja jadę do Polski, to nie jest tak, że jedyne o czym myślę, to fakt, iż tu w roku 1920, w obozach jeniecki, siedzieli i umierali sowieccy żołnierze. Te fakty nie zmieniają mojego pozytywnego obrazu Polski i Polaków. Mimo tego, że czuję się rosyjskim patriotą. Nie chcę być jednak postrzegany jako „hurapatriota”. Dla mnie ważniejsze jest pozytywne postrzeganie mojego kraju przez jego mieszkańców, ale i także za granicą. Uważam także, iż kontakty z najbliższym sąsiadem powinny być zawsze pozytywne.

- Nawet w kwestii jeńców sowieckich w polskiej niewoli, należałoby jednak zachować umiar. Przecież te problemy badała wspólna, polsko – rosyjska komisja historyków. Rezultat tych badań został przedstawiony w postaci książki wspólnego autorstwa. Wyszła ona w roku 2004, także w języku rosyjskim, pod tytułem „Krasnoarmiejcy w polskom plenu. 1919 – 1922. Sbornik dokumentov i materialov”. Historycy na łamach tej pracy obalili wiele mitów. Ot choćby nie stwierdzono jakichkolwiek działań ze strony polskiej, które by wskazywały na świadomą politykę eksterminacji wobec jeńców. Ponadto stwierdzono, że o wiele większy procent  jeńców (polskich) wojny 1920, zmarł w niewoli sowieckiej niźli jeńców sowieckich w polskiej niewoli. O tym wszystkim mówili uczeni. Dlaczego te wnioski nie zeszły w dół, do rosyjskich mediów, polityków.

- Lepiej tego tak nie roztrząsać. Przecież każdy musi wiedzieć, że przebywanie w niewoli, w takich czasach, głodu i epidemii musi nieść za sobą zagrożenie zdrowia i życia.  O tych sprawach bardzo mało pisze się w podręcznikach historii, ale i także w popularnej literaturze historycznej. Może więc lepiej spuścić na to wszystko zasłonę milczenia.

- Rzeczywiście w Polsce o tym się mówi mało. Także o masowych mordach jakie popełniali czerwonoarmiści na polskich żołnierzach i cywilach w roku 1920, o czym ze szczegółami pisał Izaak Babel, sowiecki korespondent wojenny, w swojej książce „Konarmia” . W rosyjskiej publicystyce ten temat (rzekomych krzywd rosyjskich) jednak jest żywy. Nawet dorobił się obrazowego określenia „antykatyń”. Ciągle podnoszą te zagadnienia również rosyjscy politycy, nawet ci z najwyższych kręgów władzy. Jakby w ogóle nie brali pod uwagę ustaleń rosyjskich historyków.

- Idealnie byłoby oddzielić w tej kwestii świat polityki od zwykłych międzyludzkich kontaktów. Bo politycy zawsze znajdą jakiś sposób, by wykorzystać różnego rodzaju rewelacja dla swoich celów. My Rosjanie powinniśmy w tej kwestii zrozumieć, że sama idea marszu na Warszawę, w roku 1920, była chybiona. Zrozumienie tej sytuacji powinno pomóc w uświadomieniu sobie, że także problemu jeńców nie powinno się (poza badaniami naukowymi) eksploatować.  Nota bene o wiele częściej w rosyjskiej polityce i literaturze wykorzystuje się epizod polskiej okupacji Moskwy, na początku siedemnastego wieku.

- Mówi pan o polskiej okupacji z początku siedemnastego wieku. Dlaczego więc w rosyjskiej historiografii nie wspomina się o rosyjskiej okupacji wielkich obszarów I Rzeczypospolitej w połowie siedemnastego wieku. Przecież jest to również fakt historyczny.

- Znów mamy tu do czynienia z polityką. Nie są to fakty zbyt wygodne dla obecnych polityków. A więc pozostają ich opisy co najwyżej na poziomie akademickim. A dla bieżącej polityki używa się polskiej okupacji Kremla.

- Obecnie bardzo aktualny jest temat pomnika w Krakowie. Nas bardziej interesuje lokalny przykład z Pieniężna, dotyczący stojącego tam pomnika Iwana Czerniachowskiego. Władze lokalne chcą usunięcia pomnika. Strona rosyjska się temu sprzeciwia.

- Dla Rosjan Czerniachowski jest wzorem patriotyzmu i wysokiej klasy generała, na dodatek młodego. Drugim, o podobnej sławie, jest tylko Konstantin Rokossowski. Oczywiście najprościej byłoby powiedzieć: nie my ten pomnik stawialiśmy więc także  nie powinniśmy go likwidować.  W naszej historii, okresu sowieckiego, o jego udziale przy aresztowaniach w wileńskim AK, się nie wspomina. Większość Rosjan o tym epizodzie po prostu nie wie. Zresztą AK działało na zapleczu Armii Czerwonej. Zachodziła obawa prowokacji….

- Przypominam, że AK podlegała władzom polskim, a więc sojusznikowi. Czy można sojusznika aresztować?

- Armia Krajowa nie powinna działać na tym terenie. I nie byłoby problemu.

- Przecież, nawet jeśli założymy, że rząd emigracyjny już wtedy nie był uznawany przez Stalina, to umowa o granicy Polsko – Radzieckiej była zawarta dużo później. Wileńszczyzna była więc wtedy ziemią należącą do przedwojennej Rzeczypospolitej. Na dodatek większość ludności tamtejszej to byli ówcześnie Polacy.

- Czerniachowski nie mógł w tamtych czasach przeciwstawić się NKWD. Dlatego pomagał aresztować komendantów AK w Wilnie.  Choćby tam był Rokossowski czy inny generał, to pewnie postąpiłby identycznie. Taki był sowiecki porządek.

- No więc tym bardziej możemy postrzegać Czerniachowskiego, z punktu widzenia Polaka, jako osobę niejednoznaczną. Na pewno nie jak bohatera. Jak więc człowieka niejednoznacznego można wynosić na pomnik.

- Historia jest pełna niejednoznacznych figur. I są one także na pomnikach. Przecież Armia Czerwona to nie była grupa chodzących ideałów. Oni nie tylko walczyli, ale i także choćby dość często gwałcili kobiety. Nie tylko Niemki, ale także i Polki. Bo jak utrzymać w porządku kilka milionów mężczyzn, którzy są … mężczyznami. Którzy wojują trzy lata, nie mając żadnych możliwości odwiedzenia żony czy dziewczyny. A na dodatek mają w rękach broń. By ograniczyć tego rodzaju proceder trzeba by pewnie każdego, co piątego, bojca, rozstrzelać. A przecież i samo wyzwolenie Polski nie jest jednoznaczne. Wy często wcale nie nazywacie tego wyzwoleniem. 

- Pan rozumie tę niejednoznaczność w pochodzie Armii Czerwonej przez Polskę. Dlaczego jednak nie chcą podobnie podchodzić do tych spraw inni Rosjanie. Dlaczego nie chcą zrozumieć obiekcji Polaków w związku z pomnikiem Czerniachowskiego jak też i z innymi tego rodzaju monumentami.

- Ten generał w rosyjskiej historiografii jest przedstawiany jako figura romantyczna. To był najmłodszy sowiecki generał na froncie drugiej wojny. ..

- Ale nawet sama jego śmierć nie jest jednoznaczna i niekoniecznie bohaterska. Miał go przecież rzekomo (bo jednoznacznych źródeł w tej sprawie brak) zastrzelić sowiecki żołnierz, strzelając w kierunku samochodu generalskiego z armaty czołgowej. Miała to być zemsta za wcześniejsze rozstrzelanie, na rozkaz Czerniachowskiego, dowódcy tego czołgu.

- Słyszałem o tej wersji. Ale mnie nawet trudno brać to pod uwagę. Nie będę z tym polemizował. Wolę legendę romantycznego, młodego, zdolnego, generała.  Wolę podkreślać, że ten akurat generał jest patronem byłego Istenburga. To miasto obecnie nazywa się Czerniachowsk.

- Co więc robić by Rosjanie zrozumieli, że Czerniachowski to dla Polaków nie jest jednoznaczna figura. By Rosjanie o te polskie wątpliwości nie mieli pretensji.

- Dla wielu Rosjan historia II wojny też nie jest jednoznaczna. By jakoś scalić naród trzeba mieć wspólnych bohaterów. A Polakom mogę tylko powiedzieć to, że znane są w Rosji negatywne, dla Rosjan, opinie Mickiewicza czy Chopina. Nie zmienia to jednak podziwu dla twórczości obydwu.

- Widzę podstawową różnicę w podejściu do tak zwanych spraw trudnych w Rosji i Polsce. U was obowiązuje zasada, że czym mniej będziemy mówić o kontrowersjach tym lepiej. U nas zasada jest wręcz przeciwna: im więcej rozmowy, tym łatwiej wyjaśnimy wszelkie niejasności. Będzie nam też łatwiej wzajemnie się zrozumieć. Jak te dwa punkty widzenia jakoś związać ze sobą. Tak byśmy się lepiej, jako narody, rozumieli. 

- Nie wiem jak to zrobić. Wiem natomiast, że byłoby nam, jako Rosjanom, miło gdyby Polacy zrozumieli, że Czerniachowski to dla nas jest ważna figura z ostatniej wojny światowej.  

- Władze Pieniężna, w związku z dalszym losem pomnika przedstawiły także inny projekt. Zaproponowano by pomnika nie demontować tylko obok niego postawić mały postument z tablicą, gdzie byłyby opisane, po polsku i rosyjsku, „zasługi” Czerniachowskiego z jego działalności wileńskiej. 

- Jest to teren Polski. Możecie więc robić wszystko co tylko chcecie. Takie rozwiązanie, obawiam się, również byłoby w Rosji potraktowane jako próba deprecjacji zasług generała, który przecież funkcjonował w, określonych, stalinowskich realiach

- Co więc zrobić z tym pomnikiem pod Pieniężnem.

- Ja bym go jednak zostawił. A w muzeum miejskim Pieniężna ewentualnie powiesiłbym tablicę informującą o wszelkich zawirowaniach związanych z działalnością wojenną Czerniachowskiego. Stawianie tablic obok pomnika czy też w ogóle likwidowanie monumentu to byłaby jednak prowokacja. Tak przynajmniej odebrano by to w Rosji.

- Dziękuję za rozmowę.

 

W Kaliningradzie, rozmawiał: Krzysztof Szczepanik

Komentarze (2)

Dodaj swój komentarz

  • gazda110 2018-09-30 14:11:29 109.197.*.*
    https://gazda110.blogspot.com/2018/09/rzad-zlikwidowa-may-ruch-graniczny-z.html
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść
  • gazda110 2018-09-30 14:09:36 109.197.*.*
    NIE RZEKOMO POMORDOWANO _https://okresprlblogonet.wordpress.com/2018/02/05/obozy-dla-jenieckie-w-ii-rp-pieklo-za-drutami-poklosie-katynia-oby-nigdy-wiecej-tucholi-strzalkowawadowic-czy-katynia/
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść