Zimowe przygody z Administracją

Podobnie jak drogowców, zima w tym roku zaskoczyła również Szanowną Administrację mojego budynku...

Poniedziałek, na zegarku 5:15. Kolejny tydzień pracy czas zacząć. Zwlokłam się więc z łóżka i pomaszerowałam do łazienki. W przelocie rzuciłam okiem na termometr, -24 st.C. Ehhh...I tak trzeba wyjść na zewnątrz. Na samą myśl przeszły mnie dreszcze, ale co tam. "Twardym trzeba być, nie miękkim" - jak mawia moja koleżanka zza biurka. W końcu dotarłam do łazienki. Aż dziwne ile czasu może trwać pokonanie trasy sypialnia-łazienka, w mroźny, zimowy poranek. Powoli i w skupieniu udało mi się wycisnąć resztki pasty na szczoteczkę. Mały sukces o poranku. Odkręciłam wodę nad umywalką. I nic..Nie pojawiła się nawet kropelka. Drobny atak paniki, tylko spokojnie. Jest jeszcze prysznic i zlew w kuchni. Niestety. Tam też nawet kapki. W nocy rury pozamarzały. Minę musiałam mieć nie tęgą, bo gdy zobaczył mnie mój małżonek, bez słowa ubrał się i pojechał do jednego z całodobowych sklepów po baniaczki z wodą.

W tym miejscu powinnam przytoczyć słowa, które cisnęły mi się na usta tamtego poranka, jednak ze względy na dobro naszych nieletnich użytkowników, kulturę słowa i powagę serwisu zmuszona jestem się powstrzymać. Około godziny 7:30 postanowiłam zadzwonić do naszej Szanownej Administracji. No niby jak egzystować bez wody? Średniowiecze. Po kilkukrotnej próbie połączenia w końcu triumf - ktoś w administracji poniósł słuchawkę. Miła pani poinformował mnie, że owszem to do nich się zgłasza takie przypadki, ale że ona pomóc nie może, bo to do techników trzeba, i że ona przełączy. No dobra. Porządek musi być, czekam więc na połączenie z technikami. Po kilku sygnałach kolejne zwycięstwo. W myślach brałam już gorący prysznic. Miły pan technik po przyjęciu mojego zgłoszenia o awarii stwierdził cytuję: "To nie awaria, to rura zamarzła". Eureka! Właśnie takiej informacji potrzebowałam. Ciśnienie nieznacznie mi wzrosło. Po krótkich pertraktacjach pan technik, który nie był już tak miły jak na początku, poinformował mnie rzeczowo, iż ktoś się dziś tym zajmie. Miło z jego strony. Wizja prysznica odpłynęła nieco dalej, nadal jednak pozostawała realna.

Godzina 12:00 i brak jakichkolwiek wieści z administracji natchnęły mnie do kolejnego telefonu do administratora budynku. Pan technik, po którego miłym usposobieniu pozostało już tylko mgliste wpomnienie, na moje pytanie odparował, że on wie, że nie mam wody, że nie jestem sama, że on ma 20 takich zgłoszeń, że nie wszystko naraz...Nieco skruszona własnym uporem rozłączyłam się i zaczęłam kontemplować zupełnie już suchy kran.

Godzina 14:30 stała się kresem mojej cierpliwości. Napięte nerwy nie pozwoliły skoncentrować się na niczym innym jak kolejny telefon w sprawie wody. Tym razem czekało mnie zaskoczenie. Telefonu nikt nie odebrał. W sumie fakt, przecież była prawie 15:00, a w tego typu instytucjach "prawie" nie robi żadnej różnicy, więc telefonów się już nie odbiera. Tym bardziej od męczących klientów. Tak, klientów! Bo właśnie wtedy uzmysłowiłam sobie, że w administracji nie jestem petentem, a klientem. To ja co miesiąc płaciłam za ich usługi. Dodam, że niemałe pieniądze. Dlaczego więc nie mogę doprosić się o jakąkolwiek pomoc?

Kolejne godziny bez wieści od administracyjnych techników. Dobrze, że przynajmniej prąd jest. W obliczu takiej klęski żywiołowej, jaką jest zima, i tego mogło by nie być. Zachodzące słońce pokazało mi, że chyba nie ma co czekać na pana technika. Być może w administracji doszli do wniosku, że rura w piwnicy w końcu sama odmarznie? Analizując swoje doświadczenia z Szanowną Administracją obiektywnie stwierdziłam, że pieniądze, które im płacę, to pieniądze wyrzucane w błoto. No bo w końcu co ja z tego mam? Klatka brudna, szyby wybite, domofon się nie domyka. O braku odśnieżania w sezonie zimowym nie wspomnę. Rozmyślania przerwało mi bulgotanie w kranie. Wczesnym wieczorem woda popłynęła.

I zdziwiłby się każdy, kto pomyślał, że zołza ze mnie, że się czepiam. I zdziwiłby się również ten, kto pomyślał, że w końcu dotarli technicy i zrobili co trzeba. Woda w kranach to zasługa "klatkowej inicjatywy". Męska część naszej małej społeczności zakasała rękawy i w jakiś magiczny dla mnie sposób rozmroziła rurę. Za co należą im się brawa i wielkie dzięki! Mogłam wziąć prysznic.

Ps. Dziś rano wychodząc do pracy zajrzałam do skrzynki pocztowej. Czekał tam na mnie list - z Administracji. Kolejna podwyżka. A technicy nadal nie przyszli.

Komentarze (5)

Dodaj swój komentarz

  • Renata 2010-01-28 20:57:02 83.9.*.*
    Do Andrzej - Masz szczęście, bo to chyba jedyna taka Administracja w Olsztynie... i okolicy!
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść
  • andrzej 2010-01-28 07:54:58 83.20.*.*
    a u nas w Jarotach wszystko załatwiaja od ręki, oczywiscie w czasie zimowym gdy zgloszen jest wiecej to chwile zajmuje ale raczej w garnicach normy. Tyle ze tu sa wymienione prawie wszystkie rury wiec nie ma co pekac i zamarzac
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść
  • kru 2010-01-27 18:36:33 83.23.*.*
    To po co w ogóle jest Administracja, jak ma nas głęboko gdzieś? Nie płać za fundusz remontowy :)
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść
  • :/ 2010-01-27 15:54:07 88.156.*.*
    jak zwykle ich zaskoczyla zima...darmozjady z ZBK-ow i innych pseudo-administracyjnych wynalazkow!
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść
  • jakaja 2010-01-27 13:09:09 83.20.*.*
    Hm, uroczo... To taka nasza polska rzeczywistość. Nikomu się nie śpieszy, nic się nie da... A Ty człowieku siedź w zimnym domu, brudny i nie jedz,nie pij... Bo my... wielcy urzędnicy, administratorzy i inni równie poważni ludzie, nie mamy teraz czasu/ochoty/woli (niech każdy wybierze coś dla siebie) aby wypełnić własne obowiązki i zająć się awarią... No i jeszcze dodam, że to pewnie winna była Szanowna Pani Zima... Bo kto by się spodziewał w styczniu zamarzania rur??
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść