[WYWIAD] O rallycrossie, rodzinie i firmie, którą prowadzi rozmawiamy ze Zbigniewem Staniszewskim

[WYWIAD] O rallycrossie, rodzinie i firmie, którą prowadzi rozmawiamy ze Zbigniewem Staniszewskim
Zbigniew Staniszewski
Fot. Łukasz Kozłowski / Olsztyn.com.pl

- Na starcie staram się tak dobrze wystartować, by rywale zostali za mną i potem z komfortem jechać do mety. Jeżeli to się nie uda, to trzeba gonić i wtedy pojawiają się podwójne emocje. Ale wyprzedzenie w naszych wyścigach, to przy tym poziomie rywali bardzo trudna sztuka - mówi nam Zbigniew Staniszewski, mistrz Polski i Europy Centralnej w rallycrossie, który rozpoczął nowy sezon samochodowych zmagań.

Urodził się pan w Olsztynie?

- Nie w Olsztynie, a w Działdowie i to już dawno temu, ale nie powiem dokładnie kiedy, bo mam już… milion lat. Jeżeli natomiast chodzi o szczegóły, to każdy może sprawdzić w internecie. W Olsztynie mieszkam od bardzo dawna.

Jak się u pana zaczęło to zainteresowanie samochodami?

- Mój tato od początku prowadził własny biznes. Miał przez 20 lat firmę taksówkarską składającą się z trzech taksówek. Na początku lat 80-dziesiątych zamienił te taksówki na transport ciężarowy. Ja jak miałem już 21 lat to dostałem od niego najgorszą ciężarówkę jaką miał i założył mi tato firmę. Doprowadziłem ją do obecnych rozmiarów. Moi rodzice posiadają teraz pięć ciężarówek i je wynajmują, a mają 78 lat. Niektórzy mówią, ze tą moją firmę prowadzi mój brat, a ja zajmuję się wyłącznie rajdami. Ale tak nie jest, bo ja naprawdę nie mam brata…

Jaki był początek tej pana moto sportowej pasji?

- Mnie całe życie ciągnęło do jazdy samochodami. Jak miałem 14 lat, to bez wiedzy taty jeździłem jego taksówkami, no i wtedy rozbiłem pierwszy samochód. Na tym się jednak nie skończyłem, bo potem dołożyłem jeszcze dwa kolejne rozbicia. Oczywiście prawa jazdy wtedy jeszcze nie miałem, uzyskałem je dopiero trzy lata później. Jak miałem 16 lat to przestałem jeździć, bo tato mi surowo zabronił. Po kilku latach jak zająłem się już własną firmą, zacząłem jeździć sportowo. W wieku trzydziestu kilku lat miałem za sobą sporo takich różnych profesjonalnych startów.

Pana pierwszy rajd samochodowy to…

- 17 lat temu wziąłem udział w moim pierwszym poważnym rajdzie samochodowym jakim był rajd Elmot, eliminacje mistrzostw Polski. Nie skończyłem go z powodu awarii mego starego samochodu w połowie zawodów. Mam jednak szorstka i grubą skórę więc zupełnie nie zraziłem się po tym do kolejnych startów.

Największy sukces to…

- Za swój największy sukces uważam wyniki z poprzedniego roku, w którym zostałem mistrzem Polski i Europy Centralnej w rollycrossie.

Woli pan bardziej rajdy czy rollycross?

- Wolę rajdy, ale tylko trochę. Tęsknie za rajdami ponieważ ścigam się w nich od 14 lat, ale rollycross też jest fajny.

Lepiej się panu goni rywali czy przed nimi uciekać?

- Robię to co w danej sytuacji trzeba robić. I to i to mi pasuje. Jak trzeba to uciekam, a jak trzeba to gonię. Na starcie staram się tak dobrze wystartować, by rywale zostali za mną i potem z komfortem jechać do mety. Jeżeli to się nie uda, to trzeba gonić i wtedy pojawiają się podwójne emocje. Ale wyprzedzenie w naszych wyścigach, to przy tym poziomie rywali bardzo trudna sztuka.

Nie miał pan jakiś poważnych wypadkółw, kontuzji?

- Jak startowałem w rajdach to miałem kilka stłuczek, ale od siedmiu lat nie miałem żadnej. Na szczęście nigdy mi nie spadł nawet jeden włos z głowy.

Stać pana na tak drogi sport?

- Jestem właścicielem dużej firmy jaką jest Staniszewscy Beton. Zatrudnia ponad 150 osób, mamy 60 ciężarówek i 10 gruszek i wszystkie są cały czas zajęte. Przez naszą bramę wyjeżdża 1000 ton produktów na dobę. Jest to firma dwupokoleniowa. Tato ją rozkręcał, a ja teraz to wszystko kontynuuję. Powiem na koniec krótko: nie mamy żadnych problemów z budżetem i wszystko się tak dobrze u nas kręci jaki te… gruszki w naszych samochodach. W tym roku jeszcze łatwiej mamy z budżetem, bo dołączył do nas ENEOS.

Przy tak intensywnej działalności sportowej ma pan czas na kierowanie firmą? Pewnie zatrudnia pan dyrektora, który to robi w pana imieniu…

- Nie, nie zatrudniam. Zarządzanie tak duża firmą przy działalności moto sportowej nie jest oczywiście łatwe. Ale daję sobie z tym radę, bo pracuje u nas wysoko wyspecjalizowana kadra. Jak jestem w biurowcu to wydaję krótkie polecenia, które nasi pracownicy zamieniają na trafne decyzje.

Jaki cel sportowy stawia pan sobie na ten rok?

Plan na ten sezon mam jeden, zresztą taki sam jak w ubiegłym roku, czyli wywalczyć tytuł mistrza Polski w rollycrossie, oraz mistrza Europy Centralnej. Po zdobyciu tych dwóch tytułów w tamtym roku, mam teraz większe doświadczenie i trochę lepszy, bo dużo młodszy samochód. Nie mogę więc mieć innego celu niż ponowne zwycięstwa w tych dwóch rywalizacjach. Jeżeli mi się to nie uda, to będzie to dla mnie, i dla całego naszego zespołu, porażka. Konkurencja jednak nie śpi i jest z roku na rok większa i mocniejsza. Na liście zgłoszeń jest dużo zawodników.

Rozmawiał Lech Janka

Komentarze (10)

Dodaj swój komentarz

  • inżynier 2021-05-04 07:30:52 31.60.*.*
    Dziwią mnie te negatywne komentarze. Pracuję na budowie i Staniszewski zawsze stawiał na jakość i przede wszystkim punktualność co jest nie do końca oczywiste w tej branży. Nie mam powodu im kadzić, po prostu współpraca zawsze się układała.
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 3 10
  • Pan Jan 2021-05-03 09:31:59 37.30.*.*
    Pamiętam go jeszcze z Dajtek z dawnych czasów , zawsze miał benzynę zamiast krwi w żyłach i pozytywnie to wykorzystał
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 3 6
  • Pih 2021-05-03 09:28:05 95.160.*.*
    Chyba Eneos a nie Enea...
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 2 0
  • Komentarz 2021-05-02 16:43:23 88.156.*.*
    Trzeba być debilem aby u nich pracować. Kierowcom gruszek płacą po 16 zl za godzinę. Pierdoleni wyzyskiwacze. Nie rozumiem jakim trzeba być deklem aby u nich podjąć pracę
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 13 4